*** Oczami Justina ***
Do Las Vegas dotarliśmy późnym wieczorem.
Gdy wjechaliśmy w tą girlandę świateł i neonów, odebrało mi mowę. Oczarowany pięknem tego miejsca, siedząc z nosem na szybie, chłonąłem każdy szczegół.
Scooter wiele razy powtarzał, że Las Vegas to miasto, które nigdy nie śpi, ale dopiero teraz jego słowa nabrały dosłownego znaczenia.
Dochodziła północ, a wszystko w okół tętniło życiem. Po ulicach gnało setki ludzi, a ja obserwując ich, zastanawiałem się o czym w danej chwili myślą, gdzie zmierzają, kim są..
W większości z nich dostrzegałem zagubione istoty, które przyjechały do miasta grzechu, kuszone wizją zdobycia wielkiej fortuny, ale gdy zderzały się z brutalną rzeczywistością, opuszczały kasyna z wyzerowanymi kartami kredytowymi i brakiem dachu nad głową. Było mi ich żal. Kwestią czasu było ich totalne bankructwo, a w większości przypadków popadanie w nałogi i depresje. Lecz taka była kolej rzeczy. Każdy wiedział, że Las Vegas to wielka pułapka, która każdej nocy pochłania tysiące ofiar i doskonale rozumiałem moją rodzicielkę, która za wszelką cenę, chciała trzymać mnie z daleka od tego miejsca.
Spojrzałem na Ryana i Chaza. Oboje byli równie zafascynowani otaczającym nas widokiem i w milczeniu obserwowali kolorowe bilbordy i neony. Ciszę w samochodzie wypełniało jedynie włączone radio, które co kilka sekund zagłuszane było klaksonami i krzykami, dobiegającymi z zewnątrz.
Jako pierwszy odezwał się Kenny.
- Dojechaliśmy na miejsce - powiedział, a jego wzrok spoczął na ogromnym budynku, oświetlany setkami świateł.
Caesars Palace.
Miejsce legenda, w którego murach powstawały znakomite filmy i którego pokoje wynajmowały największe gwiazdy show biznesu.
Żałowałem, że nie ma ze mną Alice i że nie możemy wspólnie podziwiać tego wspaniałego miejsca, lecz gdy tylko usłyszałem ożywioną rozmowę chłopaków, uświadomiłem sobie jak bardzo mi ich brakowało i postanowiłem skupić się na nich.
- Witam państwa w hotelu Caesars Palace - gdy tylko wysiedliśmy z samochodu, pojawił się obok nas boy hotelowy - panowie pozwolą, że odbiorę walizki.
Uśmiechnąłem się do niego z wdzięcznością, po czym razem z Chazem i Ryanem ruszyliśmy do drzwi raju, w którym mieliśmy spędzić najbliższe trzy doby. Gdy przekroczyliśmy próg hotelu, stanąłem jak wryty i oczarowany tym co zobaczyłem, z trudem łapałem oddech. Bywałem w wielu hotelach, ale ten bił na głowę wszystkie inne i fakt, że mogę tu być, spotęgował radość do maximum, co spowodowało, że miałem ochotę skakać i krzyczeć. Upust moim emocjom dałem dopiero w pokoju, odstawiając dziki taniec radości, w którym towarzyszyli mi kumple.
Gdy leżałem na łóżku i łapałem oddech, usłyszałem dźwięk komórki, dobiegający z kieszeni spodni.
Spojrzałem na wyświetlacz.
Alice.
- Cześć kochanie - powiedziałem wesoło i wyszedłem na taras.
- Cześć Biebs. Dojechaliście już?
- Tak, właśnie zakwaterowaliśmy się w pokoju i zaraz zamierzamy wyruszyć na podbój tego miasta - zaśmiałem się do słuchawki.
- Justin.. - w głosie Alice usłyszałem strach, a z mojej twarzy znikł uśmiech - proszę, nie zrób nic głupiego. Wiem jakie opinie krążą o Las Vegas i mimo, że sama cię tam wysłałam, boję się, że zrobisz coś czego będziesz potem żałował.
- Alice, spokojnie, jestem odpowiedzialny - upewniłem ją, lecz sam nie do końca wierzyłem w słowa, które właśnie wypowiedziałem.
- Obiecujesz? - zapytała cicho.
- Obiecuję - odpowiedziałem.
Może gdybym wówczas nie skrzyżował palców, wszystko potoczyłoby się inaczej..
Po kolacji wyruszyliśmy w miasto.
Byłem zaskoczony faktem, że nie jestem zaczepiany na ulicach, że nikt nie prosi o autografy, lecz było mi z tym dobrze.
Wiedziałem, że przez te kilka dni będę mógł być starym Justinem, który żyje bez fotoreporterów, krzyczących fanów i błysków fleszy.
- No to panowie gdzie idziemy najpierw? - z zamyślenia wyrwał mnie Chaz, który zachłannie chłonął wszystko co go otaczało.
- Słyszałem, że będąc w Las Vegas, obowiązkiem jest upić się do nieprzytomności, więc może zahaczymy o jakiś bar - zaśmiał się Ryan i pociągnął nas w stronę klubu, z ogromnym szyldem, przedstawiającym nazwę Pure.
Po wejściu zawahałem się, czy dobrze robimy przebywając w takim klubie, ale po minach chłopaków, stwierdziłem, że i tak z niego nie wyjdą.
Przyciemnione światła, alkohol lejący się strumieniami, pół nagie kobiety, tańczące na rurach i nadziani faceci, którzy patrzyli na nie sprośnym wzrokiem, co jakiś czas wkładając im za majtki kilka banknotów.
- Justin, czemu masz taką niewyraźną minę? To twoje urodziny, zabaw się! - Chaz potrząsnął mną gwałtownie i zaprowadził do baru, który znajdował się po drugiej stronie lokalu.
- Poproszę Ritz Side Car dla tego mężczyzny - Chaz przybrał poważny ton głosu i wskazał na mnie palcem.
- Po pierwsze, czy ten mężczyzna jest pełnoletni? A po drugie, Ritz Side Car to jeden z najdroższych drinków świata. Jesteś pewien, że będzie was na to stać? - kelner zmierzył nas od góry do dołu wzrokiem, z lekkim rozbawieniem.
Chaz sięgnął do mojej kieszeni po portfel i wyciągając z niego plik banknotów, pomachał nimi przed kelnerem, którzy uśmiechnął się porozumiewawczo i zniknął za ladą.
- Co ty robisz? Chcesz żebym przepił swój majątek? - zaśmiałem się, chociaż w głębi duszy bałem się, że to właśnie mogę zrobić.
- Nie, gdzieżby. Po prostu chcę żebyś choć raz z życiu zaszalał. Spójrz na Ryana, on już dobrze się bawi.
Oboje spojrzeliśmy w stronę Ryana, który kręcił się koło jednej ze striptizerek, wyraźnie ją czarując.
Wybuchłem śmiechem, a Chaz mi zawtórował.
- Już gdy tu jechaliśmy, powtarzał, że musi zaliczyć chociaż jedną laskę w Las Vegas i widocznie chce, żeby to była ona - Chaz znów się zaśmiał, a po chwili wrócił do nas kelner z moim trunkiem.
- Życzę smacznego - uśmiechnął się promiennie i odszedł, by obsłużyć kolejnego klienta.
Spojrzałem na kolorowy trunek, który wyniósł mnie, aż 515 dolarów i powoli przysunąłem go do ust.
- Za udany weekend - uśmiechnąłem się i jednym łykiem opróżniłem kryształowy kieliszek.
*** Oczami Alice ***
Leżałam w łóżku, zastanawiając się co robi Justin.
Zaczęłam żałować, że posłuchałam Scootera i wysłałam go do Las Vegas. Doskonale wiedziałam jakie opinie krążą o tym mieście, a fakt, że Justin jest tam z kolegami, którym na pewno strzelą do głowy głupie pomysły, jeszcze bardziej mnie zdołował.
Sięgnęłam po telefon.
Pierwszy sygnał, drugi, trzeci..
Nie odbierał.
Moja wyobraźnia działała na najwyższych obrotach, nie dając mi zasnąć.
Spojrzałam na zegarek.
Pierwsza trzydzieści pięć.
Może śpi - pomyślałam, ale po chwili zaśmiałam się rozgoryczona.
Kto pojechałby do Las Vegas i spał godzinie pierwszej trzydzieści pięć?
Wiedziałam, że tej chwili podbija miasto grzechu, lecz postanowiłam po prostu mu zaufać..
*** Oczami Justina ***
Świat przed moimi oczami zaczynał wirować.
Podłoga zaczynała niebezpiecznie się kołysać, a kolorowe światła, były torturą dla moich oczu.
- Justin - poczułem jak ktoś łapie mnie za ramię i nieco zdezorientowany spojrzałem w tył - mam coś dla ciebie.
Ryan, który ledwo trzymał się na nogach, wskazał na dziewczynę mniej więcej w moim wieku, która stała kilka metrów od nas, w kusej spódniczce i staniku, zalotnie machając do mnie palcami.
- Jest twoja - szepnął mi do ucha i skierował się w stronę striptizerki, która akurat ściągała z siebie majtki.
Spojrzałem na dziewczynę.
Była na prawdę piękna.
Gęste, czarne włosy, delikatnie opadały na jej ramiona, a kusy strój odsłaniał zabójcze ciało.
Ruszyłem do niej wolnym, chwiejnym krokiem, a gdy zobaczyła, że nawet zwykły chód sprawia mi problem, ujęła mnie pod rękę i zaprowadziła do pokoju.
Panował w nim półmrok, rozświetlany jedynie przez świeczki, stojące przy ogromnym łóżku.
Po chwili uświadomiłem sobie, że poza łóżkiem i świecami w tym pokoju tak na prawdę nie znajduje się nic więcej.
Usiadłem na łóżku, a dziewczyna usiadła obok mnie.
- Jak masz na imię? - wybełkotałem, patrząc w ogromne oczy dziewczyny, których koloru nie mogłem dostrzec.
- Bethany - odpowiedziała, a mnie zadziwiła delikatność jej głosu.
Nagle poczułem jak Beth zaczyna wodzić palcem, po moim kolanie.
Przez całe ciało przebiegł mnie przyjemny dreszcz i mimo woli przygryzłem wargę.
Dziewczyna widząc moje zadowolenie, usiadła na mnie okrakiem i zaczęła całować moją szyję.
Gwałtownie wciągnąłem powietrze i na moment w moich myślach pojawiła się Alice.
Moja mała, roześmiana Alice, którą tak bardzo kochałem.
Ku swemu ogromnemu zaskoczeniu, szybko pozbyłem się jej ze swych myśli i przyssałem się do słodkich ust Bethany.
W zastraszająco szybkim tempie, oboje pozbyliśmy się ubrań.
Beth leżała na dole, a ja całowałem ją po jędrnych piersiach. Spojrzałem w jej oczy i bez wahania, zanurzyłem dwa palce w jej waginie.
Dziewczyna krzyknęła z rozkoszy, wbijając w moje plecy paznokcie. Ból jaki mi zadała, jeszcze bardziej mnie podniecił i jeszcze intensywniej i mocniej poruszałem palcami. Ciało Bethany wiło się po łóżku, w napadach rozkoszy.
Jej widok niezwykle mnie nakręcał, dlatego nie czekając długo, przeszliśmy do sedna sprawy.
Szybko poruszałem moimi rozpalonymi biodrami, a Beth gryzła moje ramię, dusząc w sobie jęki rozkoszy.
W pewnym momencie krzyknęła na całe gardło, a ja znów przyssałem się do jej słodkich ust, które mógłbym całować już zawsze..
Obudziłem się z potwornym bólem głowy.
Powoli podniosłem się do pozycji siedzącej i rozejrzałem się po pokoju. Po kilku sekundach w mojej głowie zaczął malować się obraz czarnowłosej dziewczyny i pokoju wypełnionego świecami.
Poczułem, że robi mi się niedobrze.
Zerwałem się z łóżka i z prędkością światła pobiegłem do łazienki, zwracając wczorajszą kolację.
- Ostro wczoraj balowałeś - usłyszałem głos Ryana, który podał mi szklankę wody.
- Dzięki - wychrypiałem i wziąłem łyk lodowatej wody, która nieco postawiła mnie na nogi - jak znalazłem się z powrotem w hotelu?
- Kenny jakoś cię tu przytransportował ale nie mam pojęcia jak, mnie samego trzeba było prowadzić - Ryan podszedł do umywalki i przemył twarz wodą.
- A jak z Chazem ?
- Nadal śpi. Wczoraj zostawił kilka niespodzianek w samochodzie.
- Niespodzianek ? - zapytałem zaciekawiony.
- Zwymiotował - wyjaśnił rozbawiony Ryan - Kenny jest na nas mocno wpieniony, ale ja i tak niczego nie żałuję i dzisiaj do wieczora wszyscy musimy wydobrzeć, by znów wyruszyć na podbój tego miasta. A tak w ogóle jak udała się zabawa z Beth ?
- Słuchaj, to co wydarzyło się wczoraj w tym pokoju, nie może wyjść poza naszą trójkę. Potraktujmy to jak urodzinowe szaleństwo i zapomnijmy o tym. Alice nie może się o niczym dowiedzieć, jasne ? - spojrzałem na Ryana, który opierał się o umywalkę i patrzył na swoje odbicie, ruszając na zmianę lewą i prawą brwią - czy ty mnie w ogóle słuchasz ? - zapytałem zirytowany, gdy nie usłyszałem odpowiedzi.
- Jasne, jasne, Alice o niczym się nie dowie, bądź spokojny.
- Czy w waszych głowach też ktoś nakurwia na bębnach? - do łazienki wszedł Chaz, masując czoło i patrząc na nas półprzytomnym wzrokiem.
- Nie, ale ty powinieneś szybko je uciszyć i posprzątać w samochodzie - zaśmiał się Ryan.
- Zrobię to później, na razie chce wziąć prysznic, więc bądźcie tak mili i wyjdźcie z łazienki - Chaz wskazał ręką na drzwi, więc oboje z Ryanem wróciliśmy do sypialni.
Usłyszałem przeciągłe burczenie w żołądku, więc zeszliśmy do hotelowej restauracji, zamówić coś do jedzenia.
Zdecydowałem się jedynie na sałatkę, gdyż zapewne mój żołądek w tym czasie nie tolerowałby nic innego.
Zaopatrzeni w jedzenie wróciliśmy do pokoju, gdzie zastaliśmy Chaza, przechadzającego się po pokoju w samym ręczniku.
- Człowieku ubierz się, nie chce, jak Justin, zwrócić wczorajszej kolacji - Ryan zasłonił oczy, a Chaz wystawił mu środkowy palec.
- Jak wczoraj udał się podryw tej striptizerki? - zapytałem, siadając przy stole i wbijając widelec w zieloną sałatę.
Chaz nieco speszony podrapał się po głowie.
- To dość krępująca sytuacja - po jego minie zorientowałem się, że chce uniknąć odpowiedzi, lecz Ryan nie pozwolił mu na to i zaczął zadręczać go pytaniami.
- Oj dobrze powiem wam, ale proszę nie śmiejcie się - spojrzał na nas błagalnie, a my pokiwaliśmy głowami - wszystko szło dobrze, trochę się koło niej pokręciłem, pobajerowałem i wylądowaliśmy w pokoju. Całowaliśmy się, ściągnąłem z niej bluzkę i wszystko szło na prawdę gładko do momentu aż.. - Chaz zaciął się, a na jego twarz wypłynął rumieniec.
- Aż co? - ponagliłem go.
- Aż zwymiotowałem na nią - Chaz spuścił głowę, a ja z Ryanem wybuchliśmy niepohamowanym śmiechem.
- Obiecaliście mi coś! - krzyknął Chaz.
- Słyszałeś Justin ? Zwymiotował na nią! - krzyknął Ryan, tarzając się ze śmiechu po podłodze.
Nasz atak śmiechu przerwał Kenny, który wpadł do pokoju z nietęgą miną.
- Coś się stało? - zapytałem, widząc, że mój ochroniarz zaraz wybuchnie.
- Który z was, do jasnej cholery, zwymiotował w moim samochodzie?! - krzyknął Kenny, a my znów zanieśliśmy się śmiechem..
*** Oczami Alice ***
Leżałam w łóżku i patrzyłam w sufit.
- Jeszcze nie gotowa? Za godzinę masz próbę - do pokoju weszła Pattie, podając mi kubek gorącej czekolady.
- Tak, tak, wiem, zaraz zacznę się ubierać. Źle spałam i teraz nie mogę zwlec się z łóżka - spojrzałam na nią z półuśmiechem, a ona pogładziła mnie po czole.
W takich momentach, wydaje się zastępować mi mamę. Dba o mnie, rozmawia, wychowuje. Darzę ją bardzo szczególnym uczuciem i czasem głupio mi przed samą sobą, że myślę o niej jak o rodzicielce.
To takie niewdzięczne, lecz gdy patrzę na jej delikatną twarz, na której maluje się miłość, wiem, że jest dla mnie wyjątkową osobą i w żaden sposób nie mogę tego zmienić.
Gdy Pattie opuściła mój pokój, zwlekłam się z łóżka i udałam się prosto do łazienki, by wziąć poranny prysznic.
Odświeżona, wymalowana i naładowana energią na resztę dnia, ubrałam się i wyszłam z pokoju.
Przed hotelem obstąpił mnie tłum paparazzich, z którego cały czas dobiegały pytania o Justina i jego obecne miejsce pobytu. Zignorowałam je i szybkim krokiem dotarłam do samochodu, w którym czekał już na mnie Mike.
- Jak samopoczucie ? - zapytał, przeżuwając kęs rogalika z marmoladą.
- Dobrze - odpowiedziałam, opierając głowę o oparcie.
- Ileż entuzjazmu - powiedział ironicznie Mike i odpalił samochód.
Ucieszyłam się z faktu, że mój ochroniarz nie drąży tematu i resztę drogi przebyliśmy w milczeniu.
- Alice, skup się! Ciągle mylisz kroki! - Jamaica wyłączyła muzykę i spojrzała na mnie piorunującym wzrokiem.
- Przepraszam, teraz dam z siebie wszystko.
Choreografka przewróciła oczami i ponownie włączyła muzykę.
Tym razem z całych sił starałam się skupić na układzie i nie myśleć o Justinie, oraz o tym, że nie daje znaków życia.
Jak widać udało mi się, gdyż Jamaica pokiwała zadowolona głową i ogłosiła kilkuminutową przerwę.
Korzystając z okazji sięgnęłam po telefon i spojrzałam na wyświetlacz. Znów brak jakiejkolwiek wiadomości od Justina.
Bez namysły wybrałam jego numer i rosnącą cierpliwością czekałam, aż usłyszę jego głos.
- Halo?
Poczułam ciepło w żołądku, gdy moich uszu doleciał aksamitny głos Biebsa.
- Justin, czemu nie dzwoniłeś? Umierałam z nerwów - powiedziałam z wyrzutem, lecz dźwięk jego głosu rozczulał mnie i nie potrafiłabym być na niego zła.
- Przepraszam kochanie, ale dopiero niedawno wstałem. Jak mija ci dzień?
- Właśnie jestem na próbie, a wieczorem jadę udzielić wywiad. A ty jak się bawisz? - zapytałam nieco podejrzliwie.
- Na prawdę dobrze, wczoraj zwiedzaliśmy nieco miasto, trochę pobalowaliśmy.
- Pobalowaliście? - dociekałam.
- Tak, trochę potańczyliśmy w klubach, nic poza tym - odparł wymijająco, a ja poczułam lekki niepokój.
- Ukrywasz coś?
- Skąd ten pomysł? Kochanie, nie martw się, jestem odpowiedzialny.
Nieco uspokojona zakończyłam rozmowę i wróciłam na parkiet, gdzie przez kolejną godzinę oddałam się temu co kocham najbardziej.
*** Oczami Justina ***
Nienawidziłem jej okłamywać.
Kochałem ją całym sobą i oszukując ją, czułem, że oszukuję samego siebie.
Byliśmy jednością.
Brzydziłem się sobą, po tym co zrobiłem, lecz nie było już czasu na wyrzuty sumienia.
Postanowiłem, że wszystko co stanie się w Las Vegas, w Las Vegas pozostanie.
Z rozmyślań wyrwał mnie Chaz, który oświadczył, że wychodzimy na miasto.
Ubrałem się, przemyłem twarz wodą i wszyscy troje opuściliśmy pokój.
Las Vegas nawet podczas dnia zachwycało i tętniło życiem.
Spacerowaliśmy ulicami i podziwialiśmy bogactwo tego miasta.
Gdy przechodziliśmy obok sklepu z biżuterią, postanowiłem jakoś odwdzięczyć się Alice za zorganizowanie najlepszych urodzin w życiu i kupić jej jakiś drobiazg.
- Dzień dobry, bardzo miło mi gościć tu pana Justina Biebera , czy zechce pan coś kupić? - sprzedawca rozpoznał mnie i z ogromnym uśmiechem, uścisnął moją dłoń.
- Owszem, chce kupić jakiś prezent mojej dziewczynie. Czy może mi pan coś polecić? - zapytałem, oglądając drogocenną biżuterię.
- Myślę, że dobrym wyborem będzie zakup pierścionka, z najnowszej kolekcji Diora. Cena jest bardzo przystępna, a pańska dziewczyna na pewno będzie zachwycona - wskazał palcem na błyszczący pierścionek, a ja wiedziałem, że to jest to.
- Więc ile kosztuje? - zapytałem.
- Myślę, że cena w pańskim przypadku nie gra roli - mężczyzna uśmiechnął się promiennie, a ja odwzajemniłem mu tym samym.
- Niezłe cacko - powiedział Ryan, obracając pierścionek w palcach, gdy siedzieliśmy w małej knajpie, popijając lemoniadę.
- I niezła cena - dodał Chaz, a ja uśmiechnąłem się skromnie.
- Owszem, był drogi, ale dla Alice jestem w stanie zrobić wszystko - powiedziałem, sącząc zimny napój.
- Na prawdę dobrze trafiłeś - zaczął Ryan, wkładając pierścionek, do małego, czerwonego pudełeczka - Alice jest piękną, inteligentną, a co najważniejsze, zakochaną w tobie po uszy kobietą. Nie mogłeś lepiej trafić.
Jego słowa jeszcze dogłębniej uświadomiły mi to, o czym już doskonale wiedziałem.
Kochałem Alice do szaleństwa i jedynym moim celem, było nie stracić jej i nigdy nie dać jej odejść.
Przy niej wszystko inne traciło sens.
Kariera, fani, muzyka.
Nic nie sprawiało mi takiej radości, jak jej bliskość.
Nagle do głowy przyszła mi szalona myśl.
- Chłopacy, co wy na to, żebym oświadczył się Alice?
Oboje spojrzeli na mnie jak na wariata, a ja czułem, że serce zaczyna bić mi z przerażającą prędkością.
Na prawdę tego chciałem.
Chciałem się jej oświadczyć..
_________________________________________
Sama jestem w lekkim szoku, ale w końcu dodaję nowy rozdział.
Po tak długiej nieobecności, wracam.
Nie wiem na jak długo i nie wiem ile znów będziecie musieli czekać na nowy rozdział.
Mam głowę wypełnioną masą pomysłów, ale wszystko zależy, od ciągle brakującego mi, czasu.
Mam nadzieję, że podoba Wam się rozdział i nie jesteście nim rozczarowani.
Chciałam polecić pewnego bloga.
Dziewczyna dopiero zaczyna, ale widzę w niej ogromny potencjał, więc wspomóżcie ją komentarzami i dajcie jej motywację do dalszego pisania !
KLIK
Jeżeli chcecie abym poleciła Wasze blogi, piszcie w komentarzach.
Pytania -> KLIK
Kocham Was!
Do Las Vegas dotarliśmy późnym wieczorem.
Gdy wjechaliśmy w tą girlandę świateł i neonów, odebrało mi mowę. Oczarowany pięknem tego miejsca, siedząc z nosem na szybie, chłonąłem każdy szczegół.
Scooter wiele razy powtarzał, że Las Vegas to miasto, które nigdy nie śpi, ale dopiero teraz jego słowa nabrały dosłownego znaczenia.
Dochodziła północ, a wszystko w okół tętniło życiem. Po ulicach gnało setki ludzi, a ja obserwując ich, zastanawiałem się o czym w danej chwili myślą, gdzie zmierzają, kim są..
W większości z nich dostrzegałem zagubione istoty, które przyjechały do miasta grzechu, kuszone wizją zdobycia wielkiej fortuny, ale gdy zderzały się z brutalną rzeczywistością, opuszczały kasyna z wyzerowanymi kartami kredytowymi i brakiem dachu nad głową. Było mi ich żal. Kwestią czasu było ich totalne bankructwo, a w większości przypadków popadanie w nałogi i depresje. Lecz taka była kolej rzeczy. Każdy wiedział, że Las Vegas to wielka pułapka, która każdej nocy pochłania tysiące ofiar i doskonale rozumiałem moją rodzicielkę, która za wszelką cenę, chciała trzymać mnie z daleka od tego miejsca.
Spojrzałem na Ryana i Chaza. Oboje byli równie zafascynowani otaczającym nas widokiem i w milczeniu obserwowali kolorowe bilbordy i neony. Ciszę w samochodzie wypełniało jedynie włączone radio, które co kilka sekund zagłuszane było klaksonami i krzykami, dobiegającymi z zewnątrz.
Jako pierwszy odezwał się Kenny.
- Dojechaliśmy na miejsce - powiedział, a jego wzrok spoczął na ogromnym budynku, oświetlany setkami świateł.
Caesars Palace.
Miejsce legenda, w którego murach powstawały znakomite filmy i którego pokoje wynajmowały największe gwiazdy show biznesu.
Żałowałem, że nie ma ze mną Alice i że nie możemy wspólnie podziwiać tego wspaniałego miejsca, lecz gdy tylko usłyszałem ożywioną rozmowę chłopaków, uświadomiłem sobie jak bardzo mi ich brakowało i postanowiłem skupić się na nich.
- Witam państwa w hotelu Caesars Palace - gdy tylko wysiedliśmy z samochodu, pojawił się obok nas boy hotelowy - panowie pozwolą, że odbiorę walizki.
Uśmiechnąłem się do niego z wdzięcznością, po czym razem z Chazem i Ryanem ruszyliśmy do drzwi raju, w którym mieliśmy spędzić najbliższe trzy doby. Gdy przekroczyliśmy próg hotelu, stanąłem jak wryty i oczarowany tym co zobaczyłem, z trudem łapałem oddech. Bywałem w wielu hotelach, ale ten bił na głowę wszystkie inne i fakt, że mogę tu być, spotęgował radość do maximum, co spowodowało, że miałem ochotę skakać i krzyczeć. Upust moim emocjom dałem dopiero w pokoju, odstawiając dziki taniec radości, w którym towarzyszyli mi kumple.
Gdy leżałem na łóżku i łapałem oddech, usłyszałem dźwięk komórki, dobiegający z kieszeni spodni.
Spojrzałem na wyświetlacz.
Alice.
- Cześć kochanie - powiedziałem wesoło i wyszedłem na taras.
- Cześć Biebs. Dojechaliście już?
- Tak, właśnie zakwaterowaliśmy się w pokoju i zaraz zamierzamy wyruszyć na podbój tego miasta - zaśmiałem się do słuchawki.
- Justin.. - w głosie Alice usłyszałem strach, a z mojej twarzy znikł uśmiech - proszę, nie zrób nic głupiego. Wiem jakie opinie krążą o Las Vegas i mimo, że sama cię tam wysłałam, boję się, że zrobisz coś czego będziesz potem żałował.
- Alice, spokojnie, jestem odpowiedzialny - upewniłem ją, lecz sam nie do końca wierzyłem w słowa, które właśnie wypowiedziałem.
- Obiecujesz? - zapytała cicho.
- Obiecuję - odpowiedziałem.
Może gdybym wówczas nie skrzyżował palców, wszystko potoczyłoby się inaczej..
Po kolacji wyruszyliśmy w miasto.
Byłem zaskoczony faktem, że nie jestem zaczepiany na ulicach, że nikt nie prosi o autografy, lecz było mi z tym dobrze.
Wiedziałem, że przez te kilka dni będę mógł być starym Justinem, który żyje bez fotoreporterów, krzyczących fanów i błysków fleszy.
- No to panowie gdzie idziemy najpierw? - z zamyślenia wyrwał mnie Chaz, który zachłannie chłonął wszystko co go otaczało.
- Słyszałem, że będąc w Las Vegas, obowiązkiem jest upić się do nieprzytomności, więc może zahaczymy o jakiś bar - zaśmiał się Ryan i pociągnął nas w stronę klubu, z ogromnym szyldem, przedstawiającym nazwę Pure.
Po wejściu zawahałem się, czy dobrze robimy przebywając w takim klubie, ale po minach chłopaków, stwierdziłem, że i tak z niego nie wyjdą.
Przyciemnione światła, alkohol lejący się strumieniami, pół nagie kobiety, tańczące na rurach i nadziani faceci, którzy patrzyli na nie sprośnym wzrokiem, co jakiś czas wkładając im za majtki kilka banknotów.
- Justin, czemu masz taką niewyraźną minę? To twoje urodziny, zabaw się! - Chaz potrząsnął mną gwałtownie i zaprowadził do baru, który znajdował się po drugiej stronie lokalu.
- Poproszę Ritz Side Car dla tego mężczyzny - Chaz przybrał poważny ton głosu i wskazał na mnie palcem.
- Po pierwsze, czy ten mężczyzna jest pełnoletni? A po drugie, Ritz Side Car to jeden z najdroższych drinków świata. Jesteś pewien, że będzie was na to stać? - kelner zmierzył nas od góry do dołu wzrokiem, z lekkim rozbawieniem.
Chaz sięgnął do mojej kieszeni po portfel i wyciągając z niego plik banknotów, pomachał nimi przed kelnerem, którzy uśmiechnął się porozumiewawczo i zniknął za ladą.
- Co ty robisz? Chcesz żebym przepił swój majątek? - zaśmiałem się, chociaż w głębi duszy bałem się, że to właśnie mogę zrobić.
- Nie, gdzieżby. Po prostu chcę żebyś choć raz z życiu zaszalał. Spójrz na Ryana, on już dobrze się bawi.
Oboje spojrzeliśmy w stronę Ryana, który kręcił się koło jednej ze striptizerek, wyraźnie ją czarując.
Wybuchłem śmiechem, a Chaz mi zawtórował.
- Już gdy tu jechaliśmy, powtarzał, że musi zaliczyć chociaż jedną laskę w Las Vegas i widocznie chce, żeby to była ona - Chaz znów się zaśmiał, a po chwili wrócił do nas kelner z moim trunkiem.
- Życzę smacznego - uśmiechnął się promiennie i odszedł, by obsłużyć kolejnego klienta.
Spojrzałem na kolorowy trunek, który wyniósł mnie, aż 515 dolarów i powoli przysunąłem go do ust.
- Za udany weekend - uśmiechnąłem się i jednym łykiem opróżniłem kryształowy kieliszek.
*** Oczami Alice ***
Leżałam w łóżku, zastanawiając się co robi Justin.
Zaczęłam żałować, że posłuchałam Scootera i wysłałam go do Las Vegas. Doskonale wiedziałam jakie opinie krążą o tym mieście, a fakt, że Justin jest tam z kolegami, którym na pewno strzelą do głowy głupie pomysły, jeszcze bardziej mnie zdołował.
Sięgnęłam po telefon.
Pierwszy sygnał, drugi, trzeci..
Nie odbierał.
Moja wyobraźnia działała na najwyższych obrotach, nie dając mi zasnąć.
Spojrzałam na zegarek.
Pierwsza trzydzieści pięć.
Może śpi - pomyślałam, ale po chwili zaśmiałam się rozgoryczona.
Kto pojechałby do Las Vegas i spał godzinie pierwszej trzydzieści pięć?
Wiedziałam, że tej chwili podbija miasto grzechu, lecz postanowiłam po prostu mu zaufać..
*** Oczami Justina ***
Świat przed moimi oczami zaczynał wirować.
Podłoga zaczynała niebezpiecznie się kołysać, a kolorowe światła, były torturą dla moich oczu.
- Justin - poczułem jak ktoś łapie mnie za ramię i nieco zdezorientowany spojrzałem w tył - mam coś dla ciebie.
Ryan, który ledwo trzymał się na nogach, wskazał na dziewczynę mniej więcej w moim wieku, która stała kilka metrów od nas, w kusej spódniczce i staniku, zalotnie machając do mnie palcami.
- Jest twoja - szepnął mi do ucha i skierował się w stronę striptizerki, która akurat ściągała z siebie majtki.
Spojrzałem na dziewczynę.
Była na prawdę piękna.
Gęste, czarne włosy, delikatnie opadały na jej ramiona, a kusy strój odsłaniał zabójcze ciało.
Ruszyłem do niej wolnym, chwiejnym krokiem, a gdy zobaczyła, że nawet zwykły chód sprawia mi problem, ujęła mnie pod rękę i zaprowadziła do pokoju.
Panował w nim półmrok, rozświetlany jedynie przez świeczki, stojące przy ogromnym łóżku.
Po chwili uświadomiłem sobie, że poza łóżkiem i świecami w tym pokoju tak na prawdę nie znajduje się nic więcej.
Usiadłem na łóżku, a dziewczyna usiadła obok mnie.
- Jak masz na imię? - wybełkotałem, patrząc w ogromne oczy dziewczyny, których koloru nie mogłem dostrzec.
- Bethany - odpowiedziała, a mnie zadziwiła delikatność jej głosu.
Nagle poczułem jak Beth zaczyna wodzić palcem, po moim kolanie.
Przez całe ciało przebiegł mnie przyjemny dreszcz i mimo woli przygryzłem wargę.
Dziewczyna widząc moje zadowolenie, usiadła na mnie okrakiem i zaczęła całować moją szyję.
Gwałtownie wciągnąłem powietrze i na moment w moich myślach pojawiła się Alice.
Moja mała, roześmiana Alice, którą tak bardzo kochałem.
Ku swemu ogromnemu zaskoczeniu, szybko pozbyłem się jej ze swych myśli i przyssałem się do słodkich ust Bethany.
W zastraszająco szybkim tempie, oboje pozbyliśmy się ubrań.
Beth leżała na dole, a ja całowałem ją po jędrnych piersiach. Spojrzałem w jej oczy i bez wahania, zanurzyłem dwa palce w jej waginie.
Dziewczyna krzyknęła z rozkoszy, wbijając w moje plecy paznokcie. Ból jaki mi zadała, jeszcze bardziej mnie podniecił i jeszcze intensywniej i mocniej poruszałem palcami. Ciało Bethany wiło się po łóżku, w napadach rozkoszy.
Jej widok niezwykle mnie nakręcał, dlatego nie czekając długo, przeszliśmy do sedna sprawy.
Szybko poruszałem moimi rozpalonymi biodrami, a Beth gryzła moje ramię, dusząc w sobie jęki rozkoszy.
W pewnym momencie krzyknęła na całe gardło, a ja znów przyssałem się do jej słodkich ust, które mógłbym całować już zawsze..
Obudziłem się z potwornym bólem głowy.
Powoli podniosłem się do pozycji siedzącej i rozejrzałem się po pokoju. Po kilku sekundach w mojej głowie zaczął malować się obraz czarnowłosej dziewczyny i pokoju wypełnionego świecami.
Poczułem, że robi mi się niedobrze.
Zerwałem się z łóżka i z prędkością światła pobiegłem do łazienki, zwracając wczorajszą kolację.
- Ostro wczoraj balowałeś - usłyszałem głos Ryana, który podał mi szklankę wody.
- Dzięki - wychrypiałem i wziąłem łyk lodowatej wody, która nieco postawiła mnie na nogi - jak znalazłem się z powrotem w hotelu?
- Kenny jakoś cię tu przytransportował ale nie mam pojęcia jak, mnie samego trzeba było prowadzić - Ryan podszedł do umywalki i przemył twarz wodą.
- A jak z Chazem ?
- Nadal śpi. Wczoraj zostawił kilka niespodzianek w samochodzie.
- Niespodzianek ? - zapytałem zaciekawiony.
- Zwymiotował - wyjaśnił rozbawiony Ryan - Kenny jest na nas mocno wpieniony, ale ja i tak niczego nie żałuję i dzisiaj do wieczora wszyscy musimy wydobrzeć, by znów wyruszyć na podbój tego miasta. A tak w ogóle jak udała się zabawa z Beth ?
- Słuchaj, to co wydarzyło się wczoraj w tym pokoju, nie może wyjść poza naszą trójkę. Potraktujmy to jak urodzinowe szaleństwo i zapomnijmy o tym. Alice nie może się o niczym dowiedzieć, jasne ? - spojrzałem na Ryana, który opierał się o umywalkę i patrzył na swoje odbicie, ruszając na zmianę lewą i prawą brwią - czy ty mnie w ogóle słuchasz ? - zapytałem zirytowany, gdy nie usłyszałem odpowiedzi.
- Jasne, jasne, Alice o niczym się nie dowie, bądź spokojny.
- Czy w waszych głowach też ktoś nakurwia na bębnach? - do łazienki wszedł Chaz, masując czoło i patrząc na nas półprzytomnym wzrokiem.
- Nie, ale ty powinieneś szybko je uciszyć i posprzątać w samochodzie - zaśmiał się Ryan.
- Zrobię to później, na razie chce wziąć prysznic, więc bądźcie tak mili i wyjdźcie z łazienki - Chaz wskazał ręką na drzwi, więc oboje z Ryanem wróciliśmy do sypialni.
Usłyszałem przeciągłe burczenie w żołądku, więc zeszliśmy do hotelowej restauracji, zamówić coś do jedzenia.
Zdecydowałem się jedynie na sałatkę, gdyż zapewne mój żołądek w tym czasie nie tolerowałby nic innego.
Zaopatrzeni w jedzenie wróciliśmy do pokoju, gdzie zastaliśmy Chaza, przechadzającego się po pokoju w samym ręczniku.
- Człowieku ubierz się, nie chce, jak Justin, zwrócić wczorajszej kolacji - Ryan zasłonił oczy, a Chaz wystawił mu środkowy palec.
- Jak wczoraj udał się podryw tej striptizerki? - zapytałem, siadając przy stole i wbijając widelec w zieloną sałatę.
Chaz nieco speszony podrapał się po głowie.
- To dość krępująca sytuacja - po jego minie zorientowałem się, że chce uniknąć odpowiedzi, lecz Ryan nie pozwolił mu na to i zaczął zadręczać go pytaniami.
- Oj dobrze powiem wam, ale proszę nie śmiejcie się - spojrzał na nas błagalnie, a my pokiwaliśmy głowami - wszystko szło dobrze, trochę się koło niej pokręciłem, pobajerowałem i wylądowaliśmy w pokoju. Całowaliśmy się, ściągnąłem z niej bluzkę i wszystko szło na prawdę gładko do momentu aż.. - Chaz zaciął się, a na jego twarz wypłynął rumieniec.
- Aż co? - ponagliłem go.
- Aż zwymiotowałem na nią - Chaz spuścił głowę, a ja z Ryanem wybuchliśmy niepohamowanym śmiechem.
- Obiecaliście mi coś! - krzyknął Chaz.
- Słyszałeś Justin ? Zwymiotował na nią! - krzyknął Ryan, tarzając się ze śmiechu po podłodze.
Nasz atak śmiechu przerwał Kenny, który wpadł do pokoju z nietęgą miną.
- Coś się stało? - zapytałem, widząc, że mój ochroniarz zaraz wybuchnie.
- Który z was, do jasnej cholery, zwymiotował w moim samochodzie?! - krzyknął Kenny, a my znów zanieśliśmy się śmiechem..
*** Oczami Alice ***
Leżałam w łóżku i patrzyłam w sufit.
- Jeszcze nie gotowa? Za godzinę masz próbę - do pokoju weszła Pattie, podając mi kubek gorącej czekolady.
- Tak, tak, wiem, zaraz zacznę się ubierać. Źle spałam i teraz nie mogę zwlec się z łóżka - spojrzałam na nią z półuśmiechem, a ona pogładziła mnie po czole.
W takich momentach, wydaje się zastępować mi mamę. Dba o mnie, rozmawia, wychowuje. Darzę ją bardzo szczególnym uczuciem i czasem głupio mi przed samą sobą, że myślę o niej jak o rodzicielce.
To takie niewdzięczne, lecz gdy patrzę na jej delikatną twarz, na której maluje się miłość, wiem, że jest dla mnie wyjątkową osobą i w żaden sposób nie mogę tego zmienić.
Gdy Pattie opuściła mój pokój, zwlekłam się z łóżka i udałam się prosto do łazienki, by wziąć poranny prysznic.
Odświeżona, wymalowana i naładowana energią na resztę dnia, ubrałam się i wyszłam z pokoju.
Przed hotelem obstąpił mnie tłum paparazzich, z którego cały czas dobiegały pytania o Justina i jego obecne miejsce pobytu. Zignorowałam je i szybkim krokiem dotarłam do samochodu, w którym czekał już na mnie Mike.
- Jak samopoczucie ? - zapytał, przeżuwając kęs rogalika z marmoladą.
- Dobrze - odpowiedziałam, opierając głowę o oparcie.
- Ileż entuzjazmu - powiedział ironicznie Mike i odpalił samochód.
Ucieszyłam się z faktu, że mój ochroniarz nie drąży tematu i resztę drogi przebyliśmy w milczeniu.
- Alice, skup się! Ciągle mylisz kroki! - Jamaica wyłączyła muzykę i spojrzała na mnie piorunującym wzrokiem.
- Przepraszam, teraz dam z siebie wszystko.
Choreografka przewróciła oczami i ponownie włączyła muzykę.
Tym razem z całych sił starałam się skupić na układzie i nie myśleć o Justinie, oraz o tym, że nie daje znaków życia.
Jak widać udało mi się, gdyż Jamaica pokiwała zadowolona głową i ogłosiła kilkuminutową przerwę.
Korzystając z okazji sięgnęłam po telefon i spojrzałam na wyświetlacz. Znów brak jakiejkolwiek wiadomości od Justina.
Bez namysły wybrałam jego numer i rosnącą cierpliwością czekałam, aż usłyszę jego głos.
- Halo?
Poczułam ciepło w żołądku, gdy moich uszu doleciał aksamitny głos Biebsa.
- Justin, czemu nie dzwoniłeś? Umierałam z nerwów - powiedziałam z wyrzutem, lecz dźwięk jego głosu rozczulał mnie i nie potrafiłabym być na niego zła.
- Przepraszam kochanie, ale dopiero niedawno wstałem. Jak mija ci dzień?
- Właśnie jestem na próbie, a wieczorem jadę udzielić wywiad. A ty jak się bawisz? - zapytałam nieco podejrzliwie.
- Na prawdę dobrze, wczoraj zwiedzaliśmy nieco miasto, trochę pobalowaliśmy.
- Pobalowaliście? - dociekałam.
- Tak, trochę potańczyliśmy w klubach, nic poza tym - odparł wymijająco, a ja poczułam lekki niepokój.
- Ukrywasz coś?
- Skąd ten pomysł? Kochanie, nie martw się, jestem odpowiedzialny.
Nieco uspokojona zakończyłam rozmowę i wróciłam na parkiet, gdzie przez kolejną godzinę oddałam się temu co kocham najbardziej.
*** Oczami Justina ***
Nienawidziłem jej okłamywać.
Kochałem ją całym sobą i oszukując ją, czułem, że oszukuję samego siebie.
Byliśmy jednością.
Brzydziłem się sobą, po tym co zrobiłem, lecz nie było już czasu na wyrzuty sumienia.
Postanowiłem, że wszystko co stanie się w Las Vegas, w Las Vegas pozostanie.
Z rozmyślań wyrwał mnie Chaz, który oświadczył, że wychodzimy na miasto.
Ubrałem się, przemyłem twarz wodą i wszyscy troje opuściliśmy pokój.
Las Vegas nawet podczas dnia zachwycało i tętniło życiem.
Spacerowaliśmy ulicami i podziwialiśmy bogactwo tego miasta.
Gdy przechodziliśmy obok sklepu z biżuterią, postanowiłem jakoś odwdzięczyć się Alice za zorganizowanie najlepszych urodzin w życiu i kupić jej jakiś drobiazg.
- Dzień dobry, bardzo miło mi gościć tu pana Justina Biebera , czy zechce pan coś kupić? - sprzedawca rozpoznał mnie i z ogromnym uśmiechem, uścisnął moją dłoń.
- Owszem, chce kupić jakiś prezent mojej dziewczynie. Czy może mi pan coś polecić? - zapytałem, oglądając drogocenną biżuterię.
- Myślę, że dobrym wyborem będzie zakup pierścionka, z najnowszej kolekcji Diora. Cena jest bardzo przystępna, a pańska dziewczyna na pewno będzie zachwycona - wskazał palcem na błyszczący pierścionek, a ja wiedziałem, że to jest to.
- Więc ile kosztuje? - zapytałem.
- Myślę, że cena w pańskim przypadku nie gra roli - mężczyzna uśmiechnął się promiennie, a ja odwzajemniłem mu tym samym.
- Niezłe cacko - powiedział Ryan, obracając pierścionek w palcach, gdy siedzieliśmy w małej knajpie, popijając lemoniadę.
- I niezła cena - dodał Chaz, a ja uśmiechnąłem się skromnie.
- Owszem, był drogi, ale dla Alice jestem w stanie zrobić wszystko - powiedziałem, sącząc zimny napój.
- Na prawdę dobrze trafiłeś - zaczął Ryan, wkładając pierścionek, do małego, czerwonego pudełeczka - Alice jest piękną, inteligentną, a co najważniejsze, zakochaną w tobie po uszy kobietą. Nie mogłeś lepiej trafić.
Jego słowa jeszcze dogłębniej uświadomiły mi to, o czym już doskonale wiedziałem.
Kochałem Alice do szaleństwa i jedynym moim celem, było nie stracić jej i nigdy nie dać jej odejść.
Przy niej wszystko inne traciło sens.
Kariera, fani, muzyka.
Nic nie sprawiało mi takiej radości, jak jej bliskość.
Nagle do głowy przyszła mi szalona myśl.
- Chłopacy, co wy na to, żebym oświadczył się Alice?
Oboje spojrzeli na mnie jak na wariata, a ja czułem, że serce zaczyna bić mi z przerażającą prędkością.
Na prawdę tego chciałem.
Chciałem się jej oświadczyć..
_________________________________________
Sama jestem w lekkim szoku, ale w końcu dodaję nowy rozdział.
Po tak długiej nieobecności, wracam.
Nie wiem na jak długo i nie wiem ile znów będziecie musieli czekać na nowy rozdział.
Mam głowę wypełnioną masą pomysłów, ale wszystko zależy, od ciągle brakującego mi, czasu.
Mam nadzieję, że podoba Wam się rozdział i nie jesteście nim rozczarowani.
Chciałam polecić pewnego bloga.
Dziewczyna dopiero zaczyna, ale widzę w niej ogromny potencjał, więc wspomóżcie ją komentarzami i dajcie jej motywację do dalszego pisania !
KLIK
Jeżeli chcecie abym poleciła Wasze blogi, piszcie w komentarzach.
Pytania -> KLIK
Kocham Was!
Tagi:
opowiadanie
13.01.2012 o godz. 00:16
komentuj (116)
Wiem, że pewnie tym co teraz zrobię, wywołam masę obraźliwych obelg rzucanych w moją stronę, ale trudno.
Nie potrafię pogodzić wszystkich spraw ze sobą.
Nie mam czasu.
Nie mam weny.
Nie mam mobilizacji.
Tak, zawieszam bloga.
Nie obiecuję, że wrócę, bo nie potrafię tego przewidzieć.
Jeżeli tylko najdzie mnie wena, lub chęć by coś napisać, zrobię to, więc nadal możecie odwiedzać mojego bloga.
Przepraszam. Wiem, że Was zawiodłam, ale to moje życie i nikt nie będzie mówił mi co mam robić, więc jeżeli postanowiłam, że zawieszam bloga, w żaden sposób nie odwiedziecie mnie od tego postanowienia.
Wszystkie wyzwiska przyjmuję na gołą klatę, więc śmiało, możecie mnie zjeździć od góry do dołu ;)
Pamiętajcie, że Was kocham i dziękuję, że byliście ze mną przez cały ten czas.
Dziękuję, że każde słowa wsparcia, za miłe, jak i te złe, komentarze, za otuchę..
Po prostu za wszystko.
Kocham, kocham, kocham Was ! <3
Nie kasuję formspringa, więc cały czas możecie zadawać mi pytania -> KLIK!
Nie potrafię pogodzić wszystkich spraw ze sobą.
Nie mam czasu.
Nie mam weny.
Nie mam mobilizacji.
Tak, zawieszam bloga.
Nie obiecuję, że wrócę, bo nie potrafię tego przewidzieć.
Jeżeli tylko najdzie mnie wena, lub chęć by coś napisać, zrobię to, więc nadal możecie odwiedzać mojego bloga.
Przepraszam. Wiem, że Was zawiodłam, ale to moje życie i nikt nie będzie mówił mi co mam robić, więc jeżeli postanowiłam, że zawieszam bloga, w żaden sposób nie odwiedziecie mnie od tego postanowienia.
Wszystkie wyzwiska przyjmuję na gołą klatę, więc śmiało, możecie mnie zjeździć od góry do dołu ;)
Pamiętajcie, że Was kocham i dziękuję, że byliście ze mną przez cały ten czas.
Dziękuję, że każde słowa wsparcia, za miłe, jak i te złe, komentarze, za otuchę..
Po prostu za wszystko.
Kocham, kocham, kocham Was ! <3
Nie kasuję formspringa, więc cały czas możecie zadawać mi pytania -> KLIK!
Tagi:
POŻEGNANIE.
Cześć kotki.
Chciałam Wam tylko przypomnieć, że przez cały czas możecie zadawać mi pytania -> KLIK.
Pytajcie jak najwięcej i jak najczęściej, bo strasznie lubię odpowiadać na wszelkiego rodzaju pytania.
Swoją drogą informuję, że nowy rozdział pojawi się prawdopodobnie w tym tygodniu.
Przepraszam, że pod ostatnim rozdziałem nie zareklamowałam blogów, ale kompletnie o tym zapomniałam, więc niech osoby, które prosiły mnie o reklamę, pozostawią linki do swoich blogów w komentarzu i pod kolejnym rozdziałem spełnię Waszą prośbę ;)
Kocham Was <3
Chciałam Wam tylko przypomnieć, że przez cały czas możecie zadawać mi pytania -> KLIK.
Pytajcie jak najwięcej i jak najczęściej, bo strasznie lubię odpowiadać na wszelkiego rodzaju pytania.
Swoją drogą informuję, że nowy rozdział pojawi się prawdopodobnie w tym tygodniu.
Przepraszam, że pod ostatnim rozdziałem nie zareklamowałam blogów, ale kompletnie o tym zapomniałam, więc niech osoby, które prosiły mnie o reklamę, pozostawią linki do swoich blogów w komentarzu i pod kolejnym rozdziałem spełnię Waszą prośbę ;)
Kocham Was <3
Tagi:
bla bla
*** Oczami Justina ***
Kolejny leniwy poranek.
Leżałem na plecach, z rękoma zaplecionymi na karku, a szum wody dobiegający z łazienki, świadczył, że Alice bierze prysznic.
Zamknąłem oczy i pogrążyłem się w rozmyślaniach, z których wyrwał mnie cichy tupot, delikatnych stópek, o wykładzinę, a cały pokój wypełnił się zapachem róż i wanilii.
Otworzyłem oczy i dostrzegłem Alice, owiniętą białym ręcznikiem, która stojąc na palcach, próbowała dosięgnąć coś z półki.
Uśmiechnęłam się do siebie na widok mozolnych prób i grymasu, który wystąpił na jej rumianą twarz.
- Może mógłbyś mi pomóc, zamiast głupkowato się uśmiechać? - spojrzała na mnie gniewnie, a ja śmiejąc się do siebie, podszedłem do niej, całując delikatnie jej ramię.
- Zrobię co zechcesz - spojrzałem w jej ogromne oczy, po czym przeniosłem wzrok na jej, zaciśnięte ze złości, usta.
Musiałem przyznać, że była niezwykle słodka, gdy się złościła.
- Podaj mi tamto pudełko - wskazała palcem na czarne, duże pudło z białym napisem "Dior".
Gdy spełniłem jej prośbę, bez słowa wcisnęła pudło pod ramię, udając się do garderoby.
Gdy wróciłem do łóżka, by kontynuować "nic nie robienie", Alice szybkim krokiem przemierzyła pokój z zestawem ubrań i znów zniknęła w łazience.
Ponownie zamknąłem oczy, a po kilku minutach zmorzył mnie płytki sen..
*** Oczami Alice ***
Postawiłam pudełko na brzegu wanny i powoli zdjęłam z niego wieko, wyjmując ze środka buty od "Diora", które kupiłam dzień wcześniej.
Z zachwytem wodziłam palcem po koturnie, napawając się ich pięknem. Ze stanu hipnozy wyrwał mnie dźwięk komórki, która leżała na umywalce.
Spojrzałam na wyświetlacz. Ryan.
- Cześć Ryan - powiedziałam wesoło, odkładając buty na podłogę.
- Cześć, właśnie przylecieliśmy z Chazem do Los Angeles i nie bardzo wiemy gdzie się teraz udać, więc pomyśleliśmy, że mogłabyś nas jakoś nakierować? - głos Ryana, zagłuszał odgłos startujących samolotów, więc kazałam im czekać na lotnisku, a sama obiecałam, że zjawię się tam za kilka minut.
Ubrałam skompletowany wcześniej zestaw,przypudrowałam twarz i zabierając torbę wyszłam z łazienki.
Spojrzałam na Justina, który cicho pochrapywał, więc po spakowaniu do torby komórki, kluczy od samochodu i kosmetyczki opuściłam pokój, absolutnie niezauważona.
Zjechałam do podziemnego garażu i po odnalezieniu samochodu Justina, zajęłam miejsce za kierownicą.
Gdy silnik Land Rovera wydawał delikatne pomruki, poprawiłam kapelusz i spojrzałam na siebie w lusterku, nakładając warstwę błyszczyku na usta. Po zapięciu pasów, opuściłam parking i wyjechałam przed hotel, gdzie obstąpił mnie tłum reporterów, blokujących przejazd.
Dzięki pomocy ochroniarzy hotelu, udało mi się przebić zaporę i wyjechałam na szosę.
Podróż nie trwała długo, po kilkunastu minutach moim oczom ukazało się Lotnisko LAX, a po zaparkowaniu udałam się na poszukiwania chłopaków.
Nie odbierali moich telefonów, więc bezczynie chodziłam po sali odpraw, rozglądając się na boki.
W pewnym momencie, nad głowami przewijających się ludzi, dostrzegłam kartkę z moim imieniem, którą ktoś zaciekle wymachiwał.
Pewnym krokiem ruszyłam w tym kierunku, a po kilku sekundach moim oczom ukazało się dwóch chłopaków, którzy przeczesywali wzrokiem tłum, jednocześnie machając ową kartką.
- Chaz, Ryan! - krzyknęłam, gdy rozpoznałam w nich przyjaciół Justina.
- Alice? - zapytał wyższy, świdrując mnie wzrokiem, poczynając od butów od Diora, a kończąc na kapeluszu.
- Tak, to ja. Miło mi was poznać - podałam im rękę, gdy stanęliśmy na przeciwko siebie.
Chaz miał na sobie czarny, luźny longsleeve, sięgający ud, szare rurki i czarne vansy, a Ryan białą koszulkę w serek, czarne rurki i fioletowe trampki.
Musiałam przyznać, że obaj byli niezwykle pociągający, a fakt, że przebywam z nimi sam na sam, przyprawił mnie o lekki rumieniec.
- Jesteś jeszcze piękniejsza niż na zdjęciach - Ryan uśmiechnął się łobuzersko, a na mojej twarzy pojawił się jeszcze większy rumieniec.
- Nie ma czasu na gadanie, musimy jechać do hotelu - obróciłam się na pięcie, by ukryć skrępowanie i ruszyłam w stronę parkingu.
Chłopcy posłusznie kroczyli za mną, a ja bez przerwy czułam ich wzrok na sobie. Gdy dotarliśmy do samochodu, poczułam niesamowitą ulgę i nieco rozluźniona, usadowiłam się za kierownicą, czekając aż Chaz i Ryan, załadują swoje bagaże do samochodu.
Po powrocie do hotelu upewniłam się, że nigdzie w pobliżu nie ma Justina, po czym zaprowadziłam chłopców do pokoju, który im wynajęłam i poprosiłam by nie wychodzili z niego, aż do momentu, w którym zostaną o to poproszeni.
Gdy wróciłam do naszego pokoju, Justin leżał na łóżku z laptopem na podbrzuszu i oglądał kolejny odcinek Smallville.
- Gdzie byłaś? - spojrzał na mnie, odkładając laptop na bok.
- Pojechałam na zakupy - uśmiechnęłam się do niego, odkładając torbę i siadając na fotelu.
- Więc czemu nic nie kupiłaś? - spojrzał na mnie badawczo, a ja poprawiłam się w fotelu.
- Było za dużo dziennikarzy i fanów i musiałam zrezygnować z zakupów - skłamałam, a uspokojony Justin, wrócił do oglądania serialu, a ja pogrążyłam się w rozmyślaniach, z których wyrwał mnie dźwięk SMSa.
Sięgnęłam po torbę i wyjęłam z niej mojego iPhone 5, po czym spojrzałam na wyświetlacz.
"Za godzinę przyjedź z Chazem i Ryanem do restauracji Osteria Mozza, którą wynajęliśmy na dzisiejszy wieczór. Musisz pomóc nam w przygotowaniach do urodzin Justina. Justin ma o tym nic nie wiedzieć! "
Wiadomość pochodziła od Scootera.
Uśmiechnęłam się na samą myśl o dzisiejszym przyjęciu, po czym udałam się do garderoby, by skompletować strój na wieczór.
Gdy wróciłam do sypialni, by założyć zestaw Justin obrzucił mnie podejrzliwym spojrzeniem.
- Znowu gdzieś wychodzisz?
- Mam dziś sesje zdjęciową do magazynu Elle - odpowiedziałam, wciągając na nogę pończochę.
- Przecież miałaś mieć ją dopiero jutro.
- Przełożyli mi ją na dziś - uśmiechnęłam się do niego, a on ponownie kupił moje kłamstwo i uspokojony znów skupił się na serialu.
Zrobiłam lekki makijaż, wyprostowałam włosy i po zabraniu torebki, oraz ucałowaniu Justina na pożegnanie, opuściłam pokój, by udać się po Chaza i Ryana.
Ich pokój znajdował piętro wyżej, więc wbiegłam na nie po schodach i zapukałam do ich drzwi.
- Proszę! - krzyknęli chórem, a ja uchyliłam drzwi i powiadomiłam im, że jedziemy do Osteria Mozza.
Po kilku minutach staliśmy przy samochodzie Mike`a, który miał dowieść nas na miejsce.
Jak się okazało Osteria Mozza, to bardzo ekskluzywna restauracja, w której często jadają gwiazdy, oraz inne ważne osobistości. Rozglądałam się z zachwytem po perfekcyjnie zaprojektowanym wnętrzu, a półmrok, który rozświetlały jedynie świece stojące na stolikach, dodawały temu miejscu specyficznego uroku i nieziemskiej atmosfery.
- Alice, dobrze że jesteś - usłyszałam głos Pattie i spojrzałam w jej kierunku. Stała przy barze i rozmawiała o czymś ze Scooterem - Justin na pewno nie wie nic o dzisiejszym przyjęciu?
- Na pewno. Został w hotelu i ogląda seriale - uśmiechnęłam się, a Pattie z rozbawieniem pokręciła głową.
W tym momencie do restauracji weszli Chaz z Ryanem, a Pattie na ich widok z zachwytem klasnęła w dłonie.
- Moi synowie, nie widziałam was wieki! - krzyknęła radośnie i podbiegła do nich, tuląc ich do siebie i powtarzając jak bardzo za nimi tęskniłam.
Scooter spojrzał na mnie wymownie, po czym oboje wybuchliśmy śmiechem..
Przygotowania szły pełną parą, a gdy do przyjęcia została jedynie godzina, zadzwoniłam do Justina by niebawem pojawił się w Osteria Mozza, pod pretekstem zjedzenia romantycznej kolacji we dwoje.
Chodziłam od stolika, do stolika, poprawiając kwiaty we flakonach, by wszystko było perfekcyjne.
Zaproszeni goście dotarli na miejsce, a wśród nich zauważyłam również Caitlin z Chrisem. Było też sporo gwiazd, jak na przykład Sean Kingston, Chris Brown, czy Usher.
Z każdym z nich starałam się zamienić chociaż słowo, podobnie jak Pattie, która witała wszystkich wylewnymi uściskami i pocałunkami.
W końcu nadszedł czas przyjazdu Justina. Ucichła muzyka, goście przestali rozmawiać, wszyscy z coraz większą niecierpliwością oczekiwali solenizanta.
Gdy na reszcie stanął w drzwiach restauracji, wszyscy chórem krzyknęli " niespodzianka ", a w górę poszybowały serpentyny i sztuczne ognie.
Justin stał w osłupieniu, obserwując zebranych i nie mogąc wydusić z siebie słowa, zakrył twarz dłońmi.
Podbiegłam do niego i przytulając do siebie, wyszeptałam:
- Wszystkiego najlepszego kochanie.
Biebs znów spojrzał na zebranych, a w jego oczach malowały się łzy wzruszenia.
Goście zaczęli bić brawo, a Justin gestem dłoni oświadczył, że prosi o mikrofon. Kenny jak na zawołanie pobiegł na scenę, by zabrać mikrofon.
- Nie wiem co powiedzieć - zaczął Justin, gdy ochroniarz podał mu mikrofon - jestem niesamowicie zaskoczony i szczęśliwy, że mam w okół siebie takich ludzi, jakimi jesteście wy. Dziękuję wszystkim za zorganizowanie tego przyjęcia i muszę przyznać, że to jedna z najlepszych niespodzianek w moim życiu. Głupio się przyznać, ale tak na prawdę zapomniałem, że dziś są moje urodziny, a wy w tak wspaniały sposób mi o tym przypomnieliście. Nie pozostaje mi nic innego, jak życzyć wszystkim udanej zabawy! - po tych słowach, Biebs zaczął witać się z gośćmi, którzy wręczali mu kolorowe pakunki i kartki z życzeniami.
Spokojnie czekałam na moją kolej, przestępując z nogi na nogę. Chaz i Ryan czekali na zewnątrz.
- Możemy wyjść na chwilę na zewnątrz? - zapytałam, gdy Justin odebrał już wszystkie prezenty.
- Jasne, że tak - uśmiechnął się i biorąc mnie za rękę, udaliśmy się przed lokal.
- Chciałam wręczyć ci mój prezent - uśmiechnęłam się zadziornie i wyciągnęłam z kieszeni, bilet lotniczy do Las Vegas, owinięty czerwoną wstążką.
- Zafundowałaś mi wyjazd do Las Vegas?! - Justin patrzył na bilet z szerokimi otwartymi oczami, nie wierząc w to co widzi.
- Myślisz, że puściłabym cię samego? Chłopcy chodźcie tu - spojrzałam w stronę samochodu, z którego wysiedli Chaz i Ryan.
- Chaz?! Ryan?! - krzyknął Justin, rzucając się w stronę przyjaciół.
Gdy wymienili uściski i nacieszyli się swoją obecnością, wszyscy troje podeszli do mnie, a Justin obejmując mnie w talii złożył na moich ustach namiętny pocałunek.
- Jesteś najcudowniejszą kobietą, jaką w życiu spotkałem. Dziękuję - znów mnie pocałował, a chłopcy znaczącą odchrząknęli.
Oderwaliśmy się od siebie i rozbawieni wróciliśmy do lokalu, by kontynuować zabawę.
Gdy impreza dobiegała końca, Justin i jego przyjaciele pożegnali się ze wszystkimi i wrócili do hotelu, by przygotować się do wyjazdu.
- Scooter mówił mi, że wysyłasz chłopaków na męski wypad? Gdzie pojadą? - zapytała Pattie, która nie miała pojęcia, że wysyłam chłopców do Las Vegas.
- W miejsce gdzie na pewno będą się dobrze bawić - uśmiechnęłam się tajemniczo, a Pattie nie zadawała więcej pytań.
Gdy i ja wróciłam do hotelu, słońce wynurzało się zza horyzontu, budząc Los Angeles do życia.
Justin, Chaz i Ryan znosili torby do samochodu, a ja obserwowałam Justina, ze świadomością, że jestem cholerną szczęściarą, mając przy boku tak cudowną osobę jak on.
- Czemu tak mi się przyglądasz? - zapytał Biebs, gdy wszystkie bagaże zajęły swoje miejsca w bagażniku.
- Muszę się na ciebie napatrzeć, bo przecież nie będę cię widzieć przez całe trzy dni - oplotłam jego szyję rękoma i spojrzałam w oczy.
- Będziesz tęsknić? - uśmiechnął się zadziornie.
- A ty nie?
- Oczywiście, że nie będę - zaśmiał się, a ja szturchnęłam go w ramię - oczywiście, że będę - poprawił się, a ja delikatnie przygryzłam jego wargę.
Justin przejął inicjatywę i wsunął język do moich rozwartych ust. Pocałunek przerodził się w namiętny, pełny pożądania płomień, który zalewał całe nasze ciała.
Paparazzi zaciekle robili nam zdjęcie, lecz dla nas nie istniał świat. Liczyliśmy się tylko my i nasze uczucia.
- Kocham cię - wyszeptał Justin, gdy pocałunek dobiegł końca.
- Ja ciebie też - uśmiechnęłam się, wtulając się w ciepły tors Justina.
Patrzyłam za odjeżdżającym samochodem, uradowana, że mój prezent przypadł Biebsowi do gustu, nie świadoma, jak wiele namiesza w naszym życiu..
____________________________________________________
Moje problemy z bloblo zostały rozwiązane i znów powracam.
Szkoda tylko, że moich problemów miłosnych nie można rozwiązać równie szybko..
Oświadczam, że nie informuję o nowych rozdziałach.
Przepraszam, ale nie mam do tego głowy.
Love <3
Kolejny leniwy poranek.
Leżałem na plecach, z rękoma zaplecionymi na karku, a szum wody dobiegający z łazienki, świadczył, że Alice bierze prysznic.
Zamknąłem oczy i pogrążyłem się w rozmyślaniach, z których wyrwał mnie cichy tupot, delikatnych stópek, o wykładzinę, a cały pokój wypełnił się zapachem róż i wanilii.
Otworzyłem oczy i dostrzegłem Alice, owiniętą białym ręcznikiem, która stojąc na palcach, próbowała dosięgnąć coś z półki.
Uśmiechnęłam się do siebie na widok mozolnych prób i grymasu, który wystąpił na jej rumianą twarz.
- Może mógłbyś mi pomóc, zamiast głupkowato się uśmiechać? - spojrzała na mnie gniewnie, a ja śmiejąc się do siebie, podszedłem do niej, całując delikatnie jej ramię.
- Zrobię co zechcesz - spojrzałem w jej ogromne oczy, po czym przeniosłem wzrok na jej, zaciśnięte ze złości, usta.
Musiałem przyznać, że była niezwykle słodka, gdy się złościła.
- Podaj mi tamto pudełko - wskazała palcem na czarne, duże pudło z białym napisem "Dior".
Gdy spełniłem jej prośbę, bez słowa wcisnęła pudło pod ramię, udając się do garderoby.
Gdy wróciłem do łóżka, by kontynuować "nic nie robienie", Alice szybkim krokiem przemierzyła pokój z zestawem ubrań i znów zniknęła w łazience.
Ponownie zamknąłem oczy, a po kilku minutach zmorzył mnie płytki sen..
*** Oczami Alice ***
Postawiłam pudełko na brzegu wanny i powoli zdjęłam z niego wieko, wyjmując ze środka buty od "Diora", które kupiłam dzień wcześniej.
Z zachwytem wodziłam palcem po koturnie, napawając się ich pięknem. Ze stanu hipnozy wyrwał mnie dźwięk komórki, która leżała na umywalce.
Spojrzałam na wyświetlacz. Ryan.
- Cześć Ryan - powiedziałam wesoło, odkładając buty na podłogę.
- Cześć, właśnie przylecieliśmy z Chazem do Los Angeles i nie bardzo wiemy gdzie się teraz udać, więc pomyśleliśmy, że mogłabyś nas jakoś nakierować? - głos Ryana, zagłuszał odgłos startujących samolotów, więc kazałam im czekać na lotnisku, a sama obiecałam, że zjawię się tam za kilka minut.
Ubrałam skompletowany wcześniej zestaw,przypudrowałam twarz i zabierając torbę wyszłam z łazienki.
Spojrzałam na Justina, który cicho pochrapywał, więc po spakowaniu do torby komórki, kluczy od samochodu i kosmetyczki opuściłam pokój, absolutnie niezauważona.
Zjechałam do podziemnego garażu i po odnalezieniu samochodu Justina, zajęłam miejsce za kierownicą.
Gdy silnik Land Rovera wydawał delikatne pomruki, poprawiłam kapelusz i spojrzałam na siebie w lusterku, nakładając warstwę błyszczyku na usta. Po zapięciu pasów, opuściłam parking i wyjechałam przed hotel, gdzie obstąpił mnie tłum reporterów, blokujących przejazd.
Dzięki pomocy ochroniarzy hotelu, udało mi się przebić zaporę i wyjechałam na szosę.
Podróż nie trwała długo, po kilkunastu minutach moim oczom ukazało się Lotnisko LAX, a po zaparkowaniu udałam się na poszukiwania chłopaków.
Nie odbierali moich telefonów, więc bezczynie chodziłam po sali odpraw, rozglądając się na boki.
W pewnym momencie, nad głowami przewijających się ludzi, dostrzegłam kartkę z moim imieniem, którą ktoś zaciekle wymachiwał.
Pewnym krokiem ruszyłam w tym kierunku, a po kilku sekundach moim oczom ukazało się dwóch chłopaków, którzy przeczesywali wzrokiem tłum, jednocześnie machając ową kartką.
- Chaz, Ryan! - krzyknęłam, gdy rozpoznałam w nich przyjaciół Justina.
- Alice? - zapytał wyższy, świdrując mnie wzrokiem, poczynając od butów od Diora, a kończąc na kapeluszu.
- Tak, to ja. Miło mi was poznać - podałam im rękę, gdy stanęliśmy na przeciwko siebie.
Chaz miał na sobie czarny, luźny longsleeve, sięgający ud, szare rurki i czarne vansy, a Ryan białą koszulkę w serek, czarne rurki i fioletowe trampki.
Musiałam przyznać, że obaj byli niezwykle pociągający, a fakt, że przebywam z nimi sam na sam, przyprawił mnie o lekki rumieniec.
- Jesteś jeszcze piękniejsza niż na zdjęciach - Ryan uśmiechnął się łobuzersko, a na mojej twarzy pojawił się jeszcze większy rumieniec.
- Nie ma czasu na gadanie, musimy jechać do hotelu - obróciłam się na pięcie, by ukryć skrępowanie i ruszyłam w stronę parkingu.
Chłopcy posłusznie kroczyli za mną, a ja bez przerwy czułam ich wzrok na sobie. Gdy dotarliśmy do samochodu, poczułam niesamowitą ulgę i nieco rozluźniona, usadowiłam się za kierownicą, czekając aż Chaz i Ryan, załadują swoje bagaże do samochodu.
Po powrocie do hotelu upewniłam się, że nigdzie w pobliżu nie ma Justina, po czym zaprowadziłam chłopców do pokoju, który im wynajęłam i poprosiłam by nie wychodzili z niego, aż do momentu, w którym zostaną o to poproszeni.
Gdy wróciłam do naszego pokoju, Justin leżał na łóżku z laptopem na podbrzuszu i oglądał kolejny odcinek Smallville.
- Gdzie byłaś? - spojrzał na mnie, odkładając laptop na bok.
- Pojechałam na zakupy - uśmiechnęłam się do niego, odkładając torbę i siadając na fotelu.
- Więc czemu nic nie kupiłaś? - spojrzał na mnie badawczo, a ja poprawiłam się w fotelu.
- Było za dużo dziennikarzy i fanów i musiałam zrezygnować z zakupów - skłamałam, a uspokojony Justin, wrócił do oglądania serialu, a ja pogrążyłam się w rozmyślaniach, z których wyrwał mnie dźwięk SMSa.
Sięgnęłam po torbę i wyjęłam z niej mojego iPhone 5, po czym spojrzałam na wyświetlacz.
"Za godzinę przyjedź z Chazem i Ryanem do restauracji Osteria Mozza, którą wynajęliśmy na dzisiejszy wieczór. Musisz pomóc nam w przygotowaniach do urodzin Justina. Justin ma o tym nic nie wiedzieć! "
Wiadomość pochodziła od Scootera.
Uśmiechnęłam się na samą myśl o dzisiejszym przyjęciu, po czym udałam się do garderoby, by skompletować strój na wieczór.
Gdy wróciłam do sypialni, by założyć zestaw Justin obrzucił mnie podejrzliwym spojrzeniem.
- Znowu gdzieś wychodzisz?
- Mam dziś sesje zdjęciową do magazynu Elle - odpowiedziałam, wciągając na nogę pończochę.
- Przecież miałaś mieć ją dopiero jutro.
- Przełożyli mi ją na dziś - uśmiechnęłam się do niego, a on ponownie kupił moje kłamstwo i uspokojony znów skupił się na serialu.
Zrobiłam lekki makijaż, wyprostowałam włosy i po zabraniu torebki, oraz ucałowaniu Justina na pożegnanie, opuściłam pokój, by udać się po Chaza i Ryana.
Ich pokój znajdował piętro wyżej, więc wbiegłam na nie po schodach i zapukałam do ich drzwi.
- Proszę! - krzyknęli chórem, a ja uchyliłam drzwi i powiadomiłam im, że jedziemy do Osteria Mozza.
Po kilku minutach staliśmy przy samochodzie Mike`a, który miał dowieść nas na miejsce.
Jak się okazało Osteria Mozza, to bardzo ekskluzywna restauracja, w której często jadają gwiazdy, oraz inne ważne osobistości. Rozglądałam się z zachwytem po perfekcyjnie zaprojektowanym wnętrzu, a półmrok, który rozświetlały jedynie świece stojące na stolikach, dodawały temu miejscu specyficznego uroku i nieziemskiej atmosfery.
- Alice, dobrze że jesteś - usłyszałam głos Pattie i spojrzałam w jej kierunku. Stała przy barze i rozmawiała o czymś ze Scooterem - Justin na pewno nie wie nic o dzisiejszym przyjęciu?
- Na pewno. Został w hotelu i ogląda seriale - uśmiechnęłam się, a Pattie z rozbawieniem pokręciła głową.
W tym momencie do restauracji weszli Chaz z Ryanem, a Pattie na ich widok z zachwytem klasnęła w dłonie.
- Moi synowie, nie widziałam was wieki! - krzyknęła radośnie i podbiegła do nich, tuląc ich do siebie i powtarzając jak bardzo za nimi tęskniłam.
Scooter spojrzał na mnie wymownie, po czym oboje wybuchliśmy śmiechem..
Przygotowania szły pełną parą, a gdy do przyjęcia została jedynie godzina, zadzwoniłam do Justina by niebawem pojawił się w Osteria Mozza, pod pretekstem zjedzenia romantycznej kolacji we dwoje.
Chodziłam od stolika, do stolika, poprawiając kwiaty we flakonach, by wszystko było perfekcyjne.
Zaproszeni goście dotarli na miejsce, a wśród nich zauważyłam również Caitlin z Chrisem. Było też sporo gwiazd, jak na przykład Sean Kingston, Chris Brown, czy Usher.
Z każdym z nich starałam się zamienić chociaż słowo, podobnie jak Pattie, która witała wszystkich wylewnymi uściskami i pocałunkami.
W końcu nadszedł czas przyjazdu Justina. Ucichła muzyka, goście przestali rozmawiać, wszyscy z coraz większą niecierpliwością oczekiwali solenizanta.
Gdy na reszcie stanął w drzwiach restauracji, wszyscy chórem krzyknęli " niespodzianka ", a w górę poszybowały serpentyny i sztuczne ognie.
Justin stał w osłupieniu, obserwując zebranych i nie mogąc wydusić z siebie słowa, zakrył twarz dłońmi.
Podbiegłam do niego i przytulając do siebie, wyszeptałam:
- Wszystkiego najlepszego kochanie.
Biebs znów spojrzał na zebranych, a w jego oczach malowały się łzy wzruszenia.
Goście zaczęli bić brawo, a Justin gestem dłoni oświadczył, że prosi o mikrofon. Kenny jak na zawołanie pobiegł na scenę, by zabrać mikrofon.
- Nie wiem co powiedzieć - zaczął Justin, gdy ochroniarz podał mu mikrofon - jestem niesamowicie zaskoczony i szczęśliwy, że mam w okół siebie takich ludzi, jakimi jesteście wy. Dziękuję wszystkim za zorganizowanie tego przyjęcia i muszę przyznać, że to jedna z najlepszych niespodzianek w moim życiu. Głupio się przyznać, ale tak na prawdę zapomniałem, że dziś są moje urodziny, a wy w tak wspaniały sposób mi o tym przypomnieliście. Nie pozostaje mi nic innego, jak życzyć wszystkim udanej zabawy! - po tych słowach, Biebs zaczął witać się z gośćmi, którzy wręczali mu kolorowe pakunki i kartki z życzeniami.
Spokojnie czekałam na moją kolej, przestępując z nogi na nogę. Chaz i Ryan czekali na zewnątrz.
- Możemy wyjść na chwilę na zewnątrz? - zapytałam, gdy Justin odebrał już wszystkie prezenty.
- Jasne, że tak - uśmiechnął się i biorąc mnie za rękę, udaliśmy się przed lokal.
- Chciałam wręczyć ci mój prezent - uśmiechnęłam się zadziornie i wyciągnęłam z kieszeni, bilet lotniczy do Las Vegas, owinięty czerwoną wstążką.
- Zafundowałaś mi wyjazd do Las Vegas?! - Justin patrzył na bilet z szerokimi otwartymi oczami, nie wierząc w to co widzi.
- Myślisz, że puściłabym cię samego? Chłopcy chodźcie tu - spojrzałam w stronę samochodu, z którego wysiedli Chaz i Ryan.
- Chaz?! Ryan?! - krzyknął Justin, rzucając się w stronę przyjaciół.
Gdy wymienili uściski i nacieszyli się swoją obecnością, wszyscy troje podeszli do mnie, a Justin obejmując mnie w talii złożył na moich ustach namiętny pocałunek.
- Jesteś najcudowniejszą kobietą, jaką w życiu spotkałem. Dziękuję - znów mnie pocałował, a chłopcy znaczącą odchrząknęli.
Oderwaliśmy się od siebie i rozbawieni wróciliśmy do lokalu, by kontynuować zabawę.
Gdy impreza dobiegała końca, Justin i jego przyjaciele pożegnali się ze wszystkimi i wrócili do hotelu, by przygotować się do wyjazdu.
- Scooter mówił mi, że wysyłasz chłopaków na męski wypad? Gdzie pojadą? - zapytała Pattie, która nie miała pojęcia, że wysyłam chłopców do Las Vegas.
- W miejsce gdzie na pewno będą się dobrze bawić - uśmiechnęłam się tajemniczo, a Pattie nie zadawała więcej pytań.
Gdy i ja wróciłam do hotelu, słońce wynurzało się zza horyzontu, budząc Los Angeles do życia.
Justin, Chaz i Ryan znosili torby do samochodu, a ja obserwowałam Justina, ze świadomością, że jestem cholerną szczęściarą, mając przy boku tak cudowną osobę jak on.
- Czemu tak mi się przyglądasz? - zapytał Biebs, gdy wszystkie bagaże zajęły swoje miejsca w bagażniku.
- Muszę się na ciebie napatrzeć, bo przecież nie będę cię widzieć przez całe trzy dni - oplotłam jego szyję rękoma i spojrzałam w oczy.
- Będziesz tęsknić? - uśmiechnął się zadziornie.
- A ty nie?
- Oczywiście, że nie będę - zaśmiał się, a ja szturchnęłam go w ramię - oczywiście, że będę - poprawił się, a ja delikatnie przygryzłam jego wargę.
Justin przejął inicjatywę i wsunął język do moich rozwartych ust. Pocałunek przerodził się w namiętny, pełny pożądania płomień, który zalewał całe nasze ciała.
Paparazzi zaciekle robili nam zdjęcie, lecz dla nas nie istniał świat. Liczyliśmy się tylko my i nasze uczucia.
- Kocham cię - wyszeptał Justin, gdy pocałunek dobiegł końca.
- Ja ciebie też - uśmiechnęłam się, wtulając się w ciepły tors Justina.
Patrzyłam za odjeżdżającym samochodem, uradowana, że mój prezent przypadł Biebsowi do gustu, nie świadoma, jak wiele namiesza w naszym życiu..
____________________________________________________
Moje problemy z bloblo zostały rozwiązane i znów powracam.
Szkoda tylko, że moich problemów miłosnych nie można rozwiązać równie szybko..
Oświadczam, że nie informuję o nowych rozdziałach.
Przepraszam, ale nie mam do tego głowy.
Love <3
Tagi:
opowiadanie
Następnego dnia obudziłam się w świetnym humorze.
Leżałam w łóżku i wpatrywałam się w śpiącego Justina, ze świadomością, że wszystko wraca do normy.
Brakowało mi stabilizacji w związku, jaką czułam na początku naszej miłości, ale wiedziałam, że po każdym kryzysie przychodzi czas urodzaju.
Urodzaju miłości.
Zsunęłam się z łóżka i odsuwając zasłony, wpuściłam do pokoju pierwsze promienie słoneczne. Uśmiechnęłam się delikatnie, gdy pieściły moją twarz, dodając energii na kolejny dzień.
- Czemu już nie śpisz? - usłyszałam zaspany głos Justina i mimowolnie się uśmiechnęłam.
- Po co marnować taki piękny dzień? - obróciłam się w jego stronę, opierając dłonie na parapecie.
- Jeżeli nie masz nic przeciwko,ja jeszcze trochę go pomarnuje.
Po tych słowach naciągnął pościel na głowę i ponownie odpłynął w krainę snów.
Przewróciłam oczami z rozbawieniem i udałam się do łazienki.
Po raz pierwszy od dłuższego czasu, zamiast szybkiego prysznica, zdecydowałam się na kąpiel. Gdy woda wypełniała brzegi wanny, patrzyłam na siebie w lustrze, przepełniona uczuciem, że jestem najszczęśliwszą osobą na świecie.
Ostatnimi czasy byłam jednym wielkim paradoksem. Jednego dnia chodziłam załamana, bez chęci do życia, a drugiego bujałam w obłokach i nic nie było w stanie zepsuć mi humoru.
Całą winę zwaliłam na dojrzewanie, ale gdzieś w głębi czułam, że muszę odnaleźć stabilizację.
Przejechałam dłonią skołtunione włosy, po czym powoli weszłam do wanny, pozwalając by aromat waniliowego olekju do kąpieli, delikatnie pieścił moje zmysły. Zamknęłam oczy, rozkoszując się chwilami błogości i spokoju..
Odświeżona i naładowana nowymi siłami, wróciłam do sypialni, owinięta bawełnianym ręcznikiem w kolorze pudrowego różu.
Justin siedział na brzegu łóżka i naciągął spodnie, a ja podeszłam do toaletki by wykonać poranną toaletę.
- Wychodzisz gdzieś? - zapytałam, wyciskając podkład na palec i rozcierając go na twarzy.
- Mam dziś udzielić wywiadu w jakimś radiu - powiedział, znikając w garderobie.
Po chwili wrócił ze świeżym podkoszulkiem i nową parą butów.
- A ty masz jakieś plany? - zapytał, zakładając lewego buta.
- Zjeść śniadanie i to na razie byłoby tyle - uśmiechnęłam się, nakładając na usta waniliowy błyszczyk.
- Widzę, że zapowiada ci się fascynujący dzień - zaśmiał się, podchodząc do walizki i wyjmując z niej nowy zapach od Diora, którym skropił szyję i nadgarstki.
- Taa - bąknęłam i przypudrowałam twarz.
- Do zobaczenia - Justin podszedł do mnie i pocałował na pożegnanie, po czym zniknął za drzwiami hotelowego pokoju.
Po skończonej toaletce udałam się do z garderoby z zamiarem skompletowania zestawu na dzisiejszy gdzień.
Ubrana, umalowana i gotowa by rozpocząć nowy dzień, zjechałam do holu, by zjeść śniadanie.
Przechodząc obok kalendarza wiszącego na ścianie, obrzuciłam go krótkim spojrzeniem, po czym stanęłam w osłupieniu z rosnącym przerażeniem.
Ponownie skierowałam wzrok na kalendarz, by upewnić się, że to co zobaczyłam nie było przywidzeniem.
Niestety nie. Na kalendarzu widniała data dwudziesty ósmy luty, a co za tym idzie jutrzejszy dzień był pierwszym marca.
Urodziny Justina.
Przyspieszyłam kroku i wchodząc do hotelowej restauracji, dostrzegłam ekipę Justina, siedzącą przy jednym ze stolików.
- Jutro są urodziny Justina - rzuciłam z przerażeniem, stając koło stolika, a wszyscy spojrzeli w moim kierunku.
- Tak, wiemy, ale co w związku z tym? - zapytała Pattie, odkładając widelec i ocierając usta serwetką.
- Macie dla niego jakieś prezenty?
- Owszem, ja już kupiłam mu prezent - Pattie uśmiechnęła się do mnie, a ja zajęłam miejsce obok niej.
- A wy? - spojrzałam na resztę grupy, a wszyscy twierdząco pokiwali głowami - co kupiliście?
- Ja wspólnie z Usherem, kupujemy Justinowi nowy samochód - powiedziała Pattie.
- Ode mnie dostanie złoty zegarek - dołączył się Kenny.
- Ja kupiłem mu plecak od D&G, którego nakład wynosił jedynie 3 sztuki na cały świat - odezwał się dumny Ryan.
- A ja daję mu najnowszy telefon od Apple, z wygrawerowanymi inicjałami - uśmiechnął się Scooter, a ja patrzyłam na nich w osłupieniu.
Nie miałam absolutnie żadnego pomysłu na prezent, a czas mijał nieubłaganie.
Przez głowę przewijało mi się tysiące pomysłów, ale żaden nie był wystarczająco dobry.
- A co ja mam mu kupić? - jęknęłam zrezygnowana.
- Nie musisz kupować mu nic kosztownego, wystarczy, że dasz mu coś od serca, coś co będzie przywoływało sentymenty - powiedziałą Pattie, biorąc łyk wody mineralnej.
- Tak, to naprawdę świetny pomysł. Może namaluję mu laurkę kredkami woskowymi, albo farbkami? - powiedziałam z ironią, a Kenny wybuchł głośnym śmiechem.
- A może kup mu lizaka z napisem `I love you` - Kenny nie przestawał się śmiać, a ja spiorunowałam go wzrokiem.
- Nie mogę dać mu takiego prezentu. Co on pomyśli? Od was dostanie najnowsze gadżety, czy drogie samochody, a ja dam mu kawałek papieru, czy lizaka? - spojrzałam na Kenniego, a on powstrzymał kolejny wybuch śmiechu.
- Alice, nie patrz na to w ten sposób. Nie myśl, że prezenty to tylko materialne rzeczy. Możesz sprawić mu niespodziankę w zupełnie inny sposób, nie wydając na to dużej ilości gotówki.
Westchnęłam, po czym odeszłam od stołu, biorąc do ręki rogalika z marmoladą i butelkę soku pomarańczowego.
Po powrocie do pokoju wyciągnęłam z torby podróżnej mojego laptopa i zaczęłam przeglądanie przykładowych prezentów na osiemnaste urodziny.
Poza masą zboczonych gadżetów, czy kubków ze zbereźnymi napisami, nie znalazłam nic co przykułoby moją uwagę.
Zrezygnowana opadłam na łóżko, pogrążając się w myślach.
Nagle z torebki, doleciał dźwięk komórki, więc szybkim krokiem podeszłam do stolika na której leżała, wyciągając z niej telefon.
- Halo?
- Cześć Alice, tu Mary, dzwonię żeby przekazać Justinowi najlepsze życzenia urodzinowe - w słuchawce rozległ się wesoły głos Mary.
- Oczywiście, że mu je przekaże. Swoją drogą, jeżeli już jesteśmy przy temacie jego urodzin, jaki prezent mogłabym mu kupić?
- Zapomniałaś o jego urodzinach? - zapytała z ironią, a ja przygryzłam wargę.
- Miałam tyle pracy, że wyleciało mi to z głowy - zaczęłam się bronić, a Mary roześmiała się.
- Nie tłumacz się. Hmm.. może daj mu coś od serca?
- Teraz ty? - jęknęłam do słuchawki - przestańcie mi powtarzać, żebym kupiła coś od serca. Chcąc nie chcąc muszę przyznać, że Justin jest materialistą, który lubi otaczać się drogimi rzeczami, więc coś od serca w tym wypadku nie wystarczy.
- Skoro tak mówisz. Więc może zafunduj mu jakiś wyjazd, czy coś w tym stylu? Namów jego kumpli i wyślij go na męski weekend. Myślę, że spodoba mu się ten prezent, a fakt że spotka przyjaciół, z którymi nie miał kontaktu od dłużsczego czasu, spotęguje radość.
- Jesteś genialna - krzyknęłam do słuchawki, a Mary zaniosła się śmiechem.
- Tak kochanie, wiem o tym.
- Przy okazji chciałam cię poinformować, że przylatujemy do ciebie z Justinem na wakacje.
- Co?! To wspaniale! - w jej głosie usłyszałam ożywienie i radość - nawet nie wiesz jak się cieszę!
- Ja również - zaśmiałam się, słysząc jej podekscytowany głos - nawet nie wiesz jak bardzo.
Po zakończonej rozmowie, rozpoczęłam mozolne poszukiwania wspomnianego wcześniej wyjazdu.
Zastanawiałam się gdzie Justin chciałby się udać, ale nie miałam kompletnego pojęcia, więc postanowiłam poczekać na jego powrót i dyskretnie go o to zapytać.
Po niespełna dwudziestu minutach, moje oczekiwanie dobiegło końca.
Justin wszedł do pokoju z szerokim uśmiechem na twarzy, całując mnie czule na powitanie.
- Widzę, że humor ci dopisuje - spojrzałam na niego figlarnie, wodząc palcem po subtelnie odsłoniętej piersi - może poprawiłbyś go mi?
Przygryzłam dolną wargę, a Justin bez słowa podszedł do mnie, przyciskając do ściany i namiętnie całując moją szyję.
Zamknęłam oczy i odchylając głowę do tyłu, pozwalałam Justinowi, by zrobił ze mną co tylko zechce.
Szybkim ruchem ściągnął ze mnie spódnicę i odszedł na odległość kilku kroków, świdrując mnie wzrokiem.
Opierałam się o ścianę i powoli ściągałam bluzkę, kręcąc seksownie rozpalonym ciałem. Spojrzałam na Justina, który patrzył na mnie jak zahipnotyzowany, więc postanowiłam, że jeszcze nieco pobudzę jego zmysły.
Gdy bluzka leżała na ziemi, wodziłam dłonią po brzuchu, wsuwając ją w koronkowe figi i delikatnie masując moją pusi.
Słyszałam przyspieszony oddech Justina, który patrzył zachłannie na moje piersi, więc zmysłowymi ruchami, zaczęłam odpinać stanik, stopniowo odkrywając moje atuty.
Justin nie wytrzymał i rzucił się na mnie, w mgnieniu oka zdzierając ze mnie majtki i przywierając do mnie swoim ciałem.
Sprawnie rozpiął pasek i zdzierając z siebie spodnie, całował mnie po piersiach. Jęknęłam, a Justin przygryzł mojego sutka, potęgując podniecenie.
Nasze nagie ciała, przywierały do siebie, a ja subtelnymi ruchami masowałam penisa Justina, który patrzył głęboko w moje oczy.
Uczucie bliskości, które mnie przepełniało, nie byłam w stanie opisać żadnymi słowami. Tonęłam w jego oczach, a podniecenie wypełniało cały pokój. Każde nasze zbliżenie było wyjątkowe, ale nigdy wcześniej nie czułam, że pożądam go równie mocno jak dziś.
Oplotłam go nogami, opierając plecy o ścianę, z rosnącą niecierpliwością oczekują momentu, w którym nasze ciała złączą się w jedność.
W końcu przez moje ciało przepłynęła pierwsza fala ciepła, a po chwili poczułam, że na moim czole pojawiają się pierwsze kropelki potu. Płonęłam, a z każdym kolejny ruchem Justina, ogień w moim ciele wzrastał, powodując, że miałam ochotę krzyczeć.
- Kurwa! - zaklęłam, ciężko dysząc i łapiąc się za głowę.
- Dobrze ci? - Justin spojrzał na mnie z uśmiechem, a ja pocałowałam go i znów krzyknęłam.
- Jeszcze się pytasz? - wydyszałam, i zamknęłam oczy, rozkoszując się każdą chwilą, tego zbliżenia.
Poczułam, że zbliżamy się do końca, więc przylgnęłam do Justina, jeszcze mocniej, nie zważając na ból, który co chwilę przeszywał moje ciało.
Krzyknęłam, po czym Biebs wyszedł ze mnie i dysząc opadł na łóżko. Położyłam się obok niego, wodząc palcem po jego gorącym policzku. Milczeliśmy, ale czułam, że przekazujemy sobie więcej, niż gdybyśmy wypowiedzieli tysiące słów.
Więź, która nas łączyła zacieśniała się jeszcze bardziej, a miłość stawała się mocniejsza i trwalsza. Uśmiechnęłam się do niego, a on odgarnął kosmyk z mojego czoła.
- Jesteś niesamowita - szepnął, a ja palcem zakryłam mu usta.
- Nic nie mów, po prostu bądź przy mnie.
Justin przyciągnął mnie do siebie, a ja wtuliłam się w jego ciało, czując, że cały mój świat, leży tuż obok mnie.
- Kiedy ostatnio widziałeś się z Ryanem i Chazem? - zapytałam, ubierając spódnicę.
- W tamtym roku podczas świąt Bożego Narodzenia, gdy przyjechałem w odwiedziny do dziadków - powiedział Justin, wpatrując się w sufit.
- Nie myślałeś żeby się z nimi spotkać?
- Chciałbym, ale praca mi na to nie pozwala. Ciągłe wyjazdy, czy wywiady. Przywykłem już do tego, że jedyną bliską osobą w moim życiu jesteś ty.
- Ja ci nie wystarczam? - spojrzałam na niego uważnie, udając obrażoną.
- Oczywiście, że mi wystarczasz, ale czasem chciałbym mieć przy sobie kumpli, z którymi mógłbym pograć w kosza, czy obejrzeć mecz - spojrzał na mnie wymijająco, a ja uśmiechnęłam się pod nosem.
Justin utwierdził mnie w przekonaniu, że zorganizowanie mu urodzinowego wypadu z przyjaciółmi, będzie strzałem w dziesiątkę. Pozostawało mi jednak najtrudniejsze: znaleźć odpowiednie miejsce i zadzwonić do jego kumpli, z którymi nigdy wcześniej nie miałam żadnego kontaktu. Wiedziałam, że sama nie dam sobie z tym rady, więc jedyną osobą która mogła mi pomóc, był Scooter.
Gdy Justin aktualizował swój status na twitterze, wymsknęłam się z pokoju, w poszukiwaniu jego managera.
Zbiegłam do holu i podchodząc do recepcji, zauważyłam przed hotelem znajomą postać. Wpatrywałam się w chłopaka, który siedział na jednej z ławek i nie mogłam uwierzyć własnym oczom.
Niedbale ułożone włosy i ciemne oczy, patrzące gdzieś w dal utwierdziły mnie w przekonaniu, że jest to chłopak, o którym myślę.
Zapominając o celu, w którym zeszłam do holu, wybiegłam przed hotel i nie zważając na otaczających mnie dziennikarzy, rzuciłam się chłopakowi na szyję.
- Chris! Co ty tu robisz? - zapach jego perfum był tak intensywny, że przez chwilę zakręciło mi się w głowie.
Gdy poczułam, że nie odwzajemnia uścisku, cofnęłam się kilka kroków i spojrzałam na niego badawczo.
- Chris, coś nie tak?
- Co ty do cholery wyprawiasz? - zapytał zirytowany, a ja stałam w osłupieniu, nie mogąc wydusić z siebie ani słowa - myślisz, że po tym jak mnie potraktowałaś, ja też rzucę ci się w ramiona? Na prawdę jesteś dziwna.
- Ja.. - nie dane było powiedzieć mi nic więcej, gdyż poczułam że ktoś uderzył mnie w ramię.
Jak się okazało była to szczupła brunetka, która mijając mnie, rzuciła się Chrisowi w ramiona, składając na jego ustach namiętny pocałunek.
W tej chwili osłupienie było zbyt małym słowem, by określić to jak się czułam. Moje ciało ogarnął paraliż, a język odmówił posłuszeństwa, więc po prostu stałam i z szeroko otwartą buzią, wpatrywałam się jak dziewczyna wymienia ślinę z moim byłym chłopakiem.
Gdy ich pocałunek dobiegł końca, brunetka spojrzała na mnie drwiącą, a Chris objął ją ramieniem, wpatrując się z uwielbieniem w jej delikatną twarz.
- Czy możemy chwilę pogadać? - wydusiłam z siebie, po kilku minutach ciszy.
- No więc zamieniam się w słuch - Chris spojrzał na mnie, a ja przygryzłam wargę.
- Na osobności - dodałam, a brunetka wykrzywiła twarz z niezadowolenia.
Chris spojrzał na nią i składając na jej ustach pocałunek, poinformował aby czekała na niego w pobliskiej restauracji.
Dziewczyna jeszcze raz obrzuciła mnie wściekłym spojrzeniem, po czym zalotnie ruszając pupą, udała się w wyznaczone miejsce.
- O co chodzi? - zapytał Chris, patrząc na zgrabny tyłek brunetki.
- Co to za jedna?
- Od kiedy interesuje cie moje życie? - przeniósł swój wzrok na mnie, a ja pożałowałam, że to uczynił. Patrzył na mnie z wyrzutem i złością - to moja dziewczyna. Elizabeth - dodał spokojniej, a wypowiadając jej imię, jego głos złagodniał, a na twarzy pojawił się delikatny uśmiech.
Nie mogłam pojąć uczucia, które mnie ogarnęło. Czy to możliwe, abym czuła zazdrość? Zazdrość o chłopaka, z którym nie łączy mnie nic, poza kilkoma wspomnieniami?
Był moją pierwszą miłością, a tej miłości nie zapomina się nigdy. Na zawsze wydrąża ślad w naszym sercu, do którego tak chętnie wracamy, przypominając sobie pierwsze uniesienia, pierwsze porywy serca, pierwszą bliskość. Na zawsze pozostaje sentyment do osoby, którą obdarzyliśmy uczuciem po raz pierwszy, ale bez względu na wszystko, nie powinnam czuć zazdrości.
- Cieszę się, że jesteś szczęśliwy - powiedziałam siląc się na optymizm. Tak na prawdę do szczęścia było mi daleko. Przywykłam do faktu, że Chris do szaleństwa kocha mnie, że to do mnie wzdycha. Na myśl, że nigdy więcej nie spojrzy na mnie z taką czułością w oczach, z jaką patrzył na ową brunetkę, poczułam pustkę. Czułam jakby jakaś cząstka mnie obumarła nieodwracalnie, powodując dziwny ból serca.
- A co robisz w Los Angeles? - zapytałam, zmieniając bolesny temat.
- Przyjechałem z Eli na wakacje - spojrzał w kierunku restauracji, w której siedziała dziewczyna i gdy ta pomachała mu zza szyby przesłał jej całusa - przepraszam, ale muszę już lecieć. Na razie - odwrócił się na pięcie i pobiegł do budynku, zostawiając mnie samą z tysiącem myśli, wypełniających moją głową. Spojrzałam w kierunku hotelu, przed którym kłębił się tłum reporterów, zaciekle robiących mi zdjęcia i z ciężkim sercem ruszyłam w jego kierunku.
Po powrocie do holu zauważyłam Scootera stojącego przy recepcji, przypominając sobie o sprawie, którą miałam załatwić
- Cześć Scooter, możemy pogadać? - uśmiechnęłam się, a Scooter odchodząc od recepcji, usiadł ze mną na jednej z kanap.
- O co chodzi? - spojrzał na mnie uważnie, a ja przeszłam do sedna sprawy, przedstawiając mu mój pomysł i prosząc go o pomoc.
- Może wyślesz go do Las Vegas? Z tego co wiem, od zawsze chciał tam jechać, a jeżeli dowie się, że jedzie z kumplami umrze z zachwytu.
Spojrzałam na Scootera z wdzięcznością i dziękując za pomoc, udałam się do pokoju, by zadzwonić do przyjaciół Biebsa.
Przez cały czas przed moimi oczyma widniał obraz Chrisa i brunetki, ale odganiałam od siebie przytłaczające myśli, skupiając się na prezencie dla Justina.
Gdy weszłam do pokoju, zastałam śpiącego Biebsa z laptopem na kolanach i nagły przypływ miłości, prawie zwalił mnie z nóg. Z jego delikatnie rozwartych ust, dobiegało ciche chrapanie, a ja podeszłam do niego na palcach, wy wydobyć jego komórkę i odnaleźć numery Chaza i Ryana.
Gdy odnalazłam je w liście kontaktów, wpisałam je w pamięć mojego telefonu i wymsknęłam się do łazienki, by powiadomić ich o moim planie.
Jako pierwszy wykonałam telefon do Chaza, który odebrał po trzecim sygnale.
- Cześć Chas, tu Alice, dziewczyna Justina. Mam dla ciebie pewną propozycję...
Oboje zareagowali bardzo entuzjastycznie i oświadczyli, że już jutro pojawią się w Los Angeles, by następnie wyruszyć do Las Vegas.
Obiecałam, że całe koszty wyprawy zostaną pokryte przeze mnie, więc chłopcy tym bardziej ucieszyli się z nadchodzącego wypadu.
Wykonałam szybką rezerwację pokoi w Caesars Palace, umieszczonym przy Las Vegas Strip, odcinku Las Vegas Boulevard, przy którym znajdował się największy kompleks kasyn, hoteli i innych atrakcji turystycznych.
Gdy wszystko dopięte było na ostatni guzik, poczułam nagły niepokój. Wysyłam mojego chłopaka w samo centrum miasta rozrywki, rozpusty i hazaradu, z najlepszymi kumplami, których przepełnia młodzieńcza głupota i porywczość.
Nie wiedziałam jakie niebezpieczeństwa i pokusy będą na nich czekać, ale ufałam Justinowi i wierzyłam, że nie zrobi nic, co mogłoby zaszkodzić nam i naszemu związkowi.
Przepełniała mnie nadzieja, ale jak wiadomo nadzieja jest matką głupich, o czym miałam przekonać już niebawem...
___________________________________________________
O matko i córko, dodałam nowy rozdział!
Sama jestem w szoku, że po trzech tygodniach ( ;ooo ) w końcu coś napisałam.
Potrzebowałam nieco odpoczynku, ale teraz wracam z nowymi siłami i nowymi chęciami do pisania.
Mam nadzieję, że nie zawiodłam Was tym rozdziałem i czekanie chociaż w najmniejszym stopniu było opłacalne.
Zapraszam Was również do czytania i komentowania kilku blogów :
jazzy.bloblo.pl -> klik,
modelki-na-wyprawie.blog.onet.pl -> klik,
butisorryman.bloblo.pl -> klik,
merry.bloblo.pl -> klil.
Big Love <3
edit.
zapraszam na jeszcze jednego bloga! :
loveisyou.bloblo.pl -> klik.
Leżałam w łóżku i wpatrywałam się w śpiącego Justina, ze świadomością, że wszystko wraca do normy.
Brakowało mi stabilizacji w związku, jaką czułam na początku naszej miłości, ale wiedziałam, że po każdym kryzysie przychodzi czas urodzaju.
Urodzaju miłości.
Zsunęłam się z łóżka i odsuwając zasłony, wpuściłam do pokoju pierwsze promienie słoneczne. Uśmiechnęłam się delikatnie, gdy pieściły moją twarz, dodając energii na kolejny dzień.
- Czemu już nie śpisz? - usłyszałam zaspany głos Justina i mimowolnie się uśmiechnęłam.
- Po co marnować taki piękny dzień? - obróciłam się w jego stronę, opierając dłonie na parapecie.
- Jeżeli nie masz nic przeciwko,ja jeszcze trochę go pomarnuje.
Po tych słowach naciągnął pościel na głowę i ponownie odpłynął w krainę snów.
Przewróciłam oczami z rozbawieniem i udałam się do łazienki.
Po raz pierwszy od dłuższego czasu, zamiast szybkiego prysznica, zdecydowałam się na kąpiel. Gdy woda wypełniała brzegi wanny, patrzyłam na siebie w lustrze, przepełniona uczuciem, że jestem najszczęśliwszą osobą na świecie.
Ostatnimi czasy byłam jednym wielkim paradoksem. Jednego dnia chodziłam załamana, bez chęci do życia, a drugiego bujałam w obłokach i nic nie było w stanie zepsuć mi humoru.
Całą winę zwaliłam na dojrzewanie, ale gdzieś w głębi czułam, że muszę odnaleźć stabilizację.
Przejechałam dłonią skołtunione włosy, po czym powoli weszłam do wanny, pozwalając by aromat waniliowego olekju do kąpieli, delikatnie pieścił moje zmysły. Zamknęłam oczy, rozkoszując się chwilami błogości i spokoju..
Odświeżona i naładowana nowymi siłami, wróciłam do sypialni, owinięta bawełnianym ręcznikiem w kolorze pudrowego różu.
Justin siedział na brzegu łóżka i naciągął spodnie, a ja podeszłam do toaletki by wykonać poranną toaletę.
- Wychodzisz gdzieś? - zapytałam, wyciskając podkład na palec i rozcierając go na twarzy.
- Mam dziś udzielić wywiadu w jakimś radiu - powiedział, znikając w garderobie.
Po chwili wrócił ze świeżym podkoszulkiem i nową parą butów.
- A ty masz jakieś plany? - zapytał, zakładając lewego buta.
- Zjeść śniadanie i to na razie byłoby tyle - uśmiechnęłam się, nakładając na usta waniliowy błyszczyk.
- Widzę, że zapowiada ci się fascynujący dzień - zaśmiał się, podchodząc do walizki i wyjmując z niej nowy zapach od Diora, którym skropił szyję i nadgarstki.
- Taa - bąknęłam i przypudrowałam twarz.
- Do zobaczenia - Justin podszedł do mnie i pocałował na pożegnanie, po czym zniknął za drzwiami hotelowego pokoju.
Po skończonej toaletce udałam się do z garderoby z zamiarem skompletowania zestawu na dzisiejszy gdzień.
Ubrana, umalowana i gotowa by rozpocząć nowy dzień, zjechałam do holu, by zjeść śniadanie.
Przechodząc obok kalendarza wiszącego na ścianie, obrzuciłam go krótkim spojrzeniem, po czym stanęłam w osłupieniu z rosnącym przerażeniem.
Ponownie skierowałam wzrok na kalendarz, by upewnić się, że to co zobaczyłam nie było przywidzeniem.
Niestety nie. Na kalendarzu widniała data dwudziesty ósmy luty, a co za tym idzie jutrzejszy dzień był pierwszym marca.
Urodziny Justina.
Przyspieszyłam kroku i wchodząc do hotelowej restauracji, dostrzegłam ekipę Justina, siedzącą przy jednym ze stolików.
- Jutro są urodziny Justina - rzuciłam z przerażeniem, stając koło stolika, a wszyscy spojrzeli w moim kierunku.
- Tak, wiemy, ale co w związku z tym? - zapytała Pattie, odkładając widelec i ocierając usta serwetką.
- Macie dla niego jakieś prezenty?
- Owszem, ja już kupiłam mu prezent - Pattie uśmiechnęła się do mnie, a ja zajęłam miejsce obok niej.
- A wy? - spojrzałam na resztę grupy, a wszyscy twierdząco pokiwali głowami - co kupiliście?
- Ja wspólnie z Usherem, kupujemy Justinowi nowy samochód - powiedziała Pattie.
- Ode mnie dostanie złoty zegarek - dołączył się Kenny.
- Ja kupiłem mu plecak od D&G, którego nakład wynosił jedynie 3 sztuki na cały świat - odezwał się dumny Ryan.
- A ja daję mu najnowszy telefon od Apple, z wygrawerowanymi inicjałami - uśmiechnął się Scooter, a ja patrzyłam na nich w osłupieniu.
Nie miałam absolutnie żadnego pomysłu na prezent, a czas mijał nieubłaganie.
Przez głowę przewijało mi się tysiące pomysłów, ale żaden nie był wystarczająco dobry.
- A co ja mam mu kupić? - jęknęłam zrezygnowana.
- Nie musisz kupować mu nic kosztownego, wystarczy, że dasz mu coś od serca, coś co będzie przywoływało sentymenty - powiedziałą Pattie, biorąc łyk wody mineralnej.
- Tak, to naprawdę świetny pomysł. Może namaluję mu laurkę kredkami woskowymi, albo farbkami? - powiedziałam z ironią, a Kenny wybuchł głośnym śmiechem.
- A może kup mu lizaka z napisem `I love you` - Kenny nie przestawał się śmiać, a ja spiorunowałam go wzrokiem.
- Nie mogę dać mu takiego prezentu. Co on pomyśli? Od was dostanie najnowsze gadżety, czy drogie samochody, a ja dam mu kawałek papieru, czy lizaka? - spojrzałam na Kenniego, a on powstrzymał kolejny wybuch śmiechu.
- Alice, nie patrz na to w ten sposób. Nie myśl, że prezenty to tylko materialne rzeczy. Możesz sprawić mu niespodziankę w zupełnie inny sposób, nie wydając na to dużej ilości gotówki.
Westchnęłam, po czym odeszłam od stołu, biorąc do ręki rogalika z marmoladą i butelkę soku pomarańczowego.
Po powrocie do pokoju wyciągnęłam z torby podróżnej mojego laptopa i zaczęłam przeglądanie przykładowych prezentów na osiemnaste urodziny.
Poza masą zboczonych gadżetów, czy kubków ze zbereźnymi napisami, nie znalazłam nic co przykułoby moją uwagę.
Zrezygnowana opadłam na łóżko, pogrążając się w myślach.
Nagle z torebki, doleciał dźwięk komórki, więc szybkim krokiem podeszłam do stolika na której leżała, wyciągając z niej telefon.
- Halo?
- Cześć Alice, tu Mary, dzwonię żeby przekazać Justinowi najlepsze życzenia urodzinowe - w słuchawce rozległ się wesoły głos Mary.
- Oczywiście, że mu je przekaże. Swoją drogą, jeżeli już jesteśmy przy temacie jego urodzin, jaki prezent mogłabym mu kupić?
- Zapomniałaś o jego urodzinach? - zapytała z ironią, a ja przygryzłam wargę.
- Miałam tyle pracy, że wyleciało mi to z głowy - zaczęłam się bronić, a Mary roześmiała się.
- Nie tłumacz się. Hmm.. może daj mu coś od serca?
- Teraz ty? - jęknęłam do słuchawki - przestańcie mi powtarzać, żebym kupiła coś od serca. Chcąc nie chcąc muszę przyznać, że Justin jest materialistą, który lubi otaczać się drogimi rzeczami, więc coś od serca w tym wypadku nie wystarczy.
- Skoro tak mówisz. Więc może zafunduj mu jakiś wyjazd, czy coś w tym stylu? Namów jego kumpli i wyślij go na męski weekend. Myślę, że spodoba mu się ten prezent, a fakt że spotka przyjaciół, z którymi nie miał kontaktu od dłużsczego czasu, spotęguje radość.
- Jesteś genialna - krzyknęłam do słuchawki, a Mary zaniosła się śmiechem.
- Tak kochanie, wiem o tym.
- Przy okazji chciałam cię poinformować, że przylatujemy do ciebie z Justinem na wakacje.
- Co?! To wspaniale! - w jej głosie usłyszałam ożywienie i radość - nawet nie wiesz jak się cieszę!
- Ja również - zaśmiałam się, słysząc jej podekscytowany głos - nawet nie wiesz jak bardzo.
Po zakończonej rozmowie, rozpoczęłam mozolne poszukiwania wspomnianego wcześniej wyjazdu.
Zastanawiałam się gdzie Justin chciałby się udać, ale nie miałam kompletnego pojęcia, więc postanowiłam poczekać na jego powrót i dyskretnie go o to zapytać.
Po niespełna dwudziestu minutach, moje oczekiwanie dobiegło końca.
Justin wszedł do pokoju z szerokim uśmiechem na twarzy, całując mnie czule na powitanie.
- Widzę, że humor ci dopisuje - spojrzałam na niego figlarnie, wodząc palcem po subtelnie odsłoniętej piersi - może poprawiłbyś go mi?
Przygryzłam dolną wargę, a Justin bez słowa podszedł do mnie, przyciskając do ściany i namiętnie całując moją szyję.
Zamknęłam oczy i odchylając głowę do tyłu, pozwalałam Justinowi, by zrobił ze mną co tylko zechce.
Szybkim ruchem ściągnął ze mnie spódnicę i odszedł na odległość kilku kroków, świdrując mnie wzrokiem.
Opierałam się o ścianę i powoli ściągałam bluzkę, kręcąc seksownie rozpalonym ciałem. Spojrzałam na Justina, który patrzył na mnie jak zahipnotyzowany, więc postanowiłam, że jeszcze nieco pobudzę jego zmysły.
Gdy bluzka leżała na ziemi, wodziłam dłonią po brzuchu, wsuwając ją w koronkowe figi i delikatnie masując moją pusi.
Słyszałam przyspieszony oddech Justina, który patrzył zachłannie na moje piersi, więc zmysłowymi ruchami, zaczęłam odpinać stanik, stopniowo odkrywając moje atuty.
Justin nie wytrzymał i rzucił się na mnie, w mgnieniu oka zdzierając ze mnie majtki i przywierając do mnie swoim ciałem.
Sprawnie rozpiął pasek i zdzierając z siebie spodnie, całował mnie po piersiach. Jęknęłam, a Justin przygryzł mojego sutka, potęgując podniecenie.
Nasze nagie ciała, przywierały do siebie, a ja subtelnymi ruchami masowałam penisa Justina, który patrzył głęboko w moje oczy.
Uczucie bliskości, które mnie przepełniało, nie byłam w stanie opisać żadnymi słowami. Tonęłam w jego oczach, a podniecenie wypełniało cały pokój. Każde nasze zbliżenie było wyjątkowe, ale nigdy wcześniej nie czułam, że pożądam go równie mocno jak dziś.
Oplotłam go nogami, opierając plecy o ścianę, z rosnącą niecierpliwością oczekują momentu, w którym nasze ciała złączą się w jedność.
W końcu przez moje ciało przepłynęła pierwsza fala ciepła, a po chwili poczułam, że na moim czole pojawiają się pierwsze kropelki potu. Płonęłam, a z każdym kolejny ruchem Justina, ogień w moim ciele wzrastał, powodując, że miałam ochotę krzyczeć.
- Kurwa! - zaklęłam, ciężko dysząc i łapiąc się za głowę.
- Dobrze ci? - Justin spojrzał na mnie z uśmiechem, a ja pocałowałam go i znów krzyknęłam.
- Jeszcze się pytasz? - wydyszałam, i zamknęłam oczy, rozkoszując się każdą chwilą, tego zbliżenia.
Poczułam, że zbliżamy się do końca, więc przylgnęłam do Justina, jeszcze mocniej, nie zważając na ból, który co chwilę przeszywał moje ciało.
Krzyknęłam, po czym Biebs wyszedł ze mnie i dysząc opadł na łóżko. Położyłam się obok niego, wodząc palcem po jego gorącym policzku. Milczeliśmy, ale czułam, że przekazujemy sobie więcej, niż gdybyśmy wypowiedzieli tysiące słów.
Więź, która nas łączyła zacieśniała się jeszcze bardziej, a miłość stawała się mocniejsza i trwalsza. Uśmiechnęłam się do niego, a on odgarnął kosmyk z mojego czoła.
- Jesteś niesamowita - szepnął, a ja palcem zakryłam mu usta.
- Nic nie mów, po prostu bądź przy mnie.
Justin przyciągnął mnie do siebie, a ja wtuliłam się w jego ciało, czując, że cały mój świat, leży tuż obok mnie.
- Kiedy ostatnio widziałeś się z Ryanem i Chazem? - zapytałam, ubierając spódnicę.
- W tamtym roku podczas świąt Bożego Narodzenia, gdy przyjechałem w odwiedziny do dziadków - powiedział Justin, wpatrując się w sufit.
- Nie myślałeś żeby się z nimi spotkać?
- Chciałbym, ale praca mi na to nie pozwala. Ciągłe wyjazdy, czy wywiady. Przywykłem już do tego, że jedyną bliską osobą w moim życiu jesteś ty.
- Ja ci nie wystarczam? - spojrzałam na niego uważnie, udając obrażoną.
- Oczywiście, że mi wystarczasz, ale czasem chciałbym mieć przy sobie kumpli, z którymi mógłbym pograć w kosza, czy obejrzeć mecz - spojrzał na mnie wymijająco, a ja uśmiechnęłam się pod nosem.
Justin utwierdził mnie w przekonaniu, że zorganizowanie mu urodzinowego wypadu z przyjaciółmi, będzie strzałem w dziesiątkę. Pozostawało mi jednak najtrudniejsze: znaleźć odpowiednie miejsce i zadzwonić do jego kumpli, z którymi nigdy wcześniej nie miałam żadnego kontaktu. Wiedziałam, że sama nie dam sobie z tym rady, więc jedyną osobą która mogła mi pomóc, był Scooter.
Gdy Justin aktualizował swój status na twitterze, wymsknęłam się z pokoju, w poszukiwaniu jego managera.
Zbiegłam do holu i podchodząc do recepcji, zauważyłam przed hotelem znajomą postać. Wpatrywałam się w chłopaka, który siedział na jednej z ławek i nie mogłam uwierzyć własnym oczom.
Niedbale ułożone włosy i ciemne oczy, patrzące gdzieś w dal utwierdziły mnie w przekonaniu, że jest to chłopak, o którym myślę.
Zapominając o celu, w którym zeszłam do holu, wybiegłam przed hotel i nie zważając na otaczających mnie dziennikarzy, rzuciłam się chłopakowi na szyję.
- Chris! Co ty tu robisz? - zapach jego perfum był tak intensywny, że przez chwilę zakręciło mi się w głowie.
Gdy poczułam, że nie odwzajemnia uścisku, cofnęłam się kilka kroków i spojrzałam na niego badawczo.
- Chris, coś nie tak?
- Co ty do cholery wyprawiasz? - zapytał zirytowany, a ja stałam w osłupieniu, nie mogąc wydusić z siebie ani słowa - myślisz, że po tym jak mnie potraktowałaś, ja też rzucę ci się w ramiona? Na prawdę jesteś dziwna.
- Ja.. - nie dane było powiedzieć mi nic więcej, gdyż poczułam że ktoś uderzył mnie w ramię.
Jak się okazało była to szczupła brunetka, która mijając mnie, rzuciła się Chrisowi w ramiona, składając na jego ustach namiętny pocałunek.
W tej chwili osłupienie było zbyt małym słowem, by określić to jak się czułam. Moje ciało ogarnął paraliż, a język odmówił posłuszeństwa, więc po prostu stałam i z szeroko otwartą buzią, wpatrywałam się jak dziewczyna wymienia ślinę z moim byłym chłopakiem.
Gdy ich pocałunek dobiegł końca, brunetka spojrzała na mnie drwiącą, a Chris objął ją ramieniem, wpatrując się z uwielbieniem w jej delikatną twarz.
- Czy możemy chwilę pogadać? - wydusiłam z siebie, po kilku minutach ciszy.
- No więc zamieniam się w słuch - Chris spojrzał na mnie, a ja przygryzłam wargę.
- Na osobności - dodałam, a brunetka wykrzywiła twarz z niezadowolenia.
Chris spojrzał na nią i składając na jej ustach pocałunek, poinformował aby czekała na niego w pobliskiej restauracji.
Dziewczyna jeszcze raz obrzuciła mnie wściekłym spojrzeniem, po czym zalotnie ruszając pupą, udała się w wyznaczone miejsce.
- O co chodzi? - zapytał Chris, patrząc na zgrabny tyłek brunetki.
- Co to za jedna?
- Od kiedy interesuje cie moje życie? - przeniósł swój wzrok na mnie, a ja pożałowałam, że to uczynił. Patrzył na mnie z wyrzutem i złością - to moja dziewczyna. Elizabeth - dodał spokojniej, a wypowiadając jej imię, jego głos złagodniał, a na twarzy pojawił się delikatny uśmiech.
Nie mogłam pojąć uczucia, które mnie ogarnęło. Czy to możliwe, abym czuła zazdrość? Zazdrość o chłopaka, z którym nie łączy mnie nic, poza kilkoma wspomnieniami?
Był moją pierwszą miłością, a tej miłości nie zapomina się nigdy. Na zawsze wydrąża ślad w naszym sercu, do którego tak chętnie wracamy, przypominając sobie pierwsze uniesienia, pierwsze porywy serca, pierwszą bliskość. Na zawsze pozostaje sentyment do osoby, którą obdarzyliśmy uczuciem po raz pierwszy, ale bez względu na wszystko, nie powinnam czuć zazdrości.
- Cieszę się, że jesteś szczęśliwy - powiedziałam siląc się na optymizm. Tak na prawdę do szczęścia było mi daleko. Przywykłam do faktu, że Chris do szaleństwa kocha mnie, że to do mnie wzdycha. Na myśl, że nigdy więcej nie spojrzy na mnie z taką czułością w oczach, z jaką patrzył na ową brunetkę, poczułam pustkę. Czułam jakby jakaś cząstka mnie obumarła nieodwracalnie, powodując dziwny ból serca.
- A co robisz w Los Angeles? - zapytałam, zmieniając bolesny temat.
- Przyjechałem z Eli na wakacje - spojrzał w kierunku restauracji, w której siedziała dziewczyna i gdy ta pomachała mu zza szyby przesłał jej całusa - przepraszam, ale muszę już lecieć. Na razie - odwrócił się na pięcie i pobiegł do budynku, zostawiając mnie samą z tysiącem myśli, wypełniających moją głową. Spojrzałam w kierunku hotelu, przed którym kłębił się tłum reporterów, zaciekle robiących mi zdjęcia i z ciężkim sercem ruszyłam w jego kierunku.
Po powrocie do holu zauważyłam Scootera stojącego przy recepcji, przypominając sobie o sprawie, którą miałam załatwić
- Cześć Scooter, możemy pogadać? - uśmiechnęłam się, a Scooter odchodząc od recepcji, usiadł ze mną na jednej z kanap.
- O co chodzi? - spojrzał na mnie uważnie, a ja przeszłam do sedna sprawy, przedstawiając mu mój pomysł i prosząc go o pomoc.
- Może wyślesz go do Las Vegas? Z tego co wiem, od zawsze chciał tam jechać, a jeżeli dowie się, że jedzie z kumplami umrze z zachwytu.
Spojrzałam na Scootera z wdzięcznością i dziękując za pomoc, udałam się do pokoju, by zadzwonić do przyjaciół Biebsa.
Przez cały czas przed moimi oczyma widniał obraz Chrisa i brunetki, ale odganiałam od siebie przytłaczające myśli, skupiając się na prezencie dla Justina.
Gdy weszłam do pokoju, zastałam śpiącego Biebsa z laptopem na kolanach i nagły przypływ miłości, prawie zwalił mnie z nóg. Z jego delikatnie rozwartych ust, dobiegało ciche chrapanie, a ja podeszłam do niego na palcach, wy wydobyć jego komórkę i odnaleźć numery Chaza i Ryana.
Gdy odnalazłam je w liście kontaktów, wpisałam je w pamięć mojego telefonu i wymsknęłam się do łazienki, by powiadomić ich o moim planie.
Jako pierwszy wykonałam telefon do Chaza, który odebrał po trzecim sygnale.
- Cześć Chas, tu Alice, dziewczyna Justina. Mam dla ciebie pewną propozycję...
Oboje zareagowali bardzo entuzjastycznie i oświadczyli, że już jutro pojawią się w Los Angeles, by następnie wyruszyć do Las Vegas.
Obiecałam, że całe koszty wyprawy zostaną pokryte przeze mnie, więc chłopcy tym bardziej ucieszyli się z nadchodzącego wypadu.
Wykonałam szybką rezerwację pokoi w Caesars Palace, umieszczonym przy Las Vegas Strip, odcinku Las Vegas Boulevard, przy którym znajdował się największy kompleks kasyn, hoteli i innych atrakcji turystycznych.
Gdy wszystko dopięte było na ostatni guzik, poczułam nagły niepokój. Wysyłam mojego chłopaka w samo centrum miasta rozrywki, rozpusty i hazaradu, z najlepszymi kumplami, których przepełnia młodzieńcza głupota i porywczość.
Nie wiedziałam jakie niebezpieczeństwa i pokusy będą na nich czekać, ale ufałam Justinowi i wierzyłam, że nie zrobi nic, co mogłoby zaszkodzić nam i naszemu związkowi.
Przepełniała mnie nadzieja, ale jak wiadomo nadzieja jest matką głupich, o czym miałam przekonać już niebawem...
___________________________________________________
O matko i córko, dodałam nowy rozdział!
Sama jestem w szoku, że po trzech tygodniach ( ;ooo ) w końcu coś napisałam.
Potrzebowałam nieco odpoczynku, ale teraz wracam z nowymi siłami i nowymi chęciami do pisania.
Mam nadzieję, że nie zawiodłam Was tym rozdziałem i czekanie chociaż w najmniejszym stopniu było opłacalne.
Zapraszam Was również do czytania i komentowania kilku blogów :
jazzy.bloblo.pl -> klik,
modelki-na-wyprawie.blog.onet.pl -> klik,
butisorryman.bloblo.pl -> klik,
merry.bloblo.pl -> klil.
Big Love <3
edit.
zapraszam na jeszcze jednego bloga! :
loveisyou.bloblo.pl -> klik.
Tagi:
opowiadanie
Jestem na siebie wściekła.
Po raz kolejny nie dotrzymałam słowa i nie dodałam nowego rozdziału.
Przepraszam Was ponownie, ale nie mogę wyrobić się z wszystkimi moimi planami i chcąc nie chcąc, napisanie nowego rozdziału musi poczekać.
Postaram się dziś wieczorem zebrać w sobie, naoglądać milion filmików z JB, posłuchać sentymentalnych piosenek i złapać wenę, by w końcu coś dodać.
A w międzyczasie zapraszam Was kilka świetnych blogów :
welcome-to-my-silly-life.mylog.pl -> kilk,
biebstory.bloblo.pl -> klik,
sweetgirl09.bloblo.pl -> klik.
Kocham ! <3
Po raz kolejny nie dotrzymałam słowa i nie dodałam nowego rozdziału.
Przepraszam Was ponownie, ale nie mogę wyrobić się z wszystkimi moimi planami i chcąc nie chcąc, napisanie nowego rozdziału musi poczekać.
Postaram się dziś wieczorem zebrać w sobie, naoglądać milion filmików z JB, posłuchać sentymentalnych piosenek i złapać wenę, by w końcu coś dodać.
A w międzyczasie zapraszam Was kilka świetnych blogów :
welcome-to-my-silly-life.mylog.pl -> kilk,
biebstory.bloblo.pl -> klik,
sweetgirl09.bloblo.pl -> klik.
Kocham ! <3
Tagi:
przeprosiny
Przepraszam, że tak długo czekacie, ale ostatni tydzień miałam strasznie zapracowany, gdyż moja kuzynka miała wesele i musiałam pomóc jej w przygotowaniach, a dodatkowo od piątku nie miałam internetu..
Postaram się napisać nn jak najszybciej i mam nadzieję, że nie jesteście złe.
Kocham <3
Postaram się napisać nn jak najszybciej i mam nadzieję, że nie jesteście złe.
Kocham <3
Tagi:
opowiadanie
11.07.2011 o godz. 14:58
Zapraszam do czytania i komentowania nowego rozdziału na smilestory!
Klik!
Klik!
Tagi:
smilestory
04.07.2011 o godz. 21:55
Po obudzeniu przed dłuższą chwilę przypominałam sobie co robię w tym miejscu.
W końcu powróciły wspomnienia wczorajszego dnia, a ja poczułam dziwny ścisk żołądka.
Leniwie zsunęłam się z łóżka i udałam do łazienki, z zamiarem wcięcia prysznica.
Ku mojemu zaskoczeniu, w owym hotelu nie było takiego sprzętu jak prysznic. Pod ścianą stała jedynie stara, brudna wanna, więc wykrzywiając twarz w niesmaku, zrezygnowałam z porannej kąpieli.
Wróciłam do sypialni i z przerażeniem stwierdziłam, że nie mam ze sobą żadnych ubrań, ani kosmetyków.
Spojrzałam na siebie w lusterku.
Przetłuszczone, poczochrane włosy, podkrążone oczy, pryszcz na nosie, spierzchnięte wargi i nieumyte zęby.
Jęknęłam zdruzgotana.
Zmuszona byłam po raz drugi założyć ten sam zestaw ubrań, który miałam na sobie wczorajszego dnia, po czym zeszłam do holu, z zamiarem kupienia kilku potrzebnych rzeczy.
- Przepraszam, gdzie znajdę hotelowy sklep? - podeszłam do portiera, który zmierzył mnie wzrokiem.
- Hotelowy sklep? - patrzył na mnie jak na wariatkę - nie mamy czegoś takiego, jak hotelowy sklep. Jeżeli chcesz zrobić zakupy, musisz wyjść poza hotel i jakieś pięć minut drogi, znajdziesz sklep spożywczy.
Przez chwilę stałam w osłupieniu i z szeroko otwartymi oczami wpatrywałam się w portiera.
Po powrocie do pokoju, wyjrzałam przez okno i dostrzegłam masę reporterów, czatujących na mnie pod wejściem do hotelu.
- Nieee, tylko nie to - jęknęłam, a do oczu napłynęły mi łzy.
Nie wiedziałam co robić. Nie mogłam wyjść na dwór i pokazać się w takim stanie dziennikarzom, gdyż od razu huczało by od niepotrzebnych plotek.
Zdenerwowana chodziłam po pokoju i z niezadowoleniem stwierdziłam, że jedynym wyjściem jest Mike.
Wyciągnęłam telefon i wybrałam numer mojego ochroniarza.
- Alice! Gdzie ty się podziewasz? Wszyscy umieramy ze strachu! - w słuchawce rozległ się jego zdenerwowany głos.
Podałam mu dokładny adres hotelu i poprosiłam, by po drodze kupił mi jakąkolwiek czapkę i ciemne okulary.
Obiecał, że zjawi się za 30 minut, więc do tego czasu usiadłam na łóżku i rozmyślałam o tym, co zaszło między mną a Justinem.
Nie wiedziałam jak zareaguję, gdy stanę z nim twarzą w twarz, czułam, że popełniłam błąd, robiąc aferę z takiej drobnostki. Przecież doskonale wiedziałam, że życie Justina nigdy nie było łatwe, a odkąd pojawiłam się w nim ja, bywa jeszcze trudniej. Nigdy nie zdawałam sobie z tego sprawy, ale byłam dla niego swego rodzaju ciężarem. Może to tylko moje urojenia, ale czasem wymagałam od niego za wiele, żądałam poświęceń, które były absolutnie nie potrzebne i były jedynie moim kaprysem. Jednak z drugiej strony, każdy wie, że związek wymaga poświęceń.
Bawiłam się palcami, pogrążona w myślach, które przytłaczały mnie i moje serce. Chciałam wtulić się w Justina, poczuć jego zapach i rozkoszować się nim, ale z drugiej strony zawiódł mnie i moje zaufanie.
Z zamyślenia wyrwało mnie pukanie do drzwi, w których po chwili stanął Mike.
W jednej ręce trzymał fullcapa, którego najwidoczniej zabrał Justinowi, a w drugiej ciemne okulary wayfarer.
- No więc jestem - powiedział, a ja uśmiechnęłam się blado i spojrzałam na niego z wdzięcznością.
Założyłam na głowę czapkę, a na nos wsunęłam okulary.
Zdziwiłam się, że Mike nie zadaje mi żadnych pytań, ani nie prawi morałów, ale było mi to na rękę. W milczeniu zeszliśmy do holu, a po wymeldowaniu wyszliśmy na zewnątrz, gdzie obstąpił nas tłum dziennikarzy, którzy przekrzykiwali się w zadawaniu pytań, na które nie miałam zamiaru odpowiadać. W końcu dotarliśmy do samochodu i z uczuciem ulgi, usadowiłam się na tylnym siedzeniu.
Ruszyliśmy, a Mike spojrzał na mnie w lusterku.
- Czemu to zrobiłaś? - zapytał cicho, a ja spojrzałam przez okno, zastanawiając się nad odpowiedzią.
- Nie wiem - westchnęłam - impuls? Czułam, że tak będzie lepiej, że muszę trochę pobyć sama.
- Myślałaś, że w ten sposób rozwiążesz problemy? Nie wiem co zaszło między wami, ale uciekając od kłopotów, nigdy się ich nie pozbędziesz. Kochasz go, chociaż nie zawsze jesteś tego świadoma. On też cię kocha i dlatego powinniście takie sprawy rozwiązywać wspólnie. Ucieczka nigdy nie jest dobra, musisz być na tyle silna by takie rzeczy załatwiać rozmową. Jesteś na tyle silna? - znów spojrzał na mnie w lusterku.
Do oczu cisnęły mi się łzy. Mike miał rację i doskonale o tym wiedziałam, ale wątpiłam w swoją siłę. Nie potrafiłam spojrzeć Justinowi w oczy, bałam się jego reakcji.
Milczałam, a Mike skupił się na drodze.
Dojechaliśmy pod hotel.
Wzięłam głęboki wdech i zacisnęłam pięści.
- Tak, jestem silna - odpowiedziałam szeptem, a kątem oka dostrzegłam, że Mike delikatnie się uśmiecha.
Weszliśmy do hotelu.
Od portiera dowiedziałam się, że Justin i ekipa pojechali w ważnych sprawach na miasto.
Udałam się do swojego pokoju i pierwszą czynnością, którą wykonałam był prysznic.
Oparłam głowę o ścianę, a ciepła woda, spływała po moim nagim ciele. Zamknęłam oczy i starałam się wyrzucić z głowy, wszystkie negatywne myśli.
Po wyjściu z pod prysznica, założyłam świeże ubrania i zrobiłam delikatny makijaż.
Wróciłam do sypialni i usiadłam na łóżku. Kątem oka dostrzegłam, że obok mojej dłoni, leży koszulka Justina.
Wzięłam ją do rąk i upajałam się jej słodkim zapachem.
Zamknęłam oczy i przytuliłam ją do siebie, czując, że wszystkie troski i zmartwienia odpływają.
Nagle poczułam, że ktoś kładzie dłoń na moim policzku i nerwowo otworzyłam oczy.
Przede mną znajdywała się twarz Justina, a jego czekoladowe oczy przeszywały mnie na wylot.
Milczałam i powoli spuściłam głową, bawiąc się rąbkiem spódnicy.
Justin usiadł na przeciwko mnie.
( Ten fragment pisałam przy dźwiękach yirumy - kiss in the rain, więc chciałabym, żebyście wczuły się w niego, tak jak zrobiłam to ja.
Klik
i teraz możecie czytać dalej )
Przez chwilę słychać było tylko nasze oddechy i przyspieszone bicia serc.
- Czemu mi to robisz? - zapytał, przerywając ciszę.
Nie mogłam wydusić z siebie ani słowa. Czułam, że tak naprawdę nie wiem co mam mu odpowiedzieć.
Westchnęłam i powoli spojrzałam w jego oczy, które wpatrywały się we mnie, jakby szukając odpowiedzi, na zadane pytanie.
- Dlaczego to wszystko jest tak skomplikowane? - zapytałam szeptem, ocierając łzę, spływającą po policzku.
- Czasem droga do szczęścia jest skomplikowana, ale razem mamy tyle siły by ją pokonać, prawda? - uśmiechnął się blado, a w jego oczach dostrzegłam łzy.
- A co jeżeli któreś z nas z połowie drogi ustanie?
- Wtedy drugie pomoże mu się podnieść. Właśnie dlatego takie drogi, powinno się pokonywać razem - poczułam, że Justin ujmuję moją dłoń, delikatnie masując ją opuszkami palców.
- A co jeżeli ktoś zawiedzie drugą osobę? - nadal wpatrywałam się w jego oczy.
- Musi prosić o wybaczenie i naprawić swój błąd - uśmiechnął się delikatnie, a ja odwzajemniłam jego uśmiech - wybaczysz mi?
- Przecież wiesz, że tak - przewróciłam oczami, a on ujął moją twarz w dłonie.
Powoli, budując pożądanie przybliżał swoją twarz do mojej.
Rozchyliłam wargi, czekając na smak jego ust.
W końcu delikatnie musnął moją wargę, przygryzając ją i figlarnie patrzą mi w oczy. Pocałunek powoli przeradzał się w namiętny taniec, który wydawał się nie mieć końca.
Wplotłam moją dłoń, w aksamitne włosy Justina i delikatnie je mierzwiłam, rozkoszując się jego zapachem i smakiem jego ust.
Oderwaliśmy się od siebie i przez dłuższą chwilę patrzyliśmy sobie w oczy, budując wszystko na nowo z jeszcze większą siłą i miłością. Czułam, że moje serce znalazło ukojenie.
Zaciągałam się jego oddechem, jak tlenem, który był życiodajną koniecznością.
W powietrzu unosiła się miłość, owiewając nasze roześmiane twarze, a ja upajałam się jej słodkim zapachem, który pieścił zmysły.
Wszystko przestało mieć znaczenie i liczyły się tylko przyspieszone tętna.
- Naprawdę chcesz jechać do Polski? - spytał Justin, gdy siedziałam mu na kolanach i bawiłam się kosmykami jego włosów.
- Tak, bardzo, ale jeżeli nie możesz, zrozumiem to.
- Przemyślałem to i doszedłem do wniosku, że to dobry pomysł, a ja jestem ci winien te wakacje. Jesteś ze mną mimo tego całego zamieszania, które nas otacza, tak wiele dla mnie znosisz, każdą krytykę, czy obelgi rzucane w twoją stronę. Znosisz każdą naszą rozłąkę, moje humory i to, że ciągle nie ma mnie przy tobie i postaram się by te wakacje wszystko ci zrekompensowały - uśmiechnął się do mnie, a ja przytuliłam go całą sobą.
Trwaliśmy w takim uścisku, aż zmorzył nas spokojny sen..
__________________________________________
Przepraszam, że dodaję kolejny taki krótki rozdział, ale muszę iść ogarnąć dom przed powrotem mamy.
Myślę, że puściłyście sobie piosenkę i dalszą część czytałyście przy jej dźwiękach ;)
Dziękuję za wszystkie komentarze.
Kocham Was <3
Chciałam jeszcze zareklamować świetnego bloga -> klik.
Zapraszam wszystkich do czytania i komentowania jej opowiadania!
Pytajcie!
W końcu powróciły wspomnienia wczorajszego dnia, a ja poczułam dziwny ścisk żołądka.
Leniwie zsunęłam się z łóżka i udałam do łazienki, z zamiarem wcięcia prysznica.
Ku mojemu zaskoczeniu, w owym hotelu nie było takiego sprzętu jak prysznic. Pod ścianą stała jedynie stara, brudna wanna, więc wykrzywiając twarz w niesmaku, zrezygnowałam z porannej kąpieli.
Wróciłam do sypialni i z przerażeniem stwierdziłam, że nie mam ze sobą żadnych ubrań, ani kosmetyków.
Spojrzałam na siebie w lusterku.
Przetłuszczone, poczochrane włosy, podkrążone oczy, pryszcz na nosie, spierzchnięte wargi i nieumyte zęby.
Jęknęłam zdruzgotana.
Zmuszona byłam po raz drugi założyć ten sam zestaw ubrań, który miałam na sobie wczorajszego dnia, po czym zeszłam do holu, z zamiarem kupienia kilku potrzebnych rzeczy.
- Przepraszam, gdzie znajdę hotelowy sklep? - podeszłam do portiera, który zmierzył mnie wzrokiem.
- Hotelowy sklep? - patrzył na mnie jak na wariatkę - nie mamy czegoś takiego, jak hotelowy sklep. Jeżeli chcesz zrobić zakupy, musisz wyjść poza hotel i jakieś pięć minut drogi, znajdziesz sklep spożywczy.
Przez chwilę stałam w osłupieniu i z szeroko otwartymi oczami wpatrywałam się w portiera.
Po powrocie do pokoju, wyjrzałam przez okno i dostrzegłam masę reporterów, czatujących na mnie pod wejściem do hotelu.
- Nieee, tylko nie to - jęknęłam, a do oczu napłynęły mi łzy.
Nie wiedziałam co robić. Nie mogłam wyjść na dwór i pokazać się w takim stanie dziennikarzom, gdyż od razu huczało by od niepotrzebnych plotek.
Zdenerwowana chodziłam po pokoju i z niezadowoleniem stwierdziłam, że jedynym wyjściem jest Mike.
Wyciągnęłam telefon i wybrałam numer mojego ochroniarza.
- Alice! Gdzie ty się podziewasz? Wszyscy umieramy ze strachu! - w słuchawce rozległ się jego zdenerwowany głos.
Podałam mu dokładny adres hotelu i poprosiłam, by po drodze kupił mi jakąkolwiek czapkę i ciemne okulary.
Obiecał, że zjawi się za 30 minut, więc do tego czasu usiadłam na łóżku i rozmyślałam o tym, co zaszło między mną a Justinem.
Nie wiedziałam jak zareaguję, gdy stanę z nim twarzą w twarz, czułam, że popełniłam błąd, robiąc aferę z takiej drobnostki. Przecież doskonale wiedziałam, że życie Justina nigdy nie było łatwe, a odkąd pojawiłam się w nim ja, bywa jeszcze trudniej. Nigdy nie zdawałam sobie z tego sprawy, ale byłam dla niego swego rodzaju ciężarem. Może to tylko moje urojenia, ale czasem wymagałam od niego za wiele, żądałam poświęceń, które były absolutnie nie potrzebne i były jedynie moim kaprysem. Jednak z drugiej strony, każdy wie, że związek wymaga poświęceń.
Bawiłam się palcami, pogrążona w myślach, które przytłaczały mnie i moje serce. Chciałam wtulić się w Justina, poczuć jego zapach i rozkoszować się nim, ale z drugiej strony zawiódł mnie i moje zaufanie.
Z zamyślenia wyrwało mnie pukanie do drzwi, w których po chwili stanął Mike.
W jednej ręce trzymał fullcapa, którego najwidoczniej zabrał Justinowi, a w drugiej ciemne okulary wayfarer.
- No więc jestem - powiedział, a ja uśmiechnęłam się blado i spojrzałam na niego z wdzięcznością.
Założyłam na głowę czapkę, a na nos wsunęłam okulary.
Zdziwiłam się, że Mike nie zadaje mi żadnych pytań, ani nie prawi morałów, ale było mi to na rękę. W milczeniu zeszliśmy do holu, a po wymeldowaniu wyszliśmy na zewnątrz, gdzie obstąpił nas tłum dziennikarzy, którzy przekrzykiwali się w zadawaniu pytań, na które nie miałam zamiaru odpowiadać. W końcu dotarliśmy do samochodu i z uczuciem ulgi, usadowiłam się na tylnym siedzeniu.
Ruszyliśmy, a Mike spojrzał na mnie w lusterku.
- Czemu to zrobiłaś? - zapytał cicho, a ja spojrzałam przez okno, zastanawiając się nad odpowiedzią.
- Nie wiem - westchnęłam - impuls? Czułam, że tak będzie lepiej, że muszę trochę pobyć sama.
- Myślałaś, że w ten sposób rozwiążesz problemy? Nie wiem co zaszło między wami, ale uciekając od kłopotów, nigdy się ich nie pozbędziesz. Kochasz go, chociaż nie zawsze jesteś tego świadoma. On też cię kocha i dlatego powinniście takie sprawy rozwiązywać wspólnie. Ucieczka nigdy nie jest dobra, musisz być na tyle silna by takie rzeczy załatwiać rozmową. Jesteś na tyle silna? - znów spojrzał na mnie w lusterku.
Do oczu cisnęły mi się łzy. Mike miał rację i doskonale o tym wiedziałam, ale wątpiłam w swoją siłę. Nie potrafiłam spojrzeć Justinowi w oczy, bałam się jego reakcji.
Milczałam, a Mike skupił się na drodze.
Dojechaliśmy pod hotel.
Wzięłam głęboki wdech i zacisnęłam pięści.
- Tak, jestem silna - odpowiedziałam szeptem, a kątem oka dostrzegłam, że Mike delikatnie się uśmiecha.
Weszliśmy do hotelu.
Od portiera dowiedziałam się, że Justin i ekipa pojechali w ważnych sprawach na miasto.
Udałam się do swojego pokoju i pierwszą czynnością, którą wykonałam był prysznic.
Oparłam głowę o ścianę, a ciepła woda, spływała po moim nagim ciele. Zamknęłam oczy i starałam się wyrzucić z głowy, wszystkie negatywne myśli.
Po wyjściu z pod prysznica, założyłam świeże ubrania i zrobiłam delikatny makijaż.
Wróciłam do sypialni i usiadłam na łóżku. Kątem oka dostrzegłam, że obok mojej dłoni, leży koszulka Justina.
Wzięłam ją do rąk i upajałam się jej słodkim zapachem.
Zamknęłam oczy i przytuliłam ją do siebie, czując, że wszystkie troski i zmartwienia odpływają.
Nagle poczułam, że ktoś kładzie dłoń na moim policzku i nerwowo otworzyłam oczy.
Przede mną znajdywała się twarz Justina, a jego czekoladowe oczy przeszywały mnie na wylot.
Milczałam i powoli spuściłam głową, bawiąc się rąbkiem spódnicy.
Justin usiadł na przeciwko mnie.
( Ten fragment pisałam przy dźwiękach yirumy - kiss in the rain, więc chciałabym, żebyście wczuły się w niego, tak jak zrobiłam to ja.
Klik
i teraz możecie czytać dalej )
Przez chwilę słychać było tylko nasze oddechy i przyspieszone bicia serc.
- Czemu mi to robisz? - zapytał, przerywając ciszę.
Nie mogłam wydusić z siebie ani słowa. Czułam, że tak naprawdę nie wiem co mam mu odpowiedzieć.
Westchnęłam i powoli spojrzałam w jego oczy, które wpatrywały się we mnie, jakby szukając odpowiedzi, na zadane pytanie.
- Dlaczego to wszystko jest tak skomplikowane? - zapytałam szeptem, ocierając łzę, spływającą po policzku.
- Czasem droga do szczęścia jest skomplikowana, ale razem mamy tyle siły by ją pokonać, prawda? - uśmiechnął się blado, a w jego oczach dostrzegłam łzy.
- A co jeżeli któreś z nas z połowie drogi ustanie?
- Wtedy drugie pomoże mu się podnieść. Właśnie dlatego takie drogi, powinno się pokonywać razem - poczułam, że Justin ujmuję moją dłoń, delikatnie masując ją opuszkami palców.
- A co jeżeli ktoś zawiedzie drugą osobę? - nadal wpatrywałam się w jego oczy.
- Musi prosić o wybaczenie i naprawić swój błąd - uśmiechnął się delikatnie, a ja odwzajemniłam jego uśmiech - wybaczysz mi?
- Przecież wiesz, że tak - przewróciłam oczami, a on ujął moją twarz w dłonie.
Powoli, budując pożądanie przybliżał swoją twarz do mojej.
Rozchyliłam wargi, czekając na smak jego ust.
W końcu delikatnie musnął moją wargę, przygryzając ją i figlarnie patrzą mi w oczy. Pocałunek powoli przeradzał się w namiętny taniec, który wydawał się nie mieć końca.
Wplotłam moją dłoń, w aksamitne włosy Justina i delikatnie je mierzwiłam, rozkoszując się jego zapachem i smakiem jego ust.
Oderwaliśmy się od siebie i przez dłuższą chwilę patrzyliśmy sobie w oczy, budując wszystko na nowo z jeszcze większą siłą i miłością. Czułam, że moje serce znalazło ukojenie.
Zaciągałam się jego oddechem, jak tlenem, który był życiodajną koniecznością.
W powietrzu unosiła się miłość, owiewając nasze roześmiane twarze, a ja upajałam się jej słodkim zapachem, który pieścił zmysły.
Wszystko przestało mieć znaczenie i liczyły się tylko przyspieszone tętna.
- Naprawdę chcesz jechać do Polski? - spytał Justin, gdy siedziałam mu na kolanach i bawiłam się kosmykami jego włosów.
- Tak, bardzo, ale jeżeli nie możesz, zrozumiem to.
- Przemyślałem to i doszedłem do wniosku, że to dobry pomysł, a ja jestem ci winien te wakacje. Jesteś ze mną mimo tego całego zamieszania, które nas otacza, tak wiele dla mnie znosisz, każdą krytykę, czy obelgi rzucane w twoją stronę. Znosisz każdą naszą rozłąkę, moje humory i to, że ciągle nie ma mnie przy tobie i postaram się by te wakacje wszystko ci zrekompensowały - uśmiechnął się do mnie, a ja przytuliłam go całą sobą.
Trwaliśmy w takim uścisku, aż zmorzył nas spokojny sen..
__________________________________________
Przepraszam, że dodaję kolejny taki krótki rozdział, ale muszę iść ogarnąć dom przed powrotem mamy.
Myślę, że puściłyście sobie piosenkę i dalszą część czytałyście przy jej dźwiękach ;)
Dziękuję za wszystkie komentarze.
Kocham Was <3
Chciałam jeszcze zareklamować świetnego bloga -> klik.
Zapraszam wszystkich do czytania i komentowania jej opowiadania!
Pytajcie!
Tagi:
opowiadanie
*** Oczami Justina ***
To uczucie, gdy budzisz się przy osobie, którą kochasz całym sobą, jest najpiękniejszym co może nas spotkać.
Tak własnie czułem się tego ranka.
Widok śpiącej Alice, przepełniał mnie słodyczą i miłością, którą miałem ochotę wykrzyczeć całemu światu.
Podparłem się na łokciu i wpatrywałem się w jej anielską, zmożoną spokojnym snem, twarz i utwierdzałem się w przekonaniu, że mam wszystko, co jest mi potrzebne do szczęścia.
Moje szczęście spało obok.
Delikatnie, by jej nie zbudzić, odgarnąłem pofalowany kosmyk z jej czoła i złożyłem na nim pocałunek.
Wzdrygnęła się i obróciła na drugi bok, a ja powoli wyślizgnąłem się z łóżka. W tym momencie do pokoju wszedł Ryan, trzymając w ręku wieszak, na którym znajdował się zestaw ubrań.
- Scooter kazała mi przekazać, że za godzinę jedziesz do Good Morning America, a to są ubrania, które dla ciebie przygotowałem - podał mi wieszak, a ja odebrałem go i spojrzałem z zadowoleniem na ciuchy.
- Niezłe - przygryzłem dolną wargę i z aprobatą pokiwałem głową.
Ryan uśmiechnął i z dumą opuścił pokój.
Wszedłem do łazienki, wziąłem odświeżający prysznic i ubrałem się.
Spojrzałem na siebie w lustrze i zadowolony z tego co zobaczyłem, zmierzwiłem włosy.
Po wyjściu zobaczyłem, że Alice nadal śpi, więc po cichu wymknąłem się z pokoju i zjechałem do holu.
Scooter, Kenny i moja mama siedzieli na jednej z kanap i po cichu rozmawiali.
- Dzień dobry - rzuciłem na powitanie.
- Dzień dobry kochanie - mama obdarowała mnie promiennym uśmiechem i podała bułkę, oraz wodę mineralną - nie zdążysz zjeść śniadania w restauracji, ale coś musisz zjeść, więc kupiłam ci bułkę - wyjaśniła, gdy pospiesznie wychodziliśmy z hotelu.
*** Oczami Alice ***
Leniwie otworzyłam oczy i sięgnęłam ręką w bok, by dotknąć Justina. Ku mojemu zaskoczeniu, moja dłoń spoczęła na poduszce, więc zaciekawiona podniosłam się do pozycji siedzącej i obrzuciłam wzrokiem cały pokój.
Ani śladu Justina.
Zegarek wskazywał 11:46.
Sięgnęłam po telefon i wybrałam numer Biebsa.
- Dzień dobry kochanie - usłyszałam po trzecim sygnale.
- Dzień dobry, gdzie jesteś? - zapytałam zaspanym głosem.
- Właśnie wychodzę ze studia nagraniowego Good Morning America. Za 15 minut będę w hotelu, a ty masz być gotowa, bo wychodzimy na obiad.
Przytaknęłam i rozłączyłam się, wstając z łóżka i rozciągając mięśnie.
Podeszłam do szafy i obrzuciłam krytycznym spojrzeniem moje ubrania. W końcu po długich namysłach, skompletowałam strój i po odświeżającym prysznicu, byłam gotowa do wyjścia.
Justin pojawił się po niespełna 3 minutach.
- Cześć piękna - pocałował mnie na powitanie, po czym zniknął w garderobie.
Wrócił po kilku minutach, a mi na jego widok opadła szczęka.
- Czy ty musisz być tak cholernie cudowny? - zapytałam, wpatrując się w niego jak zahipnotyzowana.
- Właśnie to samo pytanie chciałem zadać tobie - uśmiechnął się zadziornie i złożył na moich ustach namiętny pocałunek.
Po pół godzinnej drodze, dojechaliśmy pod ekskluzywną restaurację, z kuchnią japońską.
Zajęliśmy stolik w rogu sali, a po kilku minutach przy naszym stoliku pojawił się kelner.
- Co państwu podać? - uśmiechnął się i obrzucił nas spojrzeniem.
- Poproszę sushi - odczytałam nazwę z karty menu, po czym spojrzałam na Justina, który przygryzając paznokcia, przeglądał potrawy.
- Ja poproszę ramen - odłożył kartę na bok i uśmiechnął się do kelnera, który notował potrawy w notatniku.
- Zamówienie przyjęte - kelner odszedł od stolika, a ja spojrzałam na Justina.
- Dzisiejszy wieczór będę musiała spędzić samotnie?
- Przepraszam, ale myślę że to zrozumiesz. Przecież wiesz, że gdybym miał wybór, zostałbym z tobą - Biebs zrobił słodkie oczka, a ja chcąc nie chcąc, nie mogłam się na niego gniewać.
- Co z naszymi wakacjami? - zapytałam w momencie, w którym kelner podszedł do stolika, podając zamówione potrawy.
- A jakie masz plany?
- Przecież mówiłam ci już, że chcę jechać do Polski i spotkać się z Mary, a potem zaszyć się w jakiejś małej miejscowości i odpocząć na łonie natury - spojrzałam na niego unosząc brew.
- Kochanie, to naprawdę świetny pomysł, ale nie wiem jak zareaguje na niego Scooter. Możliwe, że będę miał występy, wywiadu lub ważne spotkania. Poza tym, gdy nagle znikniemy na tydzień, fani zaczną się niepokoić i znów pojawią się plotki, że nie żyję - Justin uśmiechnął się krzywo, po czym nabrał zupę na łyżkę.
- Co? - wystawiłam oczy ze zdumienia i przyglądałam mu się osłupiała - przecież mieliśmy spędzić wakacje tylko we dwoje. Obiecałeś mi to! - uniosłam ton, a Justin uciszył mnie gestem dłoni.
- Owszem spędzimy je we dwoje, ale możemy jechać na Bahamy, lub Hawaje.
- Mając na myśli we dwoje, chodziło mi tylko o nas. Samych. Ty i ja. Co z tego, że pojedziemy na Bahamy we dwoje, skoro bez przerwy będzie nam towarzyszył tłum dziennikarzy? - poczułam, że znika mi apetyt, więc odłożyłam widelec na bok i patrzyłam na zakłopotanego Justina.
- Alice zrozum, że w obecnej sytuacji, nie możemy sobie pozwolić na takie wakacje. Myślałem, że przywykłaś do faktu, że dziennikarze są nieodłączną częścią naszego życia i czy tego chcemy, czy nie, będą nam towarzyszyli w codziennym życiu - Justin ujął moją dłoń, ale gwałtownie ją odsunęłam, obrzucając go zawiedzionym spojrzeniem.
Nie powiedziałam ani słowa. Wzięłam moją torebkę, po czym pospiesznie wyszłam z restauracji, łapiąc pierwszą napotkaną taksówkę.
Gdy zamykałam drzwi, zauważyłam Justina, wybiegającego za mną, ale było już za późno. Samochód oddalał się, a Justin został daleko w tyle.
Oparłam głowę o oparcie i zamknęłam oczy. Byłam zawiedziona faktem, że moje wymarzone wakacje legły w gruzach. Czułam, że do oczu cisną mi się łzy, a serce przepełnia gniew.
- Gdzie panienka się udaje? - zapytał taksówkarz, obserwując mnie w lusterku.
- Do jakiegokolwiek hotelu. Niech pan zawiezie mnie w miejsce, które uzna za słuszne - odpowiedziałam i spojrzałam za okno.
Westchnęłam i zastanawiałam się czemu moje życie musi być tak trudne. Teoretycznie mam wszystko. Wygląd, pieniądze, cudownego chłopaka, szczęśliwą rodzinę, sławę. Niektórym może się wydawać, że nic więcej do szczęścia mi nie potrzeba, ale czemu w takim razie ja sama nie czułam się szczęśliwa? Odkąd stałam się sławna, definicja szczęścia zmieniła swoje znaczenie, a samo szczęście było tylko krótkotrwałym złudzeniem, które w krótkim czasie pryskało jak mydlana bańka.
Brakowało mi prywatności, spokoju i normalności, która kiedyś wydawała się nudna, a teraz była odległym i nierealnym marzeniem.
Nagle, po kilku minutowej jeździe, taksówka zatrzymała się przed małym budynkiem, na którym widniał szyld "Hotel".
Odrapane ściany, odpadająca farba i niechlujny trawnik, nie zrobiły na mnie dobrego wrażenia i poważnie zaczynałam wątpić, czy dobrym pomysłem jest zatrzymanie się tu na noc.
- Ile ten hotel może mieć gwiazdek? - zapytałam, patrząc na wybitą szybę w jednych z pokoi.
- Gwiazdek? - taksówkarz spojrzał na mnie w lusterko - ja nie wiem. Może połówkę - zaniósł się śmiechem, a ja spiorunowałam go wzrokiem.
- Więc niech zawiezie mnie pan do hotelu, który będzie miał przynajmniej dwie gwiazdki - poprosiłam, a mężczyzna obrócił się i zmierzył mnie wzrokiem.
- A stać cię dziewczynko na taki hotel?
- Tak, dostałam duże kieszonkowe od cioci - uśmiechnęłam się słodko,a gdy kierowca odwrócił się, przewróciłam oczami.
Po kolejnych minutach, dojechaliśmy pod budynek, który budził we mnie pozytywniejsze odczucia, niż poprzedni, więc po zapłaceniu taksówkarzowi, wysiadła z samochodu i udałam się w stronę wejścia.
Przez główny hol przewijało się kilkoro ludzi, którzy nie zwracali na mnie najmniejszej uwagi. Podeszłam do recepcji i po otrzymaniu kluczyka, udałam się na drugie piętro w poszukiwaniu mojego pokoju.
Jak się okazało, było to małe, aczkolwiek zadbane i schludne pomieszczenie, z jednoosobowym łóżkiem, małym telewizorem i szafą, stojącą w rogu. Usiadłam na łóżku i schowałam twarz w dłoniach. Przez głowę przelatywało mi tysiące myśli.
Zastanawiałam się, czy nie postąpiłam zbyt dziecinnie i pochopnie, uciekając z restauracji, ale czułam żal do Justina i potrzebowałam czasu, by wszystko przemyśleć.
Nagle usłyszałam dźwięk komórki.
Spojrzałam na wyświetlacz, chociaż wiedziałam co tam zobaczę.
Justin.
- Halo? - zapytałam oschle.
- Alice, gdzie ty jesteś? - w jego głosie słychać było niepokój i troskę.
- Zawiodłeś mnie.. Obiecałeś, że wyjedziemy na wspólne wakacje, odpoczniemy od tego całego zamieszania, że nacieszymy się sobą, jak nigdy dotąd. Obiecałeś mi to.. - szepnęłam, czując że do oczu cisną mi się łzy.
- Musisz zrozumieć, że nie zawsze jest tak, jak sobie wymarzymy. Życie jest brutalne, a show biznes jeszcze brutalniejszy, więc sama widzisz, że mamy dwa razy trudniej, niż normalni ludzie.
- Przestań w kółko dzielić ludzi na dwie grupy! My też jesteśmy normalnymi ludźmi, którzy potrzebują prywatności i spokoju! Tak wiele mi obiecywałeś, a jak do tej pory żadna z tych obietnic się nie spełniła. Justin, jak ja mam ci ufać, skoro ciągle mnie oszukujesz? - moje serce przepełniał żal.
- Alice wiedziałaś w co się pakujesz, zostając moją dziewczyną. Wiedziałaś, że nie będzie nam łatwo i nasze życie, nie będzie usłane różami, ale myślałem, że jesteś wytrwalsza, że twoje uczucie do mnie przezwycięży przeciwności i wbrew wszystkim będziemy szczęśliwi.
- Najwidoczniej się myliłeś, a ja coraz częściej zastanawiam się, czy nie popełniłam błędu, zostając twoją dziewczyną. Mam już dość. Wszystko zmienia się jak w kalejdoskopie. Raz jesteśmy szczęśliwą, idealną parą, a za kilka dni wkrada się kolejny kryzys. Potrzebuję stałości w związku, a takie wahania szybko go niszczą - westchnęłam, a w słuchawce zapanowała cisza.
- Proszę cię, odwołaj te słowa - po kilku sekundach, usłyszałam cichy głos Justina - mówisz tak, jakbyś chciała ze mną zerwać. W dodatku przez telefon. Proszę cię, wróć do hotelu i spokojnie porozmawiamy.
- Nie. Zostaję tu gdzie jestem. Dobranoc Justin - powiedziałam oschle i rozłączyłam się.
Wybuchłam płaczem i wtulając się w poduszkę, pozwalałam by łzy swobodnie spływały po moich policzkach.
Czułam strach przed przyszłością. Bałam się każdego, kolejnego dnia, nie wiedząc co przyniesie.
Balansowaliśmy z Justinem nad przepaścią i każdy nieostrożny ruch, mógł prowadzić to tragedii.
Tragedii, której nie będzie można odwrócić..
______________________________________________
Trochę krótki rozdział, ale brakło mi pomysłów.
Jak zauważyłyście, zmieniłam wystrój bloga.
Podoba Wam się?
Dawno o nic Was nie pytałam, więc dziś mam kolejne pytanie.
Z czym kojarzy Wam się piosenka "Never say never "?
Może macie z nią jakieś pozytywne wspomnienia?
Jeżeli chcecie, piszcie swoje odczucia w komentarzach.
Dziś wieczorem pojawi się nowy rozdział na smilestory, więc zapraszam do czytania.
Dziękuję za prawie 18 tysięcy wejść <3
Uwielbiam Was z całego serca!
Pytania?
To uczucie, gdy budzisz się przy osobie, którą kochasz całym sobą, jest najpiękniejszym co może nas spotkać.
Tak własnie czułem się tego ranka.
Widok śpiącej Alice, przepełniał mnie słodyczą i miłością, którą miałem ochotę wykrzyczeć całemu światu.
Podparłem się na łokciu i wpatrywałem się w jej anielską, zmożoną spokojnym snem, twarz i utwierdzałem się w przekonaniu, że mam wszystko, co jest mi potrzebne do szczęścia.
Moje szczęście spało obok.
Delikatnie, by jej nie zbudzić, odgarnąłem pofalowany kosmyk z jej czoła i złożyłem na nim pocałunek.
Wzdrygnęła się i obróciła na drugi bok, a ja powoli wyślizgnąłem się z łóżka. W tym momencie do pokoju wszedł Ryan, trzymając w ręku wieszak, na którym znajdował się zestaw ubrań.
- Scooter kazała mi przekazać, że za godzinę jedziesz do Good Morning America, a to są ubrania, które dla ciebie przygotowałem - podał mi wieszak, a ja odebrałem go i spojrzałem z zadowoleniem na ciuchy.
- Niezłe - przygryzłem dolną wargę i z aprobatą pokiwałem głową.
Ryan uśmiechnął i z dumą opuścił pokój.
Wszedłem do łazienki, wziąłem odświeżający prysznic i ubrałem się.
Spojrzałem na siebie w lustrze i zadowolony z tego co zobaczyłem, zmierzwiłem włosy.
Po wyjściu zobaczyłem, że Alice nadal śpi, więc po cichu wymknąłem się z pokoju i zjechałem do holu.
Scooter, Kenny i moja mama siedzieli na jednej z kanap i po cichu rozmawiali.
- Dzień dobry - rzuciłem na powitanie.
- Dzień dobry kochanie - mama obdarowała mnie promiennym uśmiechem i podała bułkę, oraz wodę mineralną - nie zdążysz zjeść śniadania w restauracji, ale coś musisz zjeść, więc kupiłam ci bułkę - wyjaśniła, gdy pospiesznie wychodziliśmy z hotelu.
*** Oczami Alice ***
Leniwie otworzyłam oczy i sięgnęłam ręką w bok, by dotknąć Justina. Ku mojemu zaskoczeniu, moja dłoń spoczęła na poduszce, więc zaciekawiona podniosłam się do pozycji siedzącej i obrzuciłam wzrokiem cały pokój.
Ani śladu Justina.
Zegarek wskazywał 11:46.
Sięgnęłam po telefon i wybrałam numer Biebsa.
- Dzień dobry kochanie - usłyszałam po trzecim sygnale.
- Dzień dobry, gdzie jesteś? - zapytałam zaspanym głosem.
- Właśnie wychodzę ze studia nagraniowego Good Morning America. Za 15 minut będę w hotelu, a ty masz być gotowa, bo wychodzimy na obiad.
Przytaknęłam i rozłączyłam się, wstając z łóżka i rozciągając mięśnie.
Podeszłam do szafy i obrzuciłam krytycznym spojrzeniem moje ubrania. W końcu po długich namysłach, skompletowałam strój i po odświeżającym prysznicu, byłam gotowa do wyjścia.
Justin pojawił się po niespełna 3 minutach.
- Cześć piękna - pocałował mnie na powitanie, po czym zniknął w garderobie.
Wrócił po kilku minutach, a mi na jego widok opadła szczęka.
- Czy ty musisz być tak cholernie cudowny? - zapytałam, wpatrując się w niego jak zahipnotyzowana.
- Właśnie to samo pytanie chciałem zadać tobie - uśmiechnął się zadziornie i złożył na moich ustach namiętny pocałunek.
Po pół godzinnej drodze, dojechaliśmy pod ekskluzywną restaurację, z kuchnią japońską.
Zajęliśmy stolik w rogu sali, a po kilku minutach przy naszym stoliku pojawił się kelner.
- Co państwu podać? - uśmiechnął się i obrzucił nas spojrzeniem.
- Poproszę sushi - odczytałam nazwę z karty menu, po czym spojrzałam na Justina, który przygryzając paznokcia, przeglądał potrawy.
- Ja poproszę ramen - odłożył kartę na bok i uśmiechnął się do kelnera, który notował potrawy w notatniku.
- Zamówienie przyjęte - kelner odszedł od stolika, a ja spojrzałam na Justina.
- Dzisiejszy wieczór będę musiała spędzić samotnie?
- Przepraszam, ale myślę że to zrozumiesz. Przecież wiesz, że gdybym miał wybór, zostałbym z tobą - Biebs zrobił słodkie oczka, a ja chcąc nie chcąc, nie mogłam się na niego gniewać.
- Co z naszymi wakacjami? - zapytałam w momencie, w którym kelner podszedł do stolika, podając zamówione potrawy.
- A jakie masz plany?
- Przecież mówiłam ci już, że chcę jechać do Polski i spotkać się z Mary, a potem zaszyć się w jakiejś małej miejscowości i odpocząć na łonie natury - spojrzałam na niego unosząc brew.
- Kochanie, to naprawdę świetny pomysł, ale nie wiem jak zareaguje na niego Scooter. Możliwe, że będę miał występy, wywiadu lub ważne spotkania. Poza tym, gdy nagle znikniemy na tydzień, fani zaczną się niepokoić i znów pojawią się plotki, że nie żyję - Justin uśmiechnął się krzywo, po czym nabrał zupę na łyżkę.
- Co? - wystawiłam oczy ze zdumienia i przyglądałam mu się osłupiała - przecież mieliśmy spędzić wakacje tylko we dwoje. Obiecałeś mi to! - uniosłam ton, a Justin uciszył mnie gestem dłoni.
- Owszem spędzimy je we dwoje, ale możemy jechać na Bahamy, lub Hawaje.
- Mając na myśli we dwoje, chodziło mi tylko o nas. Samych. Ty i ja. Co z tego, że pojedziemy na Bahamy we dwoje, skoro bez przerwy będzie nam towarzyszył tłum dziennikarzy? - poczułam, że znika mi apetyt, więc odłożyłam widelec na bok i patrzyłam na zakłopotanego Justina.
- Alice zrozum, że w obecnej sytuacji, nie możemy sobie pozwolić na takie wakacje. Myślałem, że przywykłaś do faktu, że dziennikarze są nieodłączną częścią naszego życia i czy tego chcemy, czy nie, będą nam towarzyszyli w codziennym życiu - Justin ujął moją dłoń, ale gwałtownie ją odsunęłam, obrzucając go zawiedzionym spojrzeniem.
Nie powiedziałam ani słowa. Wzięłam moją torebkę, po czym pospiesznie wyszłam z restauracji, łapiąc pierwszą napotkaną taksówkę.
Gdy zamykałam drzwi, zauważyłam Justina, wybiegającego za mną, ale było już za późno. Samochód oddalał się, a Justin został daleko w tyle.
Oparłam głowę o oparcie i zamknęłam oczy. Byłam zawiedziona faktem, że moje wymarzone wakacje legły w gruzach. Czułam, że do oczu cisną mi się łzy, a serce przepełnia gniew.
- Gdzie panienka się udaje? - zapytał taksówkarz, obserwując mnie w lusterku.
- Do jakiegokolwiek hotelu. Niech pan zawiezie mnie w miejsce, które uzna za słuszne - odpowiedziałam i spojrzałam za okno.
Westchnęłam i zastanawiałam się czemu moje życie musi być tak trudne. Teoretycznie mam wszystko. Wygląd, pieniądze, cudownego chłopaka, szczęśliwą rodzinę, sławę. Niektórym może się wydawać, że nic więcej do szczęścia mi nie potrzeba, ale czemu w takim razie ja sama nie czułam się szczęśliwa? Odkąd stałam się sławna, definicja szczęścia zmieniła swoje znaczenie, a samo szczęście było tylko krótkotrwałym złudzeniem, które w krótkim czasie pryskało jak mydlana bańka.
Brakowało mi prywatności, spokoju i normalności, która kiedyś wydawała się nudna, a teraz była odległym i nierealnym marzeniem.
Nagle, po kilku minutowej jeździe, taksówka zatrzymała się przed małym budynkiem, na którym widniał szyld "Hotel".
Odrapane ściany, odpadająca farba i niechlujny trawnik, nie zrobiły na mnie dobrego wrażenia i poważnie zaczynałam wątpić, czy dobrym pomysłem jest zatrzymanie się tu na noc.
- Ile ten hotel może mieć gwiazdek? - zapytałam, patrząc na wybitą szybę w jednych z pokoi.
- Gwiazdek? - taksówkarz spojrzał na mnie w lusterko - ja nie wiem. Może połówkę - zaniósł się śmiechem, a ja spiorunowałam go wzrokiem.
- Więc niech zawiezie mnie pan do hotelu, który będzie miał przynajmniej dwie gwiazdki - poprosiłam, a mężczyzna obrócił się i zmierzył mnie wzrokiem.
- A stać cię dziewczynko na taki hotel?
- Tak, dostałam duże kieszonkowe od cioci - uśmiechnęłam się słodko,a gdy kierowca odwrócił się, przewróciłam oczami.
Po kolejnych minutach, dojechaliśmy pod budynek, który budził we mnie pozytywniejsze odczucia, niż poprzedni, więc po zapłaceniu taksówkarzowi, wysiadła z samochodu i udałam się w stronę wejścia.
Przez główny hol przewijało się kilkoro ludzi, którzy nie zwracali na mnie najmniejszej uwagi. Podeszłam do recepcji i po otrzymaniu kluczyka, udałam się na drugie piętro w poszukiwaniu mojego pokoju.
Jak się okazało, było to małe, aczkolwiek zadbane i schludne pomieszczenie, z jednoosobowym łóżkiem, małym telewizorem i szafą, stojącą w rogu. Usiadłam na łóżku i schowałam twarz w dłoniach. Przez głowę przelatywało mi tysiące myśli.
Zastanawiałam się, czy nie postąpiłam zbyt dziecinnie i pochopnie, uciekając z restauracji, ale czułam żal do Justina i potrzebowałam czasu, by wszystko przemyśleć.
Nagle usłyszałam dźwięk komórki.
Spojrzałam na wyświetlacz, chociaż wiedziałam co tam zobaczę.
Justin.
- Halo? - zapytałam oschle.
- Alice, gdzie ty jesteś? - w jego głosie słychać było niepokój i troskę.
- Zawiodłeś mnie.. Obiecałeś, że wyjedziemy na wspólne wakacje, odpoczniemy od tego całego zamieszania, że nacieszymy się sobą, jak nigdy dotąd. Obiecałeś mi to.. - szepnęłam, czując że do oczu cisną mi się łzy.
- Musisz zrozumieć, że nie zawsze jest tak, jak sobie wymarzymy. Życie jest brutalne, a show biznes jeszcze brutalniejszy, więc sama widzisz, że mamy dwa razy trudniej, niż normalni ludzie.
- Przestań w kółko dzielić ludzi na dwie grupy! My też jesteśmy normalnymi ludźmi, którzy potrzebują prywatności i spokoju! Tak wiele mi obiecywałeś, a jak do tej pory żadna z tych obietnic się nie spełniła. Justin, jak ja mam ci ufać, skoro ciągle mnie oszukujesz? - moje serce przepełniał żal.
- Alice wiedziałaś w co się pakujesz, zostając moją dziewczyną. Wiedziałaś, że nie będzie nam łatwo i nasze życie, nie będzie usłane różami, ale myślałem, że jesteś wytrwalsza, że twoje uczucie do mnie przezwycięży przeciwności i wbrew wszystkim będziemy szczęśliwi.
- Najwidoczniej się myliłeś, a ja coraz częściej zastanawiam się, czy nie popełniłam błędu, zostając twoją dziewczyną. Mam już dość. Wszystko zmienia się jak w kalejdoskopie. Raz jesteśmy szczęśliwą, idealną parą, a za kilka dni wkrada się kolejny kryzys. Potrzebuję stałości w związku, a takie wahania szybko go niszczą - westchnęłam, a w słuchawce zapanowała cisza.
- Proszę cię, odwołaj te słowa - po kilku sekundach, usłyszałam cichy głos Justina - mówisz tak, jakbyś chciała ze mną zerwać. W dodatku przez telefon. Proszę cię, wróć do hotelu i spokojnie porozmawiamy.
- Nie. Zostaję tu gdzie jestem. Dobranoc Justin - powiedziałam oschle i rozłączyłam się.
Wybuchłam płaczem i wtulając się w poduszkę, pozwalałam by łzy swobodnie spływały po moich policzkach.
Czułam strach przed przyszłością. Bałam się każdego, kolejnego dnia, nie wiedząc co przyniesie.
Balansowaliśmy z Justinem nad przepaścią i każdy nieostrożny ruch, mógł prowadzić to tragedii.
Tragedii, której nie będzie można odwrócić..
______________________________________________
Trochę krótki rozdział, ale brakło mi pomysłów.
Jak zauważyłyście, zmieniłam wystrój bloga.
Podoba Wam się?
Dawno o nic Was nie pytałam, więc dziś mam kolejne pytanie.
Z czym kojarzy Wam się piosenka "Never say never "?
Może macie z nią jakieś pozytywne wspomnienia?
Jeżeli chcecie, piszcie swoje odczucia w komentarzach.
Dziś wieczorem pojawi się nowy rozdział na smilestory, więc zapraszam do czytania.
Dziękuję za prawie 18 tysięcy wejść <3
Uwielbiam Was z całego serca!
Pytania?
Tagi:
opowiadanie
Moje kochane.
Postanowiłyśmy z usmiechnieta założyć wspólny blog, na którym będziemy pisać opowiadanie o Justinie.
Wszystkich chętnych zapraszam tutaj.
Już niebawem zaczynamy!
btw. pytacie mnie o rozdział, więc informuję, że powinien pojawić się na początku tygodnia.
Kocham <3
Postanowiłyśmy z usmiechnieta założyć wspólny blog, na którym będziemy pisać opowiadanie o Justinie.
Wszystkich chętnych zapraszam tutaj.
Już niebawem zaczynamy!
btw. pytacie mnie o rozdział, więc informuję, że powinien pojawić się na początku tygodnia.
Kocham <3
Tagi:
opowiadanie
*** Oczami Alice ***
Biegałam po domu, pakując wszystkie potrzebne rzeczy. Stan, który wówczas mnie ogarnął, mogłam określić jako wyjątkowo silną euforię.
Podskakiwałam, gwizdałam, śpiewałam, a co kilka minut cicho krzyczałam, aby wyładować swoje szczęście.
- Czemu nie powiedziełaś nam od razu, że twoje zerwanie z Justinem, było ustawką? - zapytała mama, gdy weszłam do kuchni po jogurt.
- Nie mogłam powiedzieć o tym nikomu. Scooter dał mi wyraźne polecenia i musiałam postępować zgodnie z nimi - otworzyłam lodówkę i wyjęłam z niej jogurt truskawkowy.
- Ale przecież jesteśmy twoimi rodzicami, mieliśmy prawo wiedzieć, co dzieje się w życiu naszej córki. Może moglibyśmy jakoś zareagować, zaprotestować,zrobić cokolwiek by uniknąć tego całego zamieszania - mama wyglądała na nieco zawiedzioną.
- Nie moglibyście nic zrobić. Bylibyście tak samo bezradni jak ja, Justina, czy Pattie - wzruszyłam ramionami i nabrałam na łyżeczkę porcję jogurtu.
- Masz chociaż zamiar pożegnać się z Chrisem? Ostatnio bardzo dobrze się dogadujecie i muszę przyznać, że przez chwilę myślałam, że znów zostaniecie parą - uśmiechnęła się nieśmiało, a ja postukałam się palcem po głowie.
- Nie wiem czy wiesz, ale istnieje coś takiego, jak przyjaźń damsko-męska.
- Dobrze, już dobrze - mama machnęła ręką i wyszła z kuchni, a ja wyciągnęłam komórkę i wybrałam numer Chrisa.
Poprosiłam by pojawił się u mnie najszybciej jak potrafii, a sama pobiegłam zmienić ubranie i zrobić delikatny makijaż.
Gdy nakładałam pomadkę na usta, usłyszałam dzwonek do drzwi, więc zbiegłam na dół by je otworzyć.
Dla pewności spojrzałam przez judasza, a kiedy zobaczyłam piękną twarz Chrisa, otworzyłam mu z uśmiechem, wymalowanym na twarzy.
- Cześć mała - cmoknął mnie w policzek - coś się stało? Przyszedłem najszybsciej jak mogłem.
- Chodźmy do pokoju i zaraz wszystkiego się dowiesz - ruszyłam na piętro, a on podążył za mną.
- Co?! Tak po prostu wyjeżdżasz? - Chris patrzył na mnie szeroko otwartymi oczami i nie dowierzał w to co powiedziałam.
- Przecież wiedziałeś, że mój pobyt w Atlancie jest tylko chwilowy i że prędzej, czy później wrócę do Los Angeles, by rozwijać karierę - zdenerwowana, bawiłam się kosmykiem włosów, a Chris niespokojnie chodził po pokoju.
- Wiedziałem, że ten dzień nadejdzie, ale nie wiedziałem, że tak szybko. Myślałem, że zdążymy.. - urwał i spojrzał na mnie zmieszany.
- Zdążymy co? - zlustrowałam go wzrokiem, a on spuścił głowę.
- Że zdążymy do siebie wrócić. Myślałem, że to co tworzyło się między nami, to coś więcej niż przyjaźń - szepnął ledwo słyszalnie, a ja patrzyłam na niego w osłupieniu - teraz widzę jak bardzo się myliłem, jak bardzo byłem naiwny - zaśmiał się rozgoryczony.
- Przepraszam, ale nie wiedziałam, że robię ci nadzieję. Myślałam, że wiesz, że to co było między nami, już nigdy nie wróci - nerwowo przygryzłam wargę, a on cicho prychnął.
- Życzę szczęścia z Justinem - spojrzał na mnie, a w jego oczach dostrzegłam łzy.
- Chris..
- Daruj sobie - odwrócił się na pięcie i szybkim krokiem wyszedł z mojego pokoju.
Słyszałam jego kroki na schodach i przez chwilę chciałam za nim pobiec, ale doszłam do wniosku, że tak naprawdę nie mam mu nic do powiedzenia. Wiedziałam, że jedyne co mu potrzeba, to czas, który zagoi rany.
Zrezygnowana opadłam na łóżko i zastanawiałam się czemu każdą piękną chwilę, coś musi zepsuć.
Z zamyślenia wyrwał mnie głos Mikea, który wszedł do mojego pokoju.
- Musimy jechać. Za 30 minut masz samolot - zakomunikował i zabrał mój bagaż do samochodu.
Chwyciłam torbę, przelotnie spojrzałam na siebie w lustrze i zeszłam na dół.
Pod drzwiami czekali na mnie rodzice, którzy, gdy tylko do nich dołączyłam, obdarowali mnie masą pocałunków i uścisków.
- Dzwoń codziennie i obiecaj, że niebawem nas odwiedzisz - powiedziała mama, patrząc na mnie czule - kochamy cię - złożyła na moim czole delikatny pocałunek, a tata poczochrał moje włosy.
- Ja was też - pomachałam im i udałam się do samochodu.
Lot przebiegł bardzo spokojnie, a na lotnisku w LA panował nadzwyczajny spokój, więc szybko ruszyliśmy do hotelu, w którym zatrzymał się Justin, wraz z resztą ekipy.
Siedziałam na przednim siedzeniu i nerwowo spoglądałam za okno. Serce łomotało mi jak oszalałe, a przed oczami ciągle stawała scena spotkania z Justinem. Wyobrażałam sobie jak się zachowamy, co powiemy, jak będziemy się czuć.
W pewnym momencie, wyrósł przed nami ogromny wierzowiec, a gdy Mike, zaparkował przed wejściem, nie miałam wątpliwości, że to właśnie ten hotel.
W holu dowiedziałam się, że Justin zajmuje pokój na 7 piętrze z numerem 167.
Pewnym krokiem wsiadłam do windy, ale za to bardzo niepewnym z niej wysiadłam. Odszukałam wzrokiem pokój z danym numerkiem i gdy dostrzegłam go na końcu korytarza, biorąc głęboki wdech, ruszyłam w jego kierunku.
Stanęłam przed drzwiami i cicho w nie zapukałam. Usłyszałam szybkie kroki i gdy drzwi zaczęły się uchylać, miałam wrażenie, że moje serce wyskoczy z piersi.
Ku mojemu ogromnemu zaskoczeniu, dostrzegłam w nich nie Justina, a hotelową sprzątaczkę, trzymającą w rękach kosz z brudnymi ręcznikami.
- Dzień dobry - uśmiechnęłam się do niej - czy nie wie pani gdzie jest Justin?
- Pan Bieber? Właśnie wyszedł do ogrodu - oświadczyła i wyszła z jego pokoju.
Rzuciłam moje bagaże na łóżku i zjechałam do holu, z którego udałam się do hotelowego ogrodu.
Był to mały, aczkolwiek bardzo zadbany plac, porośnięty różnymi gatunkami kwiatów, między którymi stała mała fontanna.
Przechadzałam się między rabatami, gdy na jednej z ławek dostrzegłam znajomą sylwetkę.
Justin.
Z głową odchyloną do tyłu i zamkniętymi oczyma, wygrzewał się na słońcu.
Promienie delikatnie oświetlały jego rumianą twarz, a włosy falowały na wietrze.
Cicho zaszłam go od tyłu i bardzo powoli, zakryłam mu oczy dłońmi.
Przez jego ciało przeleciał dreszcz, a dłonie spoczęły na moich.
Powoli przejechał opuszkami palców, nawierzchnię moich dłoni, a po chwili zsunął je z twarzy.
Odwrócił głowę w moją stronę i spojrzał na mnie swoimi oczyma, a ja utonęłam w ich czekoladowej głębi.
Gwałtownie zerwał się z ławki i przyciągnął mnie do siebie, a ja utonęłam w jego ramionach, rozkoszując się cudownym zapachem. Zachłannie przyciskał mnie do siebie, jakby bojąc się, że za chwilę znów mnie straci. Jeździł rękoma po moim ciele, aż w końcu wpletł je w moje włosy i odchylił głowę do tyłu.
Poczułam smak jego rozpalonych ust i na nowo przypominałam sobie ich słodki smak. Tak bardzo mi tego brakowało.
Nasze języki tańczyły, a usta łączyły się w jedność. Czułam jego przyspieszony oddech i narastające pożądanie.
- Nawet nie wyobrażasz sobie, jak za tobą tęskniłem - wydyszał i znów mnie pocałował.
- Kocham cię, kocham cię, kocham cię i będę to powtarzać każdego dnia - uśmiechnęłam się do niego, gdy stykaliśmy się nosami i głęboko patrzyliśmy sobie w oczy.
- Ja ciebie też i obiecuję, że nigdy więcej nie pozwolę, by cokolwiek nas rozdzieliło. Od dzisiejszego dnia liczysz się tylko ty i nic więcej mnie nie obchodzi - pocałował mnie w czubek głowy, a ja wtuliłam się w niego i rozkoszowałam jego obecnością.
- Alice, jak wspaniale znów cię zobaczyć - powiedziała Pattie, gdy wróciliśmy do hotelu, a reszta ekipy jej wtórowała.
Przywitałam się z każdym z osobna i zasiedliśmy do obiadu.
- Przepraszam, że za to całe zamieszanie i za to, że musiałaś tyle czasu spędzić bez Justina - powiedział Scooter, bawiąc się widelcem.
- Nic nie szkodzi, najważniejsze, że znów jesteśmy razem - uśmiechnęłam się do Biebsa, a on zrobił to samo - skorzystam z okazji, że jesteśmy wszyscy razem i coś wam ogłoszę - wszyscy spojrzeli na mnie uważnie, więc przeszłam do konkretów.
- Dostałam propozycję prowadzenia warsztatów tanecznych na obozie i przyjęłam ją, więc znikam na dwa tygodnie - uśmiechnęłam się, a wszyscy zaczęli mi gratulować.
- To znaczy, że znów będziemy musieli się rozstać? - Justin patrzył na mnie z wyrzutem.
- Nie, gdyż chcę, żebyś jechał ze mną - powiedziałam i wbiłam widelec w krewetkę.
Justin ożywił się i z uśmiechem, wrócił do pałaszowania obiadu.
Resztę dnia spędziłam na sali tanecznej, wymyślając układ, którego będę uczyła na obozie, a Justin siedział przy lustrze i obserwował każdy mój ruch.
- Nie mogę się na ciebie napatrzeć. Tak bardzo za tobą tęskniłem i nie dociera do mnie, że znów jesteśmy razem i przed nami tak długo wyczekiwana noc - powiedział, gdy zrobiłam krótką przerwę, by złapać oddech.
Uśmiechnęłam się i zalotnie przygryzłam wargę, a Justin przejechał palcem po moim nagim brzuchu.
- Mam ochotę zedrzeć z ciebie top i zrobić to teraz - rozejrzał się dookoła, ale ja dałam mu do zrozumienia, że musi czekać do wieczora.
Spojrzał na mnie zawiedziony, a ja z rozbawieniem wróciłam do wymyślania choreografii.
Do hotelu wróciliśmy o 21.
Wzięłam szybki prysznic, założyłam na siebie koszulkę Justina i wróciłam do sypialni.
Justin leżał w łóżku, podbierając się na łokciu i bacznie mi się przyglądał.
- Co? - zapytałam w końcu, siadając na brzegu łóżka i wcierając w ciało, truskawkowy balsam.
- Nic - uśmiechnął się łobuzersko - wiesz, że kocham truskawki? - zapytał i polizał moją nogę.
Zaśmiałam się i odsunęłam się od niego, a on znów mnie polizał, jednak tym razem była to ręka.
Chwilę później przyssał się do mojej szyi, zostawiając ślad w postaci ogromnej malinki. Zanosiłam się śmiechem, próbując odepchnąć go od siebie, ale on zatrzasnął mnie w uścisku, zlizując balsam z mojego ciała.
W końcu poczułam, że wjeżdża rękami pod koszulkę, powoli ją ściągając i odsłaniając moje nagie ciało.
Uśmiechnął się na jego widok i pocałował moje piersi.
Jęknęłam i odchyliłam głowę do tyłu, a on widząc moje zadowolenie, kontynuował.
Błądził dłońmi po moim ciele, a ja dyszałam. Delikatnie przygryzł mojego sutka, a pożądanie narastało z każdym kolejnym dotykiem i pocałunkiem.
Szybkim ruchem zdarłam z niego ubranie i przejechałam dłońmi, po jego umięśnionym torsie. Patrzyłam mu w oczy, a on uśmiechał się łobuzersko.
W pewnej chwli poczułam, że jego dłonie wędrują do mojej pusi ( lol ).
Ciało zalała fala ciepła i rozkoszy, a zmysły szalały.
W końcu, po długiej grze wstępnej wszedł we mnie. Krzyknęłam z podniecenia, a on coraz gwałtowniej ruszał biodrami. Upajałam się tą chwilą, na którą tak długo czekałam i cieszyłam się z każdej sekundy, jego bliskości.
Ściskał moje falujące piersi i głośno dyszał, a ja wbijałam paznokcie w jego plecy. W pokoju panował półmrok, lecz z łatwością dostrzegłam ogniki w jego oczach, które świdrowały każdą część, mojego rozpalonego do czerwoności ciała. Po kilku minutach poczułam, że zbliżamy się do końca, więc ostatkami sił przyciskałam go do siebie, a on pracował na najwyższych obrotach.
- Jezu, jak mi tego brakowało - powiedział ciężką dysząc, gdy wszystko dobiegło końca.
Nie odpowiedziałam. Pocałowałam go i wtulając się w jego ciało, zasnęłam.
Obudziło mnie pukanie do drzwi.
- Proszę - krzyknęłam, a do pokoju weszła pokojówka z wózkiem, na którym znajdowało się śniadanie.
Poprosiłam by zostawiła je obok łóżka i wyszła z pokoju.
Szturchnęłam Justina, a on leniwie otworzył oczy i spojrzał na mnie z uśmiechem.
- Dzień dobry - pocałował mnie na powitanie.
- Mamy śniadanie - powiedziałam i wyślizgnęłam się z łóżka.
Obrzuciłam wzrokiem przygotowane jedzenie i wybrałam jajecznicę na bekonie.
Wróciłam do łóżka z talerzem i zaczęłam jeść, a Justin poszedł w moje ślady i począł jedzenie kanapek.
Po skończnym śniadaniu wyszłam do łazienki, wciąć prysznic.
Ubrałam się , zrobiłam lekki makijaż i wróciłam do pokoju.
Justin właśnie ubierał spodnie, a do pokoju weszła Pattie.
- Dzień dobry dzieci - rzuciła na powitanie i ukradła z wózka z jedzeniem winogrono - Scooter prosił, bym przekazała wam, że dziś wieczorem zaprasza was do siebie Ellen. Możecie mi powiedzieć, czemu ona was tak często zaprasza? Jest tyle innych gwiazd, a w kółko pojawiacie się u niej wy.
- Po prostu nas lubi. Zresztą kto by nas nie lubił - Justin zaśmiał się łobuzersko, a Pattie pogroziła mu palcem i wyszła z pokoju.
Do wywiadu mieliśmy sporo czasu, więc postanowiliśmy wyjść na miasto.
Przed hotelem tradycyjnie obstąpił nas tłum paparazzi, oślepiających nas błyskiem fleszy i zasypujących masą pytań, na które żadne z nas nie miało ochoty odpowiadać.
Zajrzeliśmy do centrum handlowego, gdzie Justin kupił kolejną parę butów i kilka fullcapów do kolecji, a ja wzbogaciłam się o nowe bluzki, parę spodni i ubranie na wieczór.
Zadowoleni z zakupów, udaliśmy się do pobliskiej restauracji, zamawiając koktajle owocowe.
- Nie myślałeś o tym, żeby odwiedzić Mary? - zapytałam, mieszając słomką koktajl.
- Nie, ale w sumie to całkiem niezły pomysł - Justin pokiwał głową z aprobatą, a ja wzięłam łyk napoju.
- A coś by powiedział na to, żebyśmy odwiedzili jakąś małą, cichą i spokojną, polską wieś? - zapytałam, a Justin spojrzał na mnie zaciekawiony.
- Kontynuuj - poprosił, wyraźnie zaciekawiony.
- No wiesz.. takie odcięcie od świata, dobrze nam zrobi. Zero paparazzi, zero zamieszania, zero fanów i ciągłych wywiadów. Tylko ja, ty i przyroda. Zawsze chciałam obcować z naturą, a teraz mamy na to idealną okazję - mówiłam jak nakręcona, a Justin przytakiwał - moglibyśmy spać pod namiotami, albo pod gołym niebem, jeść świeże owoce, chodzić na spacery do lasu, wsłuchiwać się w szum wody i śpiew ptaków, wylegiwać się na łące i po prostu cieszyć się sobą - powiedziałam rozmarzona.
- Wchodzę w to - krzyknął Justin z entuzjazmem, a wszyscy klienci spojrzeli w naszą stronę.
Zaśmiałam się, a speszony Justin spuścił głowę.
Po powrocie do hotelu, zaczęliśmy się szykować na wieczorny wywiad u Ellen.
Ubrałam kupiony zestaw, zrobiłam makijaż i fryzurę i po godzinie byłam gotowa do wyjścia.
Jak się okazało Justin również był gotowy, więc Kenny dowiósł nas na miejsce.
Ellen przywitała nas uściskami, po czym udała się do studia, a my do naszej garderoby.
Poprawiałam włosy, gdy nagle do pomieszczenia weszła Jasmine.
Justin spojrzał na nią z szeroko otwartymi oczami, a mi z zaskoczenia odebrało mowę.
Nie widziałam jej od przyjęcia, wydawanego przez D&G, a teraz stała w naszej garderobie i lustrowała wzrokiem Justina.
- Co ty tu robisz? - wydusił z siebie Justin.
- Byłam gościem w programie. Ellen mnie zaprosiła - teatralnie odrzuciła swoje kręcone włosy, a ja wykrzywiłam twarz z niezadowolenia.
- Słuchaj, chyba nie jesteś tu mile widziana, więc bądź tak miła i opuść tą garderobą - powiedział Justin i wskazał ręką drzwi.
- Po tym jak mnie ostatnio potraktowałeś, należą mi się chyba jakieś przeprosiny - spletła ręce na piersi i patrzyła obrażonym wzrokiem na Biebsa.
- Że co proszę? Nie mam zamiaru za nic cię przepraszać. Wykorzystałaś mnie i moją słabość, a teraz liczysz na przeprosiny? Jesteś chora - Justin patrzył na nią zniesmaczony, a ja obserwowałam rozwój akcji.
- Nie cofniemy czasu i tego, że się ze mną przespałeś - uśmiechnęła się złośliwie - muszę przyznać, że w łóżku jesteś świetny - Justin eksplodował i ze złośćią popchnął Jasmine, która z hukiem wpadła na drzwi.
- Jeżeli jeszcze raz powiesz coś takiego, nie ręcze za siebie - powiedział, łapiąc ją za nadgarstek i wypychając za drzwi, które zaraz potem zatrzasnął.
Usiadł na kanapie i schował twarz w dłoniach, a ja usiadłam obok niego, obejmując go ramieniem.
- Przepraszam, że musiałaś tego słuchać - szepnął - tak bardzo żałuję tego, co się wtedy wydarzyło, ale nie byłem świadom co robię.
- Nie przejmuj się, nie mam ci już tego za złe. Wybaczyłam ci to i nie chcę do tego wracać, więc zapomnijmy o tym co mówiła - oparłam mu głowę na ramieniu, a ręką masowałam jego plecy.
- Dziękuję - wyszeptał i przytulił mnie do siebie.
- W dzisiejszym programie, spotkamy się z najgorętszą parą w Holywood, która ostatnio przechodziła dość burzliwy okres w swoim związku. Dziś postaram dowiedzieć się nieco więcej na ten temat i znaleźć odpowiedź na nurtujące was pytania. Zapraszam do mnie Justina Biebera i Alice bons. Wielkie brawa! - po zapowiedzi Ellen, publiczność zaczęła klaskać, a my usiedliśmy na fotelach.
- I znów jesteście razem - westchnęła rozmarzona Ellen - jesteście moją ulubioną parą. Słodcy, młodzi, zakochani, czy ktoś się ze mną zgadza? - prowadząca spojrzała na publikę, która wyraziła poparcie głośnym aplauzem.
Uśmiechnęłam się i spojrzałam na Justina, który ściskał moją dłoń.
- Miło nam to słyszeć - Biebs obdarzył widownię słodkim uśmiechem, a wszystkie fanki cicho jękneły.
- Może na początek opowiecie nam coś, o ostatnim skandalu, dotyczącym ciebie i Ariany. Co tak naprawdę było między wami? - Ellen spojrzała na Justina, który zacisnął usta.
- Między mną i Arianą nie było absolutnie nic. Nasza wielka miłość - powiedział, robiąc znak cudzysłowia w powietrzu - była ustawiona na potrzeby kariery Ariany, którą napędzała jej mama, kosztem moim i Alice. Kazała nam rozstać się i zniknąć Alice z mojego życia, by jej miejsce mogła zająć Ariana. Wszystko co widzieliście na okładkach tabloidów, każdy pocałunek, uścisk, było udawane i wyreżyserowane.
- Nie mogłeś się sprzeciwić? Przecież masz swoje zdanie, które inni muszą brać pod uwagę - Ellen wyglądała na zaskoczoną całą sytuacją.
- To jest show biznes, tu nic nie trzeba. Czasem ktoś narzuca nam pewne zasady z góry i musimy je przestrzegać, bez względu na to, że nam nie odpowiadają.
- A twój manager? Czemu się na to zgodził? Przecież to on kieruje twoją karierą, więc mógł odmówić pani Grande.
- To dość skomplikowane i osobiste, więc nie poruszajmy tego tematu - powiedział Justin i uśmiechnął się blado.
Ellen spojrzała na niego ze zrozumieniem i zmieniła temat. Zadawała nam pytania odnośnie kariery, pracy, moich warsztatów i innych przyziemnych spraw.
- Na zakończenie programy, porozmawiajmy o was - Ellen obdarzyła nas uśmiechem, a ja poprawiłam włosy - pytanie do ciebie Alice. Powiedz mi, jak odbierasz to, że miliony nastolatek, zabijają się o twojego chłopaka. Nie czujesz zazdrości?
- Nie, bo wiem, że Justin jest mi wierny, a poza tym, fanki to nieodłączny element naszego życia, więc przywykłam do tego. Przecież nie mogłabym mu zabronić spotykania się z fanami, rozmawiania z nimi i pogłębiania łączącej ich więzi, która jest bardzo wyjątkowa - uśmiechnęłam się i ku mojemu wielkiemu zaskoczeniu, zostałam obdarowana brawami. Spuściłam głowę, speszona a Ellen poklepała mnie po ramieniu.
- Jesteś wyjątkowa i oni to doceniają - szepnęła mi do ucha, by nikt nie słyszał - cieszą się, że ich idol, ma przy boku kogoś takiego jak ty, kogoś, w kim zawsze znajdzie oparcie.
Uśmiechnęłam się do niej z wdzięcznąścią.
- Dobrze - odchrząknęł i przygładziła bluzkę - teraz może kilka pytań od fanów. Jacyś chętni? - spojrzała na widownię, a kilkadziesiąt fanek podniosło ręce do góry.
Ellen wstała ze swojego miejsca i podeszła do dziewczyny w czerwonym sweterku, która nerwowo poprawiała włosy.
Podała jej mikrofon, a ta odebrała go trzęsącymi rękoma.
- Justin kocham cię - powiedziała, patrząc na niego rozmarzonym wzrokiem.
- Och, jak słodko. Ja ciebie też - Justin przesłał jej buziaka, a ona jęknęła.
- Pytanie - ponagliła ją Ellen, a ona nieco speszona pokiwała głową.
- Więc chciałam zapytać Justina, czy istenieje możliwość, byś umówił się ze mną na kolację - uśmiechnęła się nieśmiało, a Justin zaniósł się śmiechem.
- No cóż - powiedział - nie wiem co powiedziałaby na to Alice - spojrzał na mnie z rozbawieniem.
- Nie mam nic przeciwko - wzruszyła ramionami, a po chwili dołączyłam do śmiejących się ludzi.
Dziewczyna skuliła się na krześle, a na jej twarz wystąpiły rumieńce. Ellen odebrała od niej mikrofon i podała kolejnej dziewczynie. Tym razem była to pulchna azjatka, która trzymała w ręku plakat z Justinem.
- Twoje pytanie? - zapytała Ellen.
- Czy mogłabym dostać od ciebie całusa? Chociaż w policzek? - spojrzała na Justina błagalnie, a publiczność znów zaniosła się śmiechem.
Justin wstał z fotela i ruszył w stronę widowni, gdzie wszystkie fanki gwałtownie się ożywiły, wyciągając ręce w jego stronę.
Gdy podszedł do azjatki, początkowo mocno ją przytulił, a następnie dał jej siarczystego buziaka w policzek. Dziewczyna rozpłakała się i złapała Biebsa za rękę, nie chcąc jej puściś. Justin próbował wyrwać się z uścisku, ale dziewczyna nie dawała za wygraną. W pewnym momencie przyciągnęła go do siebie, próbując pocałować. Nerwowo spojrzałam na Ellen, która wezwała na salę ochroniarzy. Podbiegli do dziewczyny i poprosili by ta puściła Justina, a gdy odmówiła, użyli siły, wyprowadzając ją z sali.
- To chyba byłoby na tyle pytań - Ellen spojrzała na Justina, który szedł w moim kierunku rozmasowując czerwoną rękę.
Gdy Justina usiadł na fotelu, wyglądał na dość przestraszonego. Ellen również to zauważyła i zakończyła program.
- Wszystko w porządku? - zapytała Ellen, gdy zeszliśmy za kulisy.
- Tak, już przywykłem do tego, że fanki rzucają się na mnie z każdej możliwej strony - zaśmiał się, a ja przewróciłam oczami.
Do hotelu wróciliśmy godzinę później.
Po kolacji, wzięłam długą, relaksującą kąpiel, a Justin oglądał zdjęcia i nagrania z dzisiejszego wywiadu.
- Patrz jaką mam minę, gdy ta dziewczyna łapie mnie za rękę - pokazał palcem w monitor, gdy wyszłam z łazienki.
Podeszłam do niego i spojrzałam mu przez ramię. Musiałam przyznać, że jego mina była bezcenna. Wymuszony uśmiech z przerażeniem, malującym się na twarzy.
Oboje zanieśliśmy się śmiechem, gdy do pokoju wszedł Scooter. Nieco skrępowana naciągnęłam bluzkę Justina, którą ubrałam po kąpieli, a Scooter widząc moje zakłopotanie uśmiechnął się dwuznacznie.
- Jutro wieczorem zagrasz prywatny koncert dla jakiejś bogatej smarkuli, która obchodzi 16 urodziny. Przed momentem był u mnie jej tata i zapłacił sporą sumę, więc zgodziłem się - po tych słowach manager wyszedł z pokoju, a Justin głośno wypuścił powietrze.
- Myslałem, że wybierzemy się jutro na jakiś wieczorny wypad, imprezę, czy kolację, ale kolejny raz będę musiał to przełożyć - zamknął laptopa i odłożył go na łóżko. Wyciągnął ręke w moją stronę, a ja podałam mu swoją. Przyciągnął mnie do siebie i objął w pasie, patrząc mi głęboko w oczy. W pokoju panował przyjemny półmrok, a jego wnętrze rozświetlały jedynie świece, poustawiane na półkach. Justin sięgnął po mały pilocik, leżący na szafce nocnej i włączył muzykę, która wypełniła całe pomieszczenie. Bujaliśmy się w rytm, romantycznej ballady, a ja zastanawiałam się czy to wszystko nie jest snem.
Snem, z którego przyjdzie mi się obudzić, nim zdąże nasycić nim każdy zmysł, każdą część mojego ciała.
Czułam ciepły, słodki oddech Justina na mojej skórze i poczułam, że przebiega mnie dreszcz. Po chwili,dotknął mojego policzka, więc zamknęłam oczy i wtuliłam się w jego aksamitną dłoń. Słyszałam bicie jego serca i równomiery oddech, który koił codzienność, zamieniając ją w magię.
Powoli otworzyłam oczy i tonęłam w ich głębi, która zdawała się nie mieć końca. Nasze twarze dzieliły centymetry, które po kilku sekundach zredukowały się do milimetrów. W końcu poczułam smak jego ust. Musnął delikatnie moje rozpalone wargi, które drżały z podniecenia.
Przygryzłam jego dolną wargę, a w jego oczach malowało się rozbawienie, które zamieniało się w pożądanie i dzikość.
Subtelny i spokojny pocałunek, przerodził się w dziki, namiętny taniec, który burzył moją szarą egzystencję i budował ją na nowo, dodając do niej szczyptę pikanterii.
Justin powoli zjechał rękoma po moich plecach, zatrzymując się przy pośladkach, które delikatnie masował. Mruknęłam przeciągle, a z jego ust dobiegł wdzięczny śmiech, będący najpiękniejszą melodią dla moich uszu.
Zamknęłam oczy i znów wpiłam się w jego usta.
Tej nocy nie istniał dla nas świat. Byliśmy tylko ja i on, a wszystko inne straciło znaczenie...
____________________________________
Wiem, że wcale rozdział nie jest tak długi, jak miał być, ale to z powodu braku czasu.
Dziękuję Wam za te wszystkie miłe słowa. Każdego dnia, dostaje nowe komentarze, w których piszecie jak bardzo podoba Wam się mój blog, a mi brak słów, by okazać moją wdzięczność. Dziękuję Wam z całego serca <3
Czasem, gdy uświadamiam sobie, jak duże nadzieje pokładacie w każdy rozdział, boję się, że to co napiszę, nie przypadnie Wam do gustu i przestaniecie to czytać.
Czuję pewnego rodzaju presję, ale to chyba właśnie ona daje mi motywację.
Chciałam również polecić pewnego bloga : http://justiine.bloblo.pl/
Dziewczyna dopiero zaczyna, ale już bardzo podoba mi się to co piszę. Mam nadzieję, że okażecie jej sympatię i pomożecie w dalszym rozwoju.
Jak podobał Wam się rozdział? Czuję, że czegoś mu brakuje, ale ostatnio to normalne.
Kocham <3
btw. pytania?
Biegałam po domu, pakując wszystkie potrzebne rzeczy. Stan, który wówczas mnie ogarnął, mogłam określić jako wyjątkowo silną euforię.
Podskakiwałam, gwizdałam, śpiewałam, a co kilka minut cicho krzyczałam, aby wyładować swoje szczęście.
- Czemu nie powiedziełaś nam od razu, że twoje zerwanie z Justinem, było ustawką? - zapytała mama, gdy weszłam do kuchni po jogurt.
- Nie mogłam powiedzieć o tym nikomu. Scooter dał mi wyraźne polecenia i musiałam postępować zgodnie z nimi - otworzyłam lodówkę i wyjęłam z niej jogurt truskawkowy.
- Ale przecież jesteśmy twoimi rodzicami, mieliśmy prawo wiedzieć, co dzieje się w życiu naszej córki. Może moglibyśmy jakoś zareagować, zaprotestować,zrobić cokolwiek by uniknąć tego całego zamieszania - mama wyglądała na nieco zawiedzioną.
- Nie moglibyście nic zrobić. Bylibyście tak samo bezradni jak ja, Justina, czy Pattie - wzruszyłam ramionami i nabrałam na łyżeczkę porcję jogurtu.
- Masz chociaż zamiar pożegnać się z Chrisem? Ostatnio bardzo dobrze się dogadujecie i muszę przyznać, że przez chwilę myślałam, że znów zostaniecie parą - uśmiechnęła się nieśmiało, a ja postukałam się palcem po głowie.
- Nie wiem czy wiesz, ale istnieje coś takiego, jak przyjaźń damsko-męska.
- Dobrze, już dobrze - mama machnęła ręką i wyszła z kuchni, a ja wyciągnęłam komórkę i wybrałam numer Chrisa.
Poprosiłam by pojawił się u mnie najszybciej jak potrafii, a sama pobiegłam zmienić ubranie i zrobić delikatny makijaż.
Gdy nakładałam pomadkę na usta, usłyszałam dzwonek do drzwi, więc zbiegłam na dół by je otworzyć.
Dla pewności spojrzałam przez judasza, a kiedy zobaczyłam piękną twarz Chrisa, otworzyłam mu z uśmiechem, wymalowanym na twarzy.
- Cześć mała - cmoknął mnie w policzek - coś się stało? Przyszedłem najszybsciej jak mogłem.
- Chodźmy do pokoju i zaraz wszystkiego się dowiesz - ruszyłam na piętro, a on podążył za mną.
- Co?! Tak po prostu wyjeżdżasz? - Chris patrzył na mnie szeroko otwartymi oczami i nie dowierzał w to co powiedziałam.
- Przecież wiedziałeś, że mój pobyt w Atlancie jest tylko chwilowy i że prędzej, czy później wrócę do Los Angeles, by rozwijać karierę - zdenerwowana, bawiłam się kosmykiem włosów, a Chris niespokojnie chodził po pokoju.
- Wiedziałem, że ten dzień nadejdzie, ale nie wiedziałem, że tak szybko. Myślałem, że zdążymy.. - urwał i spojrzał na mnie zmieszany.
- Zdążymy co? - zlustrowałam go wzrokiem, a on spuścił głowę.
- Że zdążymy do siebie wrócić. Myślałem, że to co tworzyło się między nami, to coś więcej niż przyjaźń - szepnął ledwo słyszalnie, a ja patrzyłam na niego w osłupieniu - teraz widzę jak bardzo się myliłem, jak bardzo byłem naiwny - zaśmiał się rozgoryczony.
- Przepraszam, ale nie wiedziałam, że robię ci nadzieję. Myślałam, że wiesz, że to co było między nami, już nigdy nie wróci - nerwowo przygryzłam wargę, a on cicho prychnął.
- Życzę szczęścia z Justinem - spojrzał na mnie, a w jego oczach dostrzegłam łzy.
- Chris..
- Daruj sobie - odwrócił się na pięcie i szybkim krokiem wyszedł z mojego pokoju.
Słyszałam jego kroki na schodach i przez chwilę chciałam za nim pobiec, ale doszłam do wniosku, że tak naprawdę nie mam mu nic do powiedzenia. Wiedziałam, że jedyne co mu potrzeba, to czas, który zagoi rany.
Zrezygnowana opadłam na łóżko i zastanawiałam się czemu każdą piękną chwilę, coś musi zepsuć.
Z zamyślenia wyrwał mnie głos Mikea, który wszedł do mojego pokoju.
- Musimy jechać. Za 30 minut masz samolot - zakomunikował i zabrał mój bagaż do samochodu.
Chwyciłam torbę, przelotnie spojrzałam na siebie w lustrze i zeszłam na dół.
Pod drzwiami czekali na mnie rodzice, którzy, gdy tylko do nich dołączyłam, obdarowali mnie masą pocałunków i uścisków.
- Dzwoń codziennie i obiecaj, że niebawem nas odwiedzisz - powiedziała mama, patrząc na mnie czule - kochamy cię - złożyła na moim czole delikatny pocałunek, a tata poczochrał moje włosy.
- Ja was też - pomachałam im i udałam się do samochodu.
Lot przebiegł bardzo spokojnie, a na lotnisku w LA panował nadzwyczajny spokój, więc szybko ruszyliśmy do hotelu, w którym zatrzymał się Justin, wraz z resztą ekipy.
Siedziałam na przednim siedzeniu i nerwowo spoglądałam za okno. Serce łomotało mi jak oszalałe, a przed oczami ciągle stawała scena spotkania z Justinem. Wyobrażałam sobie jak się zachowamy, co powiemy, jak będziemy się czuć.
W pewnym momencie, wyrósł przed nami ogromny wierzowiec, a gdy Mike, zaparkował przed wejściem, nie miałam wątpliwości, że to właśnie ten hotel.
W holu dowiedziałam się, że Justin zajmuje pokój na 7 piętrze z numerem 167.
Pewnym krokiem wsiadłam do windy, ale za to bardzo niepewnym z niej wysiadłam. Odszukałam wzrokiem pokój z danym numerkiem i gdy dostrzegłam go na końcu korytarza, biorąc głęboki wdech, ruszyłam w jego kierunku.
Stanęłam przed drzwiami i cicho w nie zapukałam. Usłyszałam szybkie kroki i gdy drzwi zaczęły się uchylać, miałam wrażenie, że moje serce wyskoczy z piersi.
Ku mojemu ogromnemu zaskoczeniu, dostrzegłam w nich nie Justina, a hotelową sprzątaczkę, trzymającą w rękach kosz z brudnymi ręcznikami.
- Dzień dobry - uśmiechnęłam się do niej - czy nie wie pani gdzie jest Justin?
- Pan Bieber? Właśnie wyszedł do ogrodu - oświadczyła i wyszła z jego pokoju.
Rzuciłam moje bagaże na łóżku i zjechałam do holu, z którego udałam się do hotelowego ogrodu.
Był to mały, aczkolwiek bardzo zadbany plac, porośnięty różnymi gatunkami kwiatów, między którymi stała mała fontanna.
Przechadzałam się między rabatami, gdy na jednej z ławek dostrzegłam znajomą sylwetkę.
Justin.
Z głową odchyloną do tyłu i zamkniętymi oczyma, wygrzewał się na słońcu.
Promienie delikatnie oświetlały jego rumianą twarz, a włosy falowały na wietrze.
Cicho zaszłam go od tyłu i bardzo powoli, zakryłam mu oczy dłońmi.
Przez jego ciało przeleciał dreszcz, a dłonie spoczęły na moich.
Powoli przejechał opuszkami palców, nawierzchnię moich dłoni, a po chwili zsunął je z twarzy.
Odwrócił głowę w moją stronę i spojrzał na mnie swoimi oczyma, a ja utonęłam w ich czekoladowej głębi.
Gwałtownie zerwał się z ławki i przyciągnął mnie do siebie, a ja utonęłam w jego ramionach, rozkoszując się cudownym zapachem. Zachłannie przyciskał mnie do siebie, jakby bojąc się, że za chwilę znów mnie straci. Jeździł rękoma po moim ciele, aż w końcu wpletł je w moje włosy i odchylił głowę do tyłu.
Poczułam smak jego rozpalonych ust i na nowo przypominałam sobie ich słodki smak. Tak bardzo mi tego brakowało.
Nasze języki tańczyły, a usta łączyły się w jedność. Czułam jego przyspieszony oddech i narastające pożądanie.
- Nawet nie wyobrażasz sobie, jak za tobą tęskniłem - wydyszał i znów mnie pocałował.
- Kocham cię, kocham cię, kocham cię i będę to powtarzać każdego dnia - uśmiechnęłam się do niego, gdy stykaliśmy się nosami i głęboko patrzyliśmy sobie w oczy.
- Ja ciebie też i obiecuję, że nigdy więcej nie pozwolę, by cokolwiek nas rozdzieliło. Od dzisiejszego dnia liczysz się tylko ty i nic więcej mnie nie obchodzi - pocałował mnie w czubek głowy, a ja wtuliłam się w niego i rozkoszowałam jego obecnością.
- Alice, jak wspaniale znów cię zobaczyć - powiedziała Pattie, gdy wróciliśmy do hotelu, a reszta ekipy jej wtórowała.
Przywitałam się z każdym z osobna i zasiedliśmy do obiadu.
- Przepraszam, że za to całe zamieszanie i za to, że musiałaś tyle czasu spędzić bez Justina - powiedział Scooter, bawiąc się widelcem.
- Nic nie szkodzi, najważniejsze, że znów jesteśmy razem - uśmiechnęłam się do Biebsa, a on zrobił to samo - skorzystam z okazji, że jesteśmy wszyscy razem i coś wam ogłoszę - wszyscy spojrzeli na mnie uważnie, więc przeszłam do konkretów.
- Dostałam propozycję prowadzenia warsztatów tanecznych na obozie i przyjęłam ją, więc znikam na dwa tygodnie - uśmiechnęłam się, a wszyscy zaczęli mi gratulować.
- To znaczy, że znów będziemy musieli się rozstać? - Justin patrzył na mnie z wyrzutem.
- Nie, gdyż chcę, żebyś jechał ze mną - powiedziałam i wbiłam widelec w krewetkę.
Justin ożywił się i z uśmiechem, wrócił do pałaszowania obiadu.
Resztę dnia spędziłam na sali tanecznej, wymyślając układ, którego będę uczyła na obozie, a Justin siedział przy lustrze i obserwował każdy mój ruch.
- Nie mogę się na ciebie napatrzeć. Tak bardzo za tobą tęskniłem i nie dociera do mnie, że znów jesteśmy razem i przed nami tak długo wyczekiwana noc - powiedział, gdy zrobiłam krótką przerwę, by złapać oddech.
Uśmiechnęłam się i zalotnie przygryzłam wargę, a Justin przejechał palcem po moim nagim brzuchu.
- Mam ochotę zedrzeć z ciebie top i zrobić to teraz - rozejrzał się dookoła, ale ja dałam mu do zrozumienia, że musi czekać do wieczora.
Spojrzał na mnie zawiedziony, a ja z rozbawieniem wróciłam do wymyślania choreografii.
Do hotelu wróciliśmy o 21.
Wzięłam szybki prysznic, założyłam na siebie koszulkę Justina i wróciłam do sypialni.
Justin leżał w łóżku, podbierając się na łokciu i bacznie mi się przyglądał.
- Co? - zapytałam w końcu, siadając na brzegu łóżka i wcierając w ciało, truskawkowy balsam.
- Nic - uśmiechnął się łobuzersko - wiesz, że kocham truskawki? - zapytał i polizał moją nogę.
Zaśmiałam się i odsunęłam się od niego, a on znów mnie polizał, jednak tym razem była to ręka.
Chwilę później przyssał się do mojej szyi, zostawiając ślad w postaci ogromnej malinki. Zanosiłam się śmiechem, próbując odepchnąć go od siebie, ale on zatrzasnął mnie w uścisku, zlizując balsam z mojego ciała.
W końcu poczułam, że wjeżdża rękami pod koszulkę, powoli ją ściągając i odsłaniając moje nagie ciało.
Uśmiechnął się na jego widok i pocałował moje piersi.
Jęknęłam i odchyliłam głowę do tyłu, a on widząc moje zadowolenie, kontynuował.
Błądził dłońmi po moim ciele, a ja dyszałam. Delikatnie przygryzł mojego sutka, a pożądanie narastało z każdym kolejnym dotykiem i pocałunkiem.
Szybkim ruchem zdarłam z niego ubranie i przejechałam dłońmi, po jego umięśnionym torsie. Patrzyłam mu w oczy, a on uśmiechał się łobuzersko.
W pewnej chwli poczułam, że jego dłonie wędrują do mojej pusi ( lol ).
Ciało zalała fala ciepła i rozkoszy, a zmysły szalały.
W końcu, po długiej grze wstępnej wszedł we mnie. Krzyknęłam z podniecenia, a on coraz gwałtowniej ruszał biodrami. Upajałam się tą chwilą, na którą tak długo czekałam i cieszyłam się z każdej sekundy, jego bliskości.
Ściskał moje falujące piersi i głośno dyszał, a ja wbijałam paznokcie w jego plecy. W pokoju panował półmrok, lecz z łatwością dostrzegłam ogniki w jego oczach, które świdrowały każdą część, mojego rozpalonego do czerwoności ciała. Po kilku minutach poczułam, że zbliżamy się do końca, więc ostatkami sił przyciskałam go do siebie, a on pracował na najwyższych obrotach.
- Jezu, jak mi tego brakowało - powiedział ciężką dysząc, gdy wszystko dobiegło końca.
Nie odpowiedziałam. Pocałowałam go i wtulając się w jego ciało, zasnęłam.
Obudziło mnie pukanie do drzwi.
- Proszę - krzyknęłam, a do pokoju weszła pokojówka z wózkiem, na którym znajdowało się śniadanie.
Poprosiłam by zostawiła je obok łóżka i wyszła z pokoju.
Szturchnęłam Justina, a on leniwie otworzył oczy i spojrzał na mnie z uśmiechem.
- Dzień dobry - pocałował mnie na powitanie.
- Mamy śniadanie - powiedziałam i wyślizgnęłam się z łóżka.
Obrzuciłam wzrokiem przygotowane jedzenie i wybrałam jajecznicę na bekonie.
Wróciłam do łóżka z talerzem i zaczęłam jeść, a Justin poszedł w moje ślady i począł jedzenie kanapek.
Po skończnym śniadaniu wyszłam do łazienki, wciąć prysznic.
Ubrałam się , zrobiłam lekki makijaż i wróciłam do pokoju.
Justin właśnie ubierał spodnie, a do pokoju weszła Pattie.
- Dzień dobry dzieci - rzuciła na powitanie i ukradła z wózka z jedzeniem winogrono - Scooter prosił, bym przekazała wam, że dziś wieczorem zaprasza was do siebie Ellen. Możecie mi powiedzieć, czemu ona was tak często zaprasza? Jest tyle innych gwiazd, a w kółko pojawiacie się u niej wy.
- Po prostu nas lubi. Zresztą kto by nas nie lubił - Justin zaśmiał się łobuzersko, a Pattie pogroziła mu palcem i wyszła z pokoju.
Do wywiadu mieliśmy sporo czasu, więc postanowiliśmy wyjść na miasto.
Przed hotelem tradycyjnie obstąpił nas tłum paparazzi, oślepiających nas błyskiem fleszy i zasypujących masą pytań, na które żadne z nas nie miało ochoty odpowiadać.
Zajrzeliśmy do centrum handlowego, gdzie Justin kupił kolejną parę butów i kilka fullcapów do kolecji, a ja wzbogaciłam się o nowe bluzki, parę spodni i ubranie na wieczór.
Zadowoleni z zakupów, udaliśmy się do pobliskiej restauracji, zamawiając koktajle owocowe.
- Nie myślałeś o tym, żeby odwiedzić Mary? - zapytałam, mieszając słomką koktajl.
- Nie, ale w sumie to całkiem niezły pomysł - Justin pokiwał głową z aprobatą, a ja wzięłam łyk napoju.
- A coś by powiedział na to, żebyśmy odwiedzili jakąś małą, cichą i spokojną, polską wieś? - zapytałam, a Justin spojrzał na mnie zaciekawiony.
- Kontynuuj - poprosił, wyraźnie zaciekawiony.
- No wiesz.. takie odcięcie od świata, dobrze nam zrobi. Zero paparazzi, zero zamieszania, zero fanów i ciągłych wywiadów. Tylko ja, ty i przyroda. Zawsze chciałam obcować z naturą, a teraz mamy na to idealną okazję - mówiłam jak nakręcona, a Justin przytakiwał - moglibyśmy spać pod namiotami, albo pod gołym niebem, jeść świeże owoce, chodzić na spacery do lasu, wsłuchiwać się w szum wody i śpiew ptaków, wylegiwać się na łące i po prostu cieszyć się sobą - powiedziałam rozmarzona.
- Wchodzę w to - krzyknął Justin z entuzjazmem, a wszyscy klienci spojrzeli w naszą stronę.
Zaśmiałam się, a speszony Justin spuścił głowę.
Po powrocie do hotelu, zaczęliśmy się szykować na wieczorny wywiad u Ellen.
Ubrałam kupiony zestaw, zrobiłam makijaż i fryzurę i po godzinie byłam gotowa do wyjścia.
Jak się okazało Justin również był gotowy, więc Kenny dowiósł nas na miejsce.
Ellen przywitała nas uściskami, po czym udała się do studia, a my do naszej garderoby.
Poprawiałam włosy, gdy nagle do pomieszczenia weszła Jasmine.
Justin spojrzał na nią z szeroko otwartymi oczami, a mi z zaskoczenia odebrało mowę.
Nie widziałam jej od przyjęcia, wydawanego przez D&G, a teraz stała w naszej garderobie i lustrowała wzrokiem Justina.
- Co ty tu robisz? - wydusił z siebie Justin.
- Byłam gościem w programie. Ellen mnie zaprosiła - teatralnie odrzuciła swoje kręcone włosy, a ja wykrzywiłam twarz z niezadowolenia.
- Słuchaj, chyba nie jesteś tu mile widziana, więc bądź tak miła i opuść tą garderobą - powiedział Justin i wskazał ręką drzwi.
- Po tym jak mnie ostatnio potraktowałeś, należą mi się chyba jakieś przeprosiny - spletła ręce na piersi i patrzyła obrażonym wzrokiem na Biebsa.
- Że co proszę? Nie mam zamiaru za nic cię przepraszać. Wykorzystałaś mnie i moją słabość, a teraz liczysz na przeprosiny? Jesteś chora - Justin patrzył na nią zniesmaczony, a ja obserwowałam rozwój akcji.
- Nie cofniemy czasu i tego, że się ze mną przespałeś - uśmiechnęła się złośliwie - muszę przyznać, że w łóżku jesteś świetny - Justin eksplodował i ze złośćią popchnął Jasmine, która z hukiem wpadła na drzwi.
- Jeżeli jeszcze raz powiesz coś takiego, nie ręcze za siebie - powiedział, łapiąc ją za nadgarstek i wypychając za drzwi, które zaraz potem zatrzasnął.
Usiadł na kanapie i schował twarz w dłoniach, a ja usiadłam obok niego, obejmując go ramieniem.
- Przepraszam, że musiałaś tego słuchać - szepnął - tak bardzo żałuję tego, co się wtedy wydarzyło, ale nie byłem świadom co robię.
- Nie przejmuj się, nie mam ci już tego za złe. Wybaczyłam ci to i nie chcę do tego wracać, więc zapomnijmy o tym co mówiła - oparłam mu głowę na ramieniu, a ręką masowałam jego plecy.
- Dziękuję - wyszeptał i przytulił mnie do siebie.
- W dzisiejszym programie, spotkamy się z najgorętszą parą w Holywood, która ostatnio przechodziła dość burzliwy okres w swoim związku. Dziś postaram dowiedzieć się nieco więcej na ten temat i znaleźć odpowiedź na nurtujące was pytania. Zapraszam do mnie Justina Biebera i Alice bons. Wielkie brawa! - po zapowiedzi Ellen, publiczność zaczęła klaskać, a my usiedliśmy na fotelach.
- I znów jesteście razem - westchnęła rozmarzona Ellen - jesteście moją ulubioną parą. Słodcy, młodzi, zakochani, czy ktoś się ze mną zgadza? - prowadząca spojrzała na publikę, która wyraziła poparcie głośnym aplauzem.
Uśmiechnęłam się i spojrzałam na Justina, który ściskał moją dłoń.
- Miło nam to słyszeć - Biebs obdarzył widownię słodkim uśmiechem, a wszystkie fanki cicho jękneły.
- Może na początek opowiecie nam coś, o ostatnim skandalu, dotyczącym ciebie i Ariany. Co tak naprawdę było między wami? - Ellen spojrzała na Justina, który zacisnął usta.
- Między mną i Arianą nie było absolutnie nic. Nasza wielka miłość - powiedział, robiąc znak cudzysłowia w powietrzu - była ustawiona na potrzeby kariery Ariany, którą napędzała jej mama, kosztem moim i Alice. Kazała nam rozstać się i zniknąć Alice z mojego życia, by jej miejsce mogła zająć Ariana. Wszystko co widzieliście na okładkach tabloidów, każdy pocałunek, uścisk, było udawane i wyreżyserowane.
- Nie mogłeś się sprzeciwić? Przecież masz swoje zdanie, które inni muszą brać pod uwagę - Ellen wyglądała na zaskoczoną całą sytuacją.
- To jest show biznes, tu nic nie trzeba. Czasem ktoś narzuca nam pewne zasady z góry i musimy je przestrzegać, bez względu na to, że nam nie odpowiadają.
- A twój manager? Czemu się na to zgodził? Przecież to on kieruje twoją karierą, więc mógł odmówić pani Grande.
- To dość skomplikowane i osobiste, więc nie poruszajmy tego tematu - powiedział Justin i uśmiechnął się blado.
Ellen spojrzała na niego ze zrozumieniem i zmieniła temat. Zadawała nam pytania odnośnie kariery, pracy, moich warsztatów i innych przyziemnych spraw.
- Na zakończenie programy, porozmawiajmy o was - Ellen obdarzyła nas uśmiechem, a ja poprawiłam włosy - pytanie do ciebie Alice. Powiedz mi, jak odbierasz to, że miliony nastolatek, zabijają się o twojego chłopaka. Nie czujesz zazdrości?
- Nie, bo wiem, że Justin jest mi wierny, a poza tym, fanki to nieodłączny element naszego życia, więc przywykłam do tego. Przecież nie mogłabym mu zabronić spotykania się z fanami, rozmawiania z nimi i pogłębiania łączącej ich więzi, która jest bardzo wyjątkowa - uśmiechnęłam się i ku mojemu wielkiemu zaskoczeniu, zostałam obdarowana brawami. Spuściłam głowę, speszona a Ellen poklepała mnie po ramieniu.
- Jesteś wyjątkowa i oni to doceniają - szepnęła mi do ucha, by nikt nie słyszał - cieszą się, że ich idol, ma przy boku kogoś takiego jak ty, kogoś, w kim zawsze znajdzie oparcie.
Uśmiechnęłam się do niej z wdzięcznąścią.
- Dobrze - odchrząknęł i przygładziła bluzkę - teraz może kilka pytań od fanów. Jacyś chętni? - spojrzała na widownię, a kilkadziesiąt fanek podniosło ręce do góry.
Ellen wstała ze swojego miejsca i podeszła do dziewczyny w czerwonym sweterku, która nerwowo poprawiała włosy.
Podała jej mikrofon, a ta odebrała go trzęsącymi rękoma.
- Justin kocham cię - powiedziała, patrząc na niego rozmarzonym wzrokiem.
- Och, jak słodko. Ja ciebie też - Justin przesłał jej buziaka, a ona jęknęła.
- Pytanie - ponagliła ją Ellen, a ona nieco speszona pokiwała głową.
- Więc chciałam zapytać Justina, czy istenieje możliwość, byś umówił się ze mną na kolację - uśmiechnęła się nieśmiało, a Justin zaniósł się śmiechem.
- No cóż - powiedział - nie wiem co powiedziałaby na to Alice - spojrzał na mnie z rozbawieniem.
- Nie mam nic przeciwko - wzruszyła ramionami, a po chwili dołączyłam do śmiejących się ludzi.
Dziewczyna skuliła się na krześle, a na jej twarz wystąpiły rumieńce. Ellen odebrała od niej mikrofon i podała kolejnej dziewczynie. Tym razem była to pulchna azjatka, która trzymała w ręku plakat z Justinem.
- Twoje pytanie? - zapytała Ellen.
- Czy mogłabym dostać od ciebie całusa? Chociaż w policzek? - spojrzała na Justina błagalnie, a publiczność znów zaniosła się śmiechem.
Justin wstał z fotela i ruszył w stronę widowni, gdzie wszystkie fanki gwałtownie się ożywiły, wyciągając ręce w jego stronę.
Gdy podszedł do azjatki, początkowo mocno ją przytulił, a następnie dał jej siarczystego buziaka w policzek. Dziewczyna rozpłakała się i złapała Biebsa za rękę, nie chcąc jej puściś. Justin próbował wyrwać się z uścisku, ale dziewczyna nie dawała za wygraną. W pewnym momencie przyciągnęła go do siebie, próbując pocałować. Nerwowo spojrzałam na Ellen, która wezwała na salę ochroniarzy. Podbiegli do dziewczyny i poprosili by ta puściła Justina, a gdy odmówiła, użyli siły, wyprowadzając ją z sali.
- To chyba byłoby na tyle pytań - Ellen spojrzała na Justina, który szedł w moim kierunku rozmasowując czerwoną rękę.
Gdy Justina usiadł na fotelu, wyglądał na dość przestraszonego. Ellen również to zauważyła i zakończyła program.
- Wszystko w porządku? - zapytała Ellen, gdy zeszliśmy za kulisy.
- Tak, już przywykłem do tego, że fanki rzucają się na mnie z każdej możliwej strony - zaśmiał się, a ja przewróciłam oczami.
Do hotelu wróciliśmy godzinę później.
Po kolacji, wzięłam długą, relaksującą kąpiel, a Justin oglądał zdjęcia i nagrania z dzisiejszego wywiadu.
- Patrz jaką mam minę, gdy ta dziewczyna łapie mnie za rękę - pokazał palcem w monitor, gdy wyszłam z łazienki.
Podeszłam do niego i spojrzałam mu przez ramię. Musiałam przyznać, że jego mina była bezcenna. Wymuszony uśmiech z przerażeniem, malującym się na twarzy.
Oboje zanieśliśmy się śmiechem, gdy do pokoju wszedł Scooter. Nieco skrępowana naciągnęłam bluzkę Justina, którą ubrałam po kąpieli, a Scooter widząc moje zakłopotanie uśmiechnął się dwuznacznie.
- Jutro wieczorem zagrasz prywatny koncert dla jakiejś bogatej smarkuli, która obchodzi 16 urodziny. Przed momentem był u mnie jej tata i zapłacił sporą sumę, więc zgodziłem się - po tych słowach manager wyszedł z pokoju, a Justin głośno wypuścił powietrze.
- Myslałem, że wybierzemy się jutro na jakiś wieczorny wypad, imprezę, czy kolację, ale kolejny raz będę musiał to przełożyć - zamknął laptopa i odłożył go na łóżko. Wyciągnął ręke w moją stronę, a ja podałam mu swoją. Przyciągnął mnie do siebie i objął w pasie, patrząc mi głęboko w oczy. W pokoju panował przyjemny półmrok, a jego wnętrze rozświetlały jedynie świece, poustawiane na półkach. Justin sięgnął po mały pilocik, leżący na szafce nocnej i włączył muzykę, która wypełniła całe pomieszczenie. Bujaliśmy się w rytm, romantycznej ballady, a ja zastanawiałam się czy to wszystko nie jest snem.
Snem, z którego przyjdzie mi się obudzić, nim zdąże nasycić nim każdy zmysł, każdą część mojego ciała.
Czułam ciepły, słodki oddech Justina na mojej skórze i poczułam, że przebiega mnie dreszcz. Po chwili,dotknął mojego policzka, więc zamknęłam oczy i wtuliłam się w jego aksamitną dłoń. Słyszałam bicie jego serca i równomiery oddech, który koił codzienność, zamieniając ją w magię.
Powoli otworzyłam oczy i tonęłam w ich głębi, która zdawała się nie mieć końca. Nasze twarze dzieliły centymetry, które po kilku sekundach zredukowały się do milimetrów. W końcu poczułam smak jego ust. Musnął delikatnie moje rozpalone wargi, które drżały z podniecenia.
Przygryzłam jego dolną wargę, a w jego oczach malowało się rozbawienie, które zamieniało się w pożądanie i dzikość.
Subtelny i spokojny pocałunek, przerodził się w dziki, namiętny taniec, który burzył moją szarą egzystencję i budował ją na nowo, dodając do niej szczyptę pikanterii.
Justin powoli zjechał rękoma po moich plecach, zatrzymując się przy pośladkach, które delikatnie masował. Mruknęłam przeciągle, a z jego ust dobiegł wdzięczny śmiech, będący najpiękniejszą melodią dla moich uszu.
Zamknęłam oczy i znów wpiłam się w jego usta.
Tej nocy nie istniał dla nas świat. Byliśmy tylko ja i on, a wszystko inne straciło znaczenie...
____________________________________
Wiem, że wcale rozdział nie jest tak długi, jak miał być, ale to z powodu braku czasu.
Dziękuję Wam za te wszystkie miłe słowa. Każdego dnia, dostaje nowe komentarze, w których piszecie jak bardzo podoba Wam się mój blog, a mi brak słów, by okazać moją wdzięczność. Dziękuję Wam z całego serca <3
Czasem, gdy uświadamiam sobie, jak duże nadzieje pokładacie w każdy rozdział, boję się, że to co napiszę, nie przypadnie Wam do gustu i przestaniecie to czytać.
Czuję pewnego rodzaju presję, ale to chyba właśnie ona daje mi motywację.
Chciałam również polecić pewnego bloga : http://justiine.bloblo.pl/
Dziewczyna dopiero zaczyna, ale już bardzo podoba mi się to co piszę. Mam nadzieję, że okażecie jej sympatię i pomożecie w dalszym rozwoju.
Jak podobał Wam się rozdział? Czuję, że czegoś mu brakuje, ale ostatnio to normalne.
Kocham <3
btw. pytania?
Tagi:
opowiadanie
Wiem, że czekacie już na nowy rozdział, ale nie mogę go napisać.
Zabierałam się za niego 4 razy i za każdym razem kasowałam. Nie mogę się skupić, nie mogę nic wymyślić. Kompletny brak weny..
Pewnie jesteście złe, ale obiecuję, że jak już napiszę 42, to będzie bardzo długi, żeby wynagrodzić wam czekanie.
Wiecie, że Was kocham? <3
Zabierałam się za niego 4 razy i za każdym razem kasowałam. Nie mogę się skupić, nie mogę nic wymyślić. Kompletny brak weny..
Pewnie jesteście złe, ale obiecuję, że jak już napiszę 42, to będzie bardzo długi, żeby wynagrodzić wam czekanie.
Wiecie, że Was kocham? <3
Tagi:
przeprosiny
Zrezygnowałam jednak z odpowie.pl, gdyż miałam tam problemy techniczne, ale za to założyłam : http://www.formspring.me/bieberstory1
Jeżeli ktoś ma jakieś pytania, zażalenia, czy prośby, możecie śmiało pisać.
<3
Jeżeli ktoś ma jakieś pytania, zażalenia, czy prośby, możecie śmiało pisać.
<3
Tagi:
zmiana
- Jak udało się spotkanie? - zapytała mama, gdy weszłam do kuchni, po kilku godzinnej nieobecności.
- Naprawdę fajnie. Przyszła prawie cała moja szkoła, wszyscy byli niesamowicie mili, dużo rozmawialiśmy. Myślę, że po dzisiejszym dniu uświadomiłam im to, że tak naprawdę jestem normalną osobą i nie powinni robić z mojego powodu wielkiego zamieszania, więc mam nadzieję, że od jutra w szkole będę traktowana normalnie - usiadłam na krześle, a mama podała mi jajecznicę.
- Cześć mała - do kuchni wszedł tata i pocałował mnie w czubek głowy - jak minął pierwszy dzień szkoły?
- Fajnie, ale nie sądzę żebym długo tam chodziła. Może jeszcze jakieś dwa tygodnie i sobie odpuszczę - odpowiedziałam, nabierając jajecznicę na widelec.
- Czemu? - mama oderwała się od mycia naczyń i spojrzała na mnie zdziwiona.
- Dostałam dzisiaj pewną propozycję - uśmiechnęłam się tajemniczo, a mama z tatą wymienili spojrzenia.
- Powiesz nam co to za propozycja? - zapytał tata, siadając na krześle.
- Znacie Anthonego Kaye?
- To ten facet z plakatów w twoim pokoju? - zapytała tata.
- Tak, to on - zaśmiałam się.
- No więc kojarzymy go, ale co w związku z tym? - mama wytarła ręce w ścierkę i usiadła obok mnie.
- Dzisiaj przed rozpoczęciem spotkania, dostałam od niego telefon. Zaproponował mi, abym została jednym z choreografów na obozie tanecznym, organizowanym przez szkołę tańca "Peridance". Mają tam uczyć choreografowie światowej klasy, np. Brian Friedman, Genevieve Dorion-Coupal, Travis Payne, Wade Robson czy Eva Nitsch. Mamo, czy ty rozumiesz?! Taka zwykła, mała Alice prowadzi warsztaty, u boku najlepszych tancerzy na świecie - z zachwyty pisnęłam, a mama wybuchła śmiechem.
- Kochanie, jesteśmy z ciebie tacy dumni - tata pęczniał z dumy, a mama mu wtórowała.
- Ile ma trwać ten obóz? - zapytała mama.
- Dwa tygodnie. Ja będę zajmować się hip hopem i prowadzę zajęcia przez dwie godziny, każdego dnia, pomijając soboty i niedziele. Ruszamy za dwa tygodnie, więc po szkole będę musiała zacząć układać choreografie, których będę uczyła uczniów - westchnęłam rozmarzona, a mama ze śmiechem poczochrała moje włosy.
- Pomyślałbyś George, że z naszej pulchniutkiej, pyzatej Alice, wyrośnie gwiazda? - mama spojrzała na tatę, a ten ze śmiechem pokręcił głową.
- Wcale nie byłam pyzata - oburzyłam się.
- Jesteś tego pewna? - mama zanosiła się śmiechem i wskazała ręką zdjęcie, stojące na szafce. Przedstawiało mnie w wieku 3 lat, siedzącą na kocu i jedzącą ciasteczko czekoladowe. Musiałam przyznać, że byłam pyzata.
Wystawiłam jej język i udając obrażoną, wyszłam z kuchni
- Nie obrażaj się mała - usłyszałam wołanie taty, ale zignorowałam je i weszłam do swojego pokoju.
Nie wytrzymałam. Roześmiałam się i usiadłam na parapecie. Granatowe niebo, usłane było milionami gwiazd, a księżyc w pełni, delikatnie oświetlał wnętrze pokoju.
Romantyczna atmosfera, spowodowała że poczułam nieodpartą chęć bliskości Justina, dotyku jego dłoni, ciepła jego ust i hipnotyzującego spojrzenia. Przygryzłam usta, a w głowie kotłowało się od grzesznych myśli. Tak dawno się nie kochałam. Brakowało mi tego i zastanawiałam się, czy jemu też tego brakuje. Moje hormony buzowały, a ciało przeraźliwie domagało się rozkoszy.
Przejechałam dłonią po mojej piersi i poczułam przyjemnie mrowienie, więc zrobiłam to ponownie. Czułam się przyjemnie, ale szybko się opanowałam. Zsunęłam się z parapetu i zaczęłam nerwowo chodzić po pokoju. Pożądanie rosło, a ja nie mogłam go opanować. Sięgnęłam po telefon i wykręciłam numer Justina.
- Halo? - usłyszałam jego ciepły głos, a przez moje ciało przeleciał dreszcz.
- Justin, proszę cię zobaczmy się dziś - powiedziałam błagalnym tonem.
- Coś się stało? - zapytał niespokojny.
- Głupio mi to mówić - zmieszałam się.
- Chyba się mnie nie wstydzisz? Mów co się stało.
- Justin, ja.. ja mam chcicę - przygryzłam wargę, a w słuchawce rozległ się dźwięczny śmiech - to nie jest śmieszne! - krzyknęłam oburzona.
- Kochanie, też przez to przechodziłem. Jeszcze wczorajszego wieczoru, ale musiałem poradzić sobie sam.
- Justin! - syknęłam oburzona.
- No co? Przecież 95% chłopaków to robi.
- Justin! - krzyknęłam ponownie, a on znów się zaśmiał.
- Nawet nie wiesz jak bardzo chciałbym się spotkać, ale to niemożliwe. Matka Ariany bez przerwy mnie pilnuje i każe wszędzie chodzić ze swoją córeczką. Wiesz co? Mam pomysł. Próbowałaś kiedyś grzeszyć przez telefon? - zapytał zadziornie, a na mojej twarzy wyrósł uśmiech.
- Nie, jeszcze nie, ale to może być całkiem ciekawe.
- Jesteś sama w pokoju? - upewnił się.
- Owszem. Całkiem sama - usiadłam na brzegu łóżka i przygryzając kciuka, zamknęłam oczy, wsłuchując się w seksowny głos Justin
- Więc wyobraź sobie, że bardzo powoli ściągam z ciebie bluzkę..
Usłyszałam dźwięk budzika i leniwie otworzyłam oczy. Spojrzałam na zegar. 6:45. Westchnęłam i przeciągnęłam zastane mięśnie.
Po chwili przypomniałam sobie, co wydarzyło się wczorajszego wieczoru i oblałam się rumieńcem. Rozbawiona całą sytuacją udałam się do łazienki, ubrałam się, zrobiłam lekki makijaż i zeszłam na śniadanie.
- Widzę, że masz dziś dobry humor - mama obrzuciła mnie podejrzanym spojrzeniem, gdy w podskokach weszłam do kuchni.
- Mamo - uśmiechnęłam się - mamy taką piękną pogodę, życie jest piękne, więc czemu mam się smucić? - usiadłam na blacie kuchennym i zaczęłam machać nogami.
- Nie będę wnikać co stało się, że tak bredzisz - mama roześmiała się i pogładziła się po brzuchu - już kopie - spojrzała z czułością na brzuch, a ja zeskoczyłam z szafki i przyłożyłam do niego ucho.
Poczułam jak istotka w brzuch mamy, delikatnie się poruszyła, a moje serce przyspieszyło.
- Boże, tam naprawdę jest dziecko! - krzyknęłam podekscytowana, a mama zaniosła się śmiechem.
- A co ty myślałaś?
- Znaczy się, wiedziałam, że tam jest dziecko, ale nie bardzo do mnie docierało, że niebawem pojawi się na świecie, że będzie mieszkało z nami pod jednym dachem i będzie mogło szczycić się mianem, mojej młodszej siostry - uśmiechnęłam się i delikatnie pogładziłam mamę po brzuchu - to będzie chłopiec czy dziewczynka?
- Nie wiem. Dziś jadę na badania, więc wszystkiego się wyjaśni.
- Dobry - do kuchni wszedł zaspany Mike, salutując na powitanie.
- Dobry, dobry - powiedziała mama i nałożyła mu na talerz naleśniki.
- Pospiesz się, bo spóźnię się do szkoły - jęknęłam, a on zbył mnie machnięciem ręki i zabrał się za jedzenie, a właściwie pochłanianie naleśników. Patrzyłam z niedowierzaniem, jak jeden za drugim giną w czeluściach jego żołądka. Po ósmym głośno beknął i pomasował się po brzuchu.
- Możemy jechać - podniósł się z krzesła i wyszedł z kuchni, a ja spojrzałam na mamę zdezorientowana.
- Gdybyś widziała, ile potrafi zjeść kanapek - mama westchnęła i zaczęła zmywać naczynia po śniadaniu, a ja udałam się do samochodu.
- Cześć słonko - przed drzwiami klasy stał Chris i promiennie uśmiechał się na mój widok.
- Cześć - cmoknęłam go w policzek i wspólnie weszliśmy do pomieszczenia.
Rozejrzałam się po sali. Wszystkie miejsca były już zajęte, więc powoli udałam się do ostatniej ławki, a Chris zajął miejsce tuż obok mnie.
- Dzień dobry młodzieży - do klasy wszedł mężczyzna w średnim wieku, z siwymi włosami i tego samego koloru, bujną brodą.
- Dzień dobry - powiedzieliśmy chórem, gdy mężczyzna kładł na biurku swoją teczkę. Po chwili usiadł na krześle, otworzył dziennik i zaczął sprawdzać listę obecności.
- Alice Bons? - gdy doszedł do mojego nazwiska, podniósł głowę i uważnie mi się przyjrzał.
- Jestem - uśmiechnęłam się do niego, a on nadal świdrował mnie wzrokiem.
- Proszę, proszę.. czyli to ty jesteś tą wielką gwiazdeczką, tak? - zapytał ironicznie.
- Nie, jestem po prostu nową uczennicą - odpowiedziałam, ale puścił moją wypowiedź mimo uszu.
- Słuchaj no dziewczyno. Wszyscy nauczyciele skaczą ci koło tyłka. Puszczają płazem nieodrobione zadania, złe zachowanie na lekcji, czy głupie odzywki. Nie myśl sobie, że będę robił podobnie. Dla mnie cały ten twój show biznes, jest jednym wielkim komercyjnym gównem, więc nie licz, że twoja sympatia ma dla mnie jakiekolwiek znaczenie. Na moich lekcjach jesteś zwykłą uczennicą i jeżeli brak zadania, czy nieprzygotowanie do lekcji, będziesz tłumaczyła brakiem czasu z powodu rozwijającej się kariery, oleję to z góry na dół. Rozumiemy się? - uśmiechnął się ironicznie, a ja wydusiłam z siebie tylko "oczywiście". Byłam zszokowana i speszona jego zachowaniem, więc do końca lekcji, nie odezwała się ani słowem.
- Nie przejmuj się, profesor Borys wszystkich traktuje tak oschle - powiedział Chris, gdy siedzieliśmy na stołówce, jedząc nasze, zamówione na obiad, hamburgery - może to jego rosyjskie pochodzenie powoduje, że jest tak surowy, albo po prostu ciężkie dzieciństwo. Nikt tego nie wie, ale wszyscy się go boją i na jego lekcjach zawsze panuje bezwzględna cisza. Zakładam, że gdyby tylko mógł, stosowałby na nas kary cielesne - zaśmialiśmy się, gdy nagle poczułam, że ktoś kładzie mi rękę na ramieniu.
Obróciłam się gwałtownie i na widok chłopaka, który stał tuż za mną, serce podskoczyło mi do gardła.
- Cody? - szepnęłam, a on uśmiechnął się do mnie.
- No tak, chodzę do tej szkoły, nie wiedziałaś? Mówiłem ci, że przeprowadziłem się do Atlanty - powiedział, ciągle się uśmiechając.
- Pamiętam - wydukałam, nie mogąc opanować drżenia dłoni.
- Przepraszamy na chwilę - Chris pociągnął mnie za rękę i wyszliśmy ze stołówki - co się dzieje? - spojrzał na mnie zaniepokojony.
- To znaczy? - starałam się zachować spokojny ton głosu.
- Widziałem jak na niego zareagowałaś. Co to za chłopak? - położył mi dłoń ramieniu i patrzył prosto w oczy.
- Kiedyś tańczył ze mną w zespole, ale z różnych przyczyn musiał go opuścić - spuściłam głowę, a Chris delikatnie ujął mój podbródek.
- Możesz mi zaufać i powiedzieć, co tak naprawdę się stało - pokiwałam głową i odeszłam.
Szłam przez korytarz, powstrzymując płacz. Wspomnienie tamtej nocy, tamtego wydarzenia, napawało mnie obrzydzeniem, czułam ból i wstręt do samej siebie. Chris szedł za mną. Czułam to, ale mimo to nie obróciłam się ani na moment. Weszłam do szatni. Panował w niej półmrok i spokój. Usiadłam na jednej z ławek, a Chris po chwili do mnie dołączył.
- Alice, widzę, że coś się dzieje, więc dlaczego nie chcesz sobie pomóc? - położył dłoń na moim kolanie, a ja głośno przełknęłam ślinę.
- Nie jest łatwo mi o tym mówić, to niesamowicie trudne - powiedziałam cicho, powstrzymując płacz.
Chris objął mnie ramieniem.
- Poczujesz ulgę, gdy się wygadasz. To zawsze skutkuje.
- Chris, ty nic nie rozumiesz.. on.. on mnie zgwałcił - wyrzuciłam z siebie to zdanie, a Chris wstrzymał oddech.
- Co?
- To co słyszałeś, Cody mnie zgwałcił - czułam, że te słowa sprawiają mi ogromny ból.
Chris zerwał się na równe nogi i zacisnął pięści.
Jego oddech gwałtownie przyspieszył, a twarz poczerwieniała ze złości.
- Zabiję go - syknął przez zęby, na przemian zaciskając i rozluźniając dłonie.
- Uspokój się, to wszystko jest już przeszłością i nie chcę do tego wracać. Pozwól mi o tym zapomnieć i nie rób nic głupiego - szepnęłam i podkuliłam nogi pod brodę.
- Nie pozwolę mu się do ciebie zbliżyć. Nie musisz się go bać, będę zawsze blisko ciebie, obiecuję, że nigdy więcej nic ci nie zrobi - spojrzałam na niego z wdzięcznością i poczułam, że zaczynam się uspakajać.
- Musimy wracać na lekcję - Chris delikatnie ujął moją dłoń i pociągnął za sobą.
Przy nim czułam się bezpieczna i nieco odważniejsza, stawiłam czoło swoim lękom i obawom.
*** Oczami Justina ***
- Scooter mówił, że dziś wieczorem mamy się pojawić w Oprah Show - powiedziała Ariana, gdy jedliśmy obiad w japońskiej restauracji.
- Co? Sama Oprah nas do siebie zaprosiła? - wiedziałem, że Oprah nie zaprasza do siebie byle kogo, więc musi mieć o nas naprawdę dobre zdanie.
Ariana uśmiechnęła się do mnie zadowolona z faktu, że pojawi się w tak sławnym programie, ale ja nie dzieliłem jej entuzjazmu.
Wiedziałem, że będę musiał kłamać i pozorować miłość do Ariany, którą tak naprawdę darzyłem Alice.
Moja mała, słodka Alice.
Z dnia na dzień tęskniłem za nią coraz bardziej. Każdy dzień bez niej, był dniem straconym. Czułem, że wypalam się od środka, że gorycz dopada każdy zakamarek mojego, zharatanego serca.
Nie rozumiałem, jak mogła aż tak bardzo zawrócić mi w głowie, jak w tak krótkim czasie, udało jej się wywrócić cały mój świat do góry nogami. Omamiła mnie swoją miłością i wiedziałem, że nie będę w stanie się od niej uwolnić, ale w gruncie rzeczy, chciałem być niewolnikiem jej uczucia.
Podobał mi się sposób, w jaki owijała mnie sobie w okół palca, manipulowała mną i sprawiała, że padałem do jej stóp, na każde zawołanie. Byłem w stanie oddać się jej cały, jeżeli mogłem chociaż przez chwilę poczuć, smak jej rozpalonego ciała, które łączyło się w jedność z moim.
Uzależniłem się od niej i nie było na to lekarstwa, żaden odwyk nie przyniósłby skutku. Musiałem czuć jej bliskość.
Alice jest narkotykiem, a ja uzależnionym ćpunem, któremu nikt nie jest w stanie pomóc i który tak na prawdę, tej pomocy nie chce.
Westchnąłem.
Spojrzałem na uradowaną Arianę i delikatnie się uśmiechnąłem.
- Więc o której mamy się tam pojawić?
- Moimi dzisiejszymi gośćmi, będą dwie osoby, które doskonale znacie. Młodzi, piękni, utalentowani i połączeni gorącym uczuciem, które przepełnia je od kilku tygodni. Dziś chciałabym się dokładniej przyjrzeć ich życiu i nie ukrywajmy, chcę wydostać z nich jak najwięcej pikantnych szczegółów. Zapraszam na salę Justina Biebera i jego piękną dziewczynę, Arianę Grande - Oprah skończyła swój monolog, a na sali rozległy się brawa.
Ariana ujęła moją dłoń i ruszyliśmy w kierunku wyznaczonych nam foteli.
- Przepięknie razem wyglądacie - Oprah wskazała na nas palcem i szeroko się uśmiechnęła.
- Dziękuję - Ariana również posłała jej promienny uśmiech i poprawiła swoje ogniste włosy.
- Dobrze moi drodzy, myślę, że wiecie w co się wpakowaliście, przychodząc do mojego programu. Tu nie ma znieczulenia, ani taryfy ulgowej. Moim głównym celem, jest wyciągnięcie z was jak najwięcej ciekawych informacji, więc nie będę się tu cackała z grzecznymi pytaniami - Oprah uśmiechnęła się łobuzerska, a na sali rozległy się brawa i krzyki aprobaty.
- Mam nadzieję, że jakoś podołamy - potarłem ręce o siebie i spojrzałem na Oprę.
- Zacznijmy może od pytania, czemu tak naprawdę zerwałeś z Alice? Co było ku temu powodem?
Poczułem nieodpartą chęć powiedzenia prawdy. Chciałem wyjawić światu, prawdziwą wersję wydarzeń, gdyż wiedziałem, że wówczas znów będę mógł mieć przy sobie Alice, ale w końcu poddałem się i wyrecytowałem, wyuczony na pamięć monolog.
- Nasze uczucie wygasło, nie było między nami chemii, którą czuliśmy na początku znajomości. Oboje nie czuliśmy się komfortowo w swoim towarzystwie i to był główny powód naszego zerwania. Po prostu nie chcieliśmy robić nic wbrew sobie - zacisnąłem usta w cienką linię, a Oprah spojrzała na mnie podejrzliwie.
- Czy nie chciałbyś powiedzieć nam czegoś jeszcze?
Poczułem, że Ariana delikatnie szturcha mnie nogą.
Czułem, że piorunuje mnie wzrokiem, więc szybko przywołałem na swoją twarz uśmiech.
- Może tylko to, że kocham Arianę. Chciałbym, aby cały świat o tym wiedział i cieszył się moim szczęściem - byłem wściekły, że wypowiedziałem to zdanie, ale wiedziałem, że nie miałem innego wyboru. Uspokojona Ariana, poprawiła się w fotelu i przygładziła swoją sukienkę.
- A czy ty Ariano darzysz Justina podobnym uczuciem, czy jeszcze jest dla ciebie za wcześnie na słowo `kocham`? - Oprah oparła głowę na dłoniach i spojrzała na Arianę.
- Na słowo `kocham` nigdy nie jest za wcześnie. Jeżeli czujemy, że ktoś jest dla nas bliski, że możemy dla niego poświęcić wiele istotnych rzeczy, że chcemy dzielić z nim swoje emocje, można śmiało mówić o miłości. Uczucie, którym darze Justina, bez wątpienia jest miłością i cieszę się, że on to odwzajemnia - Ariana spojrzała na mnie z uśmiechem i ku mojemu zaskoczeniu, pocałowała mnie.
Mimo, że pocałunek był tylko delikatnym muśnięciem warg, poczułem wyrzuty, że Alice musi bezczynnie patrzeć, jak jej chłopak całuje się z inną.
- Ohhh, jesteście tacy słodcy - Oprah uśmiechnęła się do nas, a po chwili zadała kolejne pytanie - uprawiacie seks? - spojrzała na nas poważnie, a mnie zszokowała bezpośredniość pytania i przez chwilę nie wiedziałem co powiedzieć.
- Jesteśmy prawie dorośli i myślę, że nie ma sensu się z tym kryć. Owszem, uprawialiśmy seks - spojrzałem przerażony na Arianę, a przez salę przebiegły różne pomruki.
Oprah patrzyła to na mnie, to na Arianę i analizowała jej wypowiedź. Siedziałem osłupiały i nie mogłem wydusić z siebie ani słowa. Nie docierał do mnie fakt, że Ariana wypowiedziała tak wierutną bzdurę, o której za kilka godzin dowie się cały świat.
Sama Ariana wyglądała na zadowoloną z siebie i co chwilę posyłała słodkie uśmiechy do kamery.
- Nie uważacie, że jesteście trochę za młodzi na współżycie? Nie boicie się reakcji rodziców lub innych konsekwencji? - zapytała prowadząca.
- Wyznaję zasadę, która mówi, że tylko osoby, które naprawdę się kochają, mogą zbliżyć się do siebie fizycznie. My z Justinem, żyjemy w ogromnej miłości, a jej przypieczętowaniem był stosunek - nie potrafiłem określić uczucia, które przepełniało mnie, podczas wypowiedzi Ariany.
Wściekłość, zażenowanie, wstyd, zaskoczenie.
Wszystko to powodowało, że stałem się jak odbezpieczony granat, który może w każdej chwili wybuchnąć.
- Jeżeli chcecie dowiedzieć się czegoś więcej na temat życia seksualnego tych dwojga, zostańcie z nami. Wracamy tuż po przerwie - powiedziała Oprah, a kamerzysta dał znak, że zeszliśmy z wizji.
Zerwałem się z krzesła i wybiegłem za kulisy.
Odnalazłem matkę Ariany i podszedłem do niej, zaciskając pięść.
- Mam dosyć! Znosiłem wszystkie wybryki Ariany, znosiłem to, że lepiła się do mnie, jak rzep do psiego ogona, że puszczała niestworzone historyjki na temat naszego związku, a nie będę tolerował tego, że wciska wszystkim kit, o rzekomym stosunku! To koniec, nie mam zamiaru dalej tego ciągnąć i proszę przyjąć to do wiadomości - wykrzyczałem jej prosto w twarz, a ona obrzuciła mnie oburzonym spojrzeniem i wezwała do siebie Scootera.
- Słyszałeś co ten bachor powiedział? - zapytała, gdy Scooter stanął obok nas.
- Owszem, słyszałem, ale słyszałem też, co powiedziała twoja córeczka. Możesz mi wytłumaczyć, co ona sobie wyobrażała? Nigdzie w naszej umowie, nie było punktu, który przewidywałby sytuację, w której Ariana ogłasza, że uprawia seks z Justinem! - krzyknął podminowany Scooter, a mama Ariany wystawiła oczy z niedowierzania, że uległy, spokojny Scooter, buntuje się przeciwko niej - słuchaj się babo, zgodziłem się na ten układ, bo mnie szantażowałaś, ale zrywam umowę. Nie obchodzi mnie, co ze mną zrobisz. Zabieraj swoją córeczkę i wynoście się stąd - syknął mój manager, a ja spojrzałem na niego zdezorientowany.
- Jaki szantaż? O co chodzi? - zapytałem, a matka Ariany spojrzała na mnie zmieszana.
- Ty mu powiesz, czy ja mam powiedzieć? - Scooter spojrzał na kobietę, ale ta fuknęła na niego i nie odezwała się ani słowem - kilkanaście lat temu miałem romans z Anahi - zaczął Scooter, a ja spojrzałem na niego z niedowierzaniem.
- Kontynuuj - poprosiłem.
- Był to krótki, aczkolwiek bardzo gorący romans, którego wynikiem było dziecko. Ariana. Anahi szantażowała mnie, że jeżeli nie pomogę w karierze jej, a właściwie naszej, córki, zmieni moje życie w piekło. Straszyła mnie adwokatami, prawnikami i rozprawami w sądzie, a ja chcąc uniknąć niepotrzebnych skandali, przystałem na jej propozycję. Justin, przepraszam, że musiałeś cierpieć moim kosztem, ale gdyby świat dowiedział się, że mam nieślubną córkę, mój autorytet całkowicie by upadł i musiałbym odejść z funkcji twoje menagera - Scooter spojrzał na mnie przepraszająco, a matkę Ariany ogarniała furia.
- Nie myśl sobie, że to koniec - krzyknęła - jeszcze pożałujesz, że nie dotrzymałeś obietnicy - obrzuciła go groźnym spojrzeniem i wyszła z budynku.
- Panie Bieber, wchodzimy na antenę za dwie minuty, proszę zająć miejsce na planie - podszedł do mnie jeden ze statystów, a ja wykonałem jego polecenie.
Na fotelu siedziała nieświadoma niczego Ariana, bawiąca się kosmykiem włosów.
Usiadłem na moim fotelu i spojrzałem w kierunku kulis, gdzie stał Scooter i uśmiechnął się do mnie, dając znak, że mogę to wszystko zakończyć.
- Witam wszystkich po przerwie. Moimi gośćmi są Justin i Ariana, którzy przed przerwą ogłosili nam, że mają za sobą pierwsze raz i absolutnie się z tym nie kryją. Czy macie nam coś jeszcze do powiedzenia? - Oprah spojrzała na nas, a ja biorąc głęboki wdech, poczułem, że to odpowiedni moment, by wyznać prawdę.
- Tak, jest pewna rzecz, którą chciałbym wszystkim ogłosić - zaczęłam - chodzi o mój związek z Arianą, a raczej ustawkę, która przewidywała nasz związek - na sali zapanowała bezwzględna cisza, a ja kontynuowałem - wszystko to było z góry zaplanowane. Nasze wspólne wypady, pocałunki, czułe spojrzenia, to wszystko gra i pozory. Nigdy nie chodziłem z Arianą, a co ważniejsze, nigdy nie zerwałem z Alice, którą nadal niesamowicie kocham i, która najbardziej ucierpiała w całym tym zamieszaniu.
- To nie prawda! - krzyknęła Ariana i uderzyła mnie w ramię.
- Nie Ariana, to koniec. Koniec udawania, koniec stwarzania pozorów, że wszystko jest dobrze, kiedy tak nie jest. Zostałem zmuszony do tego, aby pokazywać się z nią publicznie. Również mój manager, został zaszantażowany, więc nie mieliśmy wyboru, musieliśmy się zgodzić na warunki, postawione przez panią Anahi Grande, która rozpoczęła całą tą szopkę. Wszystko to co mówiła Ariana, to stek bzdur. Nigdy jej nie kochałem, a tym bardziej nigdy nie uprawialiśmy seksu. Z tego miejsca, oświadczam, że kocham Alice i bardzo proszę, by znów wróciła do mojego życia - odetchnąłem, gdy wyrzuciłem z siebie wszystkie moje żale, a publiczność zaczęła klaskać.
Oprah zawtórowała im i po chwili dostałem od niej owacje na stojącą.
- To takie niesamowite, a zarazem straszne. Musiałeś przejść tak wiele upokorzeń i cierpień, ale teraz nareszcie nadszedł tego kres - prowadząca uśmiechnęła się do mnie, a po chwili obrzuciłam spojrzeniem, gotującą się ze złości Arianę - nie wstyd ci za to co wygadywałaś? Nie czujesz wyrzutów sumienia, z powodu niszczenia związku Alice i Justina?
Ariana nie wiedziała co powiedzieć i zdezorientowana, rozglądała się na boki. Ludzie zaczęli ją wygwizdywać, a po chwili rozpłakała się i zbiegła ze sceny. Oprah widząc, że sytuacja w studiu zaczyna robić się niekomfortowa, zakończyła program.
Ariana siedziała na klatce schodowej i zanosiła się płaczem. Podszedłem do niej, a ona obrzuciła mnie krótkim, wrogim spojrzeniem.
- Jesteś z siebie dumny? Zniszczyłeś moją karierę, mój wizerunek, wszystko! Przez ciebie zostałam znienawidzona i wyszydzona. Jak mogłeś mi to zrobić?
- Sama to wszystko zapoczątkowałaś. Dobrze wiedziałaś, jakie mogą być tego konsekwencje, ale mimo wszystko brnęłaś w kłamstwie i nie obchodziły cię moje uczucia, więc nie licz, że teraz ja będę się liczył z twoimi uczuciami. Za godzinę, wszystkie twoje rzeczy mają zniknąć z mojego pokoju hotelowego, a ja nie chcę cię nigdy więcej, widzieć na oczy - rzuciłem oschle i udałem się wraz ze Scooterem i Kennym do samochodu.
- Justin, tak strasznie się cieszę, że to wszystko już się skończyło - po powrocie do hotelu, mama wyglądała na bardzo szczęśliwą, co udzieliło się również mi - Alice dzwoniła do mnie kilka razy. Widziała dzisiejszy program i koniecznie chce z tobą porozmawiać.
Szybko złapałem za telefon i zadzwoniłem do Alice.
- Justin - odebrała i krzyknęła do telefonu - za godzinę mam samolot do LA, więc już niebawem się spotkamy!
Poczułem, że moje serce przepełnia radość, a na twarzy wyrasta ogromny uśmiech.
Za kilka godzin, znów będę mógł trzymać w objęciach cały mój świat..
__________________________________
Koniec przygody z Anahi i Arianą, a przynajmniej na jakiś czas.
Dziękuję Wam za wszystkie komentarze i miłe słowa.
Jestem zaskoczona, że jest ich coraz więcej i wszystkie są pozytywne!
Po prostu Was uwielbiam i wiedzcie, że robię to wszystko z myślą o Was.
Kocham Was <3
- Naprawdę fajnie. Przyszła prawie cała moja szkoła, wszyscy byli niesamowicie mili, dużo rozmawialiśmy. Myślę, że po dzisiejszym dniu uświadomiłam im to, że tak naprawdę jestem normalną osobą i nie powinni robić z mojego powodu wielkiego zamieszania, więc mam nadzieję, że od jutra w szkole będę traktowana normalnie - usiadłam na krześle, a mama podała mi jajecznicę.
- Cześć mała - do kuchni wszedł tata i pocałował mnie w czubek głowy - jak minął pierwszy dzień szkoły?
- Fajnie, ale nie sądzę żebym długo tam chodziła. Może jeszcze jakieś dwa tygodnie i sobie odpuszczę - odpowiedziałam, nabierając jajecznicę na widelec.
- Czemu? - mama oderwała się od mycia naczyń i spojrzała na mnie zdziwiona.
- Dostałam dzisiaj pewną propozycję - uśmiechnęłam się tajemniczo, a mama z tatą wymienili spojrzenia.
- Powiesz nam co to za propozycja? - zapytał tata, siadając na krześle.
- Znacie Anthonego Kaye?
- To ten facet z plakatów w twoim pokoju? - zapytała tata.
- Tak, to on - zaśmiałam się.
- No więc kojarzymy go, ale co w związku z tym? - mama wytarła ręce w ścierkę i usiadła obok mnie.
- Dzisiaj przed rozpoczęciem spotkania, dostałam od niego telefon. Zaproponował mi, abym została jednym z choreografów na obozie tanecznym, organizowanym przez szkołę tańca "Peridance". Mają tam uczyć choreografowie światowej klasy, np. Brian Friedman, Genevieve Dorion-Coupal, Travis Payne, Wade Robson czy Eva Nitsch. Mamo, czy ty rozumiesz?! Taka zwykła, mała Alice prowadzi warsztaty, u boku najlepszych tancerzy na świecie - z zachwyty pisnęłam, a mama wybuchła śmiechem.
- Kochanie, jesteśmy z ciebie tacy dumni - tata pęczniał z dumy, a mama mu wtórowała.
- Ile ma trwać ten obóz? - zapytała mama.
- Dwa tygodnie. Ja będę zajmować się hip hopem i prowadzę zajęcia przez dwie godziny, każdego dnia, pomijając soboty i niedziele. Ruszamy za dwa tygodnie, więc po szkole będę musiała zacząć układać choreografie, których będę uczyła uczniów - westchnęłam rozmarzona, a mama ze śmiechem poczochrała moje włosy.
- Pomyślałbyś George, że z naszej pulchniutkiej, pyzatej Alice, wyrośnie gwiazda? - mama spojrzała na tatę, a ten ze śmiechem pokręcił głową.
- Wcale nie byłam pyzata - oburzyłam się.
- Jesteś tego pewna? - mama zanosiła się śmiechem i wskazała ręką zdjęcie, stojące na szafce. Przedstawiało mnie w wieku 3 lat, siedzącą na kocu i jedzącą ciasteczko czekoladowe. Musiałam przyznać, że byłam pyzata.
Wystawiłam jej język i udając obrażoną, wyszłam z kuchni
- Nie obrażaj się mała - usłyszałam wołanie taty, ale zignorowałam je i weszłam do swojego pokoju.
Nie wytrzymałam. Roześmiałam się i usiadłam na parapecie. Granatowe niebo, usłane było milionami gwiazd, a księżyc w pełni, delikatnie oświetlał wnętrze pokoju.
Romantyczna atmosfera, spowodowała że poczułam nieodpartą chęć bliskości Justina, dotyku jego dłoni, ciepła jego ust i hipnotyzującego spojrzenia. Przygryzłam usta, a w głowie kotłowało się od grzesznych myśli. Tak dawno się nie kochałam. Brakowało mi tego i zastanawiałam się, czy jemu też tego brakuje. Moje hormony buzowały, a ciało przeraźliwie domagało się rozkoszy.
Przejechałam dłonią po mojej piersi i poczułam przyjemnie mrowienie, więc zrobiłam to ponownie. Czułam się przyjemnie, ale szybko się opanowałam. Zsunęłam się z parapetu i zaczęłam nerwowo chodzić po pokoju. Pożądanie rosło, a ja nie mogłam go opanować. Sięgnęłam po telefon i wykręciłam numer Justina.
- Halo? - usłyszałam jego ciepły głos, a przez moje ciało przeleciał dreszcz.
- Justin, proszę cię zobaczmy się dziś - powiedziałam błagalnym tonem.
- Coś się stało? - zapytał niespokojny.
- Głupio mi to mówić - zmieszałam się.
- Chyba się mnie nie wstydzisz? Mów co się stało.
- Justin, ja.. ja mam chcicę - przygryzłam wargę, a w słuchawce rozległ się dźwięczny śmiech - to nie jest śmieszne! - krzyknęłam oburzona.
- Kochanie, też przez to przechodziłem. Jeszcze wczorajszego wieczoru, ale musiałem poradzić sobie sam.
- Justin! - syknęłam oburzona.
- No co? Przecież 95% chłopaków to robi.
- Justin! - krzyknęłam ponownie, a on znów się zaśmiał.
- Nawet nie wiesz jak bardzo chciałbym się spotkać, ale to niemożliwe. Matka Ariany bez przerwy mnie pilnuje i każe wszędzie chodzić ze swoją córeczką. Wiesz co? Mam pomysł. Próbowałaś kiedyś grzeszyć przez telefon? - zapytał zadziornie, a na mojej twarzy wyrósł uśmiech.
- Nie, jeszcze nie, ale to może być całkiem ciekawe.
- Jesteś sama w pokoju? - upewnił się.
- Owszem. Całkiem sama - usiadłam na brzegu łóżka i przygryzając kciuka, zamknęłam oczy, wsłuchując się w seksowny głos Justin
- Więc wyobraź sobie, że bardzo powoli ściągam z ciebie bluzkę..
Usłyszałam dźwięk budzika i leniwie otworzyłam oczy. Spojrzałam na zegar. 6:45. Westchnęłam i przeciągnęłam zastane mięśnie.
Po chwili przypomniałam sobie, co wydarzyło się wczorajszego wieczoru i oblałam się rumieńcem. Rozbawiona całą sytuacją udałam się do łazienki, ubrałam się, zrobiłam lekki makijaż i zeszłam na śniadanie.
- Widzę, że masz dziś dobry humor - mama obrzuciła mnie podejrzanym spojrzeniem, gdy w podskokach weszłam do kuchni.
- Mamo - uśmiechnęłam się - mamy taką piękną pogodę, życie jest piękne, więc czemu mam się smucić? - usiadłam na blacie kuchennym i zaczęłam machać nogami.
- Nie będę wnikać co stało się, że tak bredzisz - mama roześmiała się i pogładziła się po brzuchu - już kopie - spojrzała z czułością na brzuch, a ja zeskoczyłam z szafki i przyłożyłam do niego ucho.
Poczułam jak istotka w brzuch mamy, delikatnie się poruszyła, a moje serce przyspieszyło.
- Boże, tam naprawdę jest dziecko! - krzyknęłam podekscytowana, a mama zaniosła się śmiechem.
- A co ty myślałaś?
- Znaczy się, wiedziałam, że tam jest dziecko, ale nie bardzo do mnie docierało, że niebawem pojawi się na świecie, że będzie mieszkało z nami pod jednym dachem i będzie mogło szczycić się mianem, mojej młodszej siostry - uśmiechnęłam się i delikatnie pogładziłam mamę po brzuchu - to będzie chłopiec czy dziewczynka?
- Nie wiem. Dziś jadę na badania, więc wszystkiego się wyjaśni.
- Dobry - do kuchni wszedł zaspany Mike, salutując na powitanie.
- Dobry, dobry - powiedziała mama i nałożyła mu na talerz naleśniki.
- Pospiesz się, bo spóźnię się do szkoły - jęknęłam, a on zbył mnie machnięciem ręki i zabrał się za jedzenie, a właściwie pochłanianie naleśników. Patrzyłam z niedowierzaniem, jak jeden za drugim giną w czeluściach jego żołądka. Po ósmym głośno beknął i pomasował się po brzuchu.
- Możemy jechać - podniósł się z krzesła i wyszedł z kuchni, a ja spojrzałam na mamę zdezorientowana.
- Gdybyś widziała, ile potrafi zjeść kanapek - mama westchnęła i zaczęła zmywać naczynia po śniadaniu, a ja udałam się do samochodu.
- Cześć słonko - przed drzwiami klasy stał Chris i promiennie uśmiechał się na mój widok.
- Cześć - cmoknęłam go w policzek i wspólnie weszliśmy do pomieszczenia.
Rozejrzałam się po sali. Wszystkie miejsca były już zajęte, więc powoli udałam się do ostatniej ławki, a Chris zajął miejsce tuż obok mnie.
- Dzień dobry młodzieży - do klasy wszedł mężczyzna w średnim wieku, z siwymi włosami i tego samego koloru, bujną brodą.
- Dzień dobry - powiedzieliśmy chórem, gdy mężczyzna kładł na biurku swoją teczkę. Po chwili usiadł na krześle, otworzył dziennik i zaczął sprawdzać listę obecności.
- Alice Bons? - gdy doszedł do mojego nazwiska, podniósł głowę i uważnie mi się przyjrzał.
- Jestem - uśmiechnęłam się do niego, a on nadal świdrował mnie wzrokiem.
- Proszę, proszę.. czyli to ty jesteś tą wielką gwiazdeczką, tak? - zapytał ironicznie.
- Nie, jestem po prostu nową uczennicą - odpowiedziałam, ale puścił moją wypowiedź mimo uszu.
- Słuchaj no dziewczyno. Wszyscy nauczyciele skaczą ci koło tyłka. Puszczają płazem nieodrobione zadania, złe zachowanie na lekcji, czy głupie odzywki. Nie myśl sobie, że będę robił podobnie. Dla mnie cały ten twój show biznes, jest jednym wielkim komercyjnym gównem, więc nie licz, że twoja sympatia ma dla mnie jakiekolwiek znaczenie. Na moich lekcjach jesteś zwykłą uczennicą i jeżeli brak zadania, czy nieprzygotowanie do lekcji, będziesz tłumaczyła brakiem czasu z powodu rozwijającej się kariery, oleję to z góry na dół. Rozumiemy się? - uśmiechnął się ironicznie, a ja wydusiłam z siebie tylko "oczywiście". Byłam zszokowana i speszona jego zachowaniem, więc do końca lekcji, nie odezwała się ani słowem.
- Nie przejmuj się, profesor Borys wszystkich traktuje tak oschle - powiedział Chris, gdy siedzieliśmy na stołówce, jedząc nasze, zamówione na obiad, hamburgery - może to jego rosyjskie pochodzenie powoduje, że jest tak surowy, albo po prostu ciężkie dzieciństwo. Nikt tego nie wie, ale wszyscy się go boją i na jego lekcjach zawsze panuje bezwzględna cisza. Zakładam, że gdyby tylko mógł, stosowałby na nas kary cielesne - zaśmialiśmy się, gdy nagle poczułam, że ktoś kładzie mi rękę na ramieniu.
Obróciłam się gwałtownie i na widok chłopaka, który stał tuż za mną, serce podskoczyło mi do gardła.
- Cody? - szepnęłam, a on uśmiechnął się do mnie.
- No tak, chodzę do tej szkoły, nie wiedziałaś? Mówiłem ci, że przeprowadziłem się do Atlanty - powiedział, ciągle się uśmiechając.
- Pamiętam - wydukałam, nie mogąc opanować drżenia dłoni.
- Przepraszamy na chwilę - Chris pociągnął mnie za rękę i wyszliśmy ze stołówki - co się dzieje? - spojrzał na mnie zaniepokojony.
- To znaczy? - starałam się zachować spokojny ton głosu.
- Widziałem jak na niego zareagowałaś. Co to za chłopak? - położył mi dłoń ramieniu i patrzył prosto w oczy.
- Kiedyś tańczył ze mną w zespole, ale z różnych przyczyn musiał go opuścić - spuściłam głowę, a Chris delikatnie ujął mój podbródek.
- Możesz mi zaufać i powiedzieć, co tak naprawdę się stało - pokiwałam głową i odeszłam.
Szłam przez korytarz, powstrzymując płacz. Wspomnienie tamtej nocy, tamtego wydarzenia, napawało mnie obrzydzeniem, czułam ból i wstręt do samej siebie. Chris szedł za mną. Czułam to, ale mimo to nie obróciłam się ani na moment. Weszłam do szatni. Panował w niej półmrok i spokój. Usiadłam na jednej z ławek, a Chris po chwili do mnie dołączył.
- Alice, widzę, że coś się dzieje, więc dlaczego nie chcesz sobie pomóc? - położył dłoń na moim kolanie, a ja głośno przełknęłam ślinę.
- Nie jest łatwo mi o tym mówić, to niesamowicie trudne - powiedziałam cicho, powstrzymując płacz.
Chris objął mnie ramieniem.
- Poczujesz ulgę, gdy się wygadasz. To zawsze skutkuje.
- Chris, ty nic nie rozumiesz.. on.. on mnie zgwałcił - wyrzuciłam z siebie to zdanie, a Chris wstrzymał oddech.
- Co?
- To co słyszałeś, Cody mnie zgwałcił - czułam, że te słowa sprawiają mi ogromny ból.
Chris zerwał się na równe nogi i zacisnął pięści.
Jego oddech gwałtownie przyspieszył, a twarz poczerwieniała ze złości.
- Zabiję go - syknął przez zęby, na przemian zaciskając i rozluźniając dłonie.
- Uspokój się, to wszystko jest już przeszłością i nie chcę do tego wracać. Pozwól mi o tym zapomnieć i nie rób nic głupiego - szepnęłam i podkuliłam nogi pod brodę.
- Nie pozwolę mu się do ciebie zbliżyć. Nie musisz się go bać, będę zawsze blisko ciebie, obiecuję, że nigdy więcej nic ci nie zrobi - spojrzałam na niego z wdzięcznością i poczułam, że zaczynam się uspakajać.
- Musimy wracać na lekcję - Chris delikatnie ujął moją dłoń i pociągnął za sobą.
Przy nim czułam się bezpieczna i nieco odważniejsza, stawiłam czoło swoim lękom i obawom.
*** Oczami Justina ***
- Scooter mówił, że dziś wieczorem mamy się pojawić w Oprah Show - powiedziała Ariana, gdy jedliśmy obiad w japońskiej restauracji.
- Co? Sama Oprah nas do siebie zaprosiła? - wiedziałem, że Oprah nie zaprasza do siebie byle kogo, więc musi mieć o nas naprawdę dobre zdanie.
Ariana uśmiechnęła się do mnie zadowolona z faktu, że pojawi się w tak sławnym programie, ale ja nie dzieliłem jej entuzjazmu.
Wiedziałem, że będę musiał kłamać i pozorować miłość do Ariany, którą tak naprawdę darzyłem Alice.
Moja mała, słodka Alice.
Z dnia na dzień tęskniłem za nią coraz bardziej. Każdy dzień bez niej, był dniem straconym. Czułem, że wypalam się od środka, że gorycz dopada każdy zakamarek mojego, zharatanego serca.
Nie rozumiałem, jak mogła aż tak bardzo zawrócić mi w głowie, jak w tak krótkim czasie, udało jej się wywrócić cały mój świat do góry nogami. Omamiła mnie swoją miłością i wiedziałem, że nie będę w stanie się od niej uwolnić, ale w gruncie rzeczy, chciałem być niewolnikiem jej uczucia.
Podobał mi się sposób, w jaki owijała mnie sobie w okół palca, manipulowała mną i sprawiała, że padałem do jej stóp, na każde zawołanie. Byłem w stanie oddać się jej cały, jeżeli mogłem chociaż przez chwilę poczuć, smak jej rozpalonego ciała, które łączyło się w jedność z moim.
Uzależniłem się od niej i nie było na to lekarstwa, żaden odwyk nie przyniósłby skutku. Musiałem czuć jej bliskość.
Alice jest narkotykiem, a ja uzależnionym ćpunem, któremu nikt nie jest w stanie pomóc i który tak na prawdę, tej pomocy nie chce.
Westchnąłem.
Spojrzałem na uradowaną Arianę i delikatnie się uśmiechnąłem.
- Więc o której mamy się tam pojawić?
- Moimi dzisiejszymi gośćmi, będą dwie osoby, które doskonale znacie. Młodzi, piękni, utalentowani i połączeni gorącym uczuciem, które przepełnia je od kilku tygodni. Dziś chciałabym się dokładniej przyjrzeć ich życiu i nie ukrywajmy, chcę wydostać z nich jak najwięcej pikantnych szczegółów. Zapraszam na salę Justina Biebera i jego piękną dziewczynę, Arianę Grande - Oprah skończyła swój monolog, a na sali rozległy się brawa.
Ariana ujęła moją dłoń i ruszyliśmy w kierunku wyznaczonych nam foteli.
- Przepięknie razem wyglądacie - Oprah wskazała na nas palcem i szeroko się uśmiechnęła.
- Dziękuję - Ariana również posłała jej promienny uśmiech i poprawiła swoje ogniste włosy.
- Dobrze moi drodzy, myślę, że wiecie w co się wpakowaliście, przychodząc do mojego programu. Tu nie ma znieczulenia, ani taryfy ulgowej. Moim głównym celem, jest wyciągnięcie z was jak najwięcej ciekawych informacji, więc nie będę się tu cackała z grzecznymi pytaniami - Oprah uśmiechnęła się łobuzerska, a na sali rozległy się brawa i krzyki aprobaty.
- Mam nadzieję, że jakoś podołamy - potarłem ręce o siebie i spojrzałem na Oprę.
- Zacznijmy może od pytania, czemu tak naprawdę zerwałeś z Alice? Co było ku temu powodem?
Poczułem nieodpartą chęć powiedzenia prawdy. Chciałem wyjawić światu, prawdziwą wersję wydarzeń, gdyż wiedziałem, że wówczas znów będę mógł mieć przy sobie Alice, ale w końcu poddałem się i wyrecytowałem, wyuczony na pamięć monolog.
- Nasze uczucie wygasło, nie było między nami chemii, którą czuliśmy na początku znajomości. Oboje nie czuliśmy się komfortowo w swoim towarzystwie i to był główny powód naszego zerwania. Po prostu nie chcieliśmy robić nic wbrew sobie - zacisnąłem usta w cienką linię, a Oprah spojrzała na mnie podejrzliwie.
- Czy nie chciałbyś powiedzieć nam czegoś jeszcze?
Poczułem, że Ariana delikatnie szturcha mnie nogą.
Czułem, że piorunuje mnie wzrokiem, więc szybko przywołałem na swoją twarz uśmiech.
- Może tylko to, że kocham Arianę. Chciałbym, aby cały świat o tym wiedział i cieszył się moim szczęściem - byłem wściekły, że wypowiedziałem to zdanie, ale wiedziałem, że nie miałem innego wyboru. Uspokojona Ariana, poprawiła się w fotelu i przygładziła swoją sukienkę.
- A czy ty Ariano darzysz Justina podobnym uczuciem, czy jeszcze jest dla ciebie za wcześnie na słowo `kocham`? - Oprah oparła głowę na dłoniach i spojrzała na Arianę.
- Na słowo `kocham` nigdy nie jest za wcześnie. Jeżeli czujemy, że ktoś jest dla nas bliski, że możemy dla niego poświęcić wiele istotnych rzeczy, że chcemy dzielić z nim swoje emocje, można śmiało mówić o miłości. Uczucie, którym darze Justina, bez wątpienia jest miłością i cieszę się, że on to odwzajemnia - Ariana spojrzała na mnie z uśmiechem i ku mojemu zaskoczeniu, pocałowała mnie.
Mimo, że pocałunek był tylko delikatnym muśnięciem warg, poczułem wyrzuty, że Alice musi bezczynnie patrzeć, jak jej chłopak całuje się z inną.
- Ohhh, jesteście tacy słodcy - Oprah uśmiechnęła się do nas, a po chwili zadała kolejne pytanie - uprawiacie seks? - spojrzała na nas poważnie, a mnie zszokowała bezpośredniość pytania i przez chwilę nie wiedziałem co powiedzieć.
- Jesteśmy prawie dorośli i myślę, że nie ma sensu się z tym kryć. Owszem, uprawialiśmy seks - spojrzałem przerażony na Arianę, a przez salę przebiegły różne pomruki.
Oprah patrzyła to na mnie, to na Arianę i analizowała jej wypowiedź. Siedziałem osłupiały i nie mogłem wydusić z siebie ani słowa. Nie docierał do mnie fakt, że Ariana wypowiedziała tak wierutną bzdurę, o której za kilka godzin dowie się cały świat.
Sama Ariana wyglądała na zadowoloną z siebie i co chwilę posyłała słodkie uśmiechy do kamery.
- Nie uważacie, że jesteście trochę za młodzi na współżycie? Nie boicie się reakcji rodziców lub innych konsekwencji? - zapytała prowadząca.
- Wyznaję zasadę, która mówi, że tylko osoby, które naprawdę się kochają, mogą zbliżyć się do siebie fizycznie. My z Justinem, żyjemy w ogromnej miłości, a jej przypieczętowaniem był stosunek - nie potrafiłem określić uczucia, które przepełniało mnie, podczas wypowiedzi Ariany.
Wściekłość, zażenowanie, wstyd, zaskoczenie.
Wszystko to powodowało, że stałem się jak odbezpieczony granat, który może w każdej chwili wybuchnąć.
- Jeżeli chcecie dowiedzieć się czegoś więcej na temat życia seksualnego tych dwojga, zostańcie z nami. Wracamy tuż po przerwie - powiedziała Oprah, a kamerzysta dał znak, że zeszliśmy z wizji.
Zerwałem się z krzesła i wybiegłem za kulisy.
Odnalazłem matkę Ariany i podszedłem do niej, zaciskając pięść.
- Mam dosyć! Znosiłem wszystkie wybryki Ariany, znosiłem to, że lepiła się do mnie, jak rzep do psiego ogona, że puszczała niestworzone historyjki na temat naszego związku, a nie będę tolerował tego, że wciska wszystkim kit, o rzekomym stosunku! To koniec, nie mam zamiaru dalej tego ciągnąć i proszę przyjąć to do wiadomości - wykrzyczałem jej prosto w twarz, a ona obrzuciła mnie oburzonym spojrzeniem i wezwała do siebie Scootera.
- Słyszałeś co ten bachor powiedział? - zapytała, gdy Scooter stanął obok nas.
- Owszem, słyszałem, ale słyszałem też, co powiedziała twoja córeczka. Możesz mi wytłumaczyć, co ona sobie wyobrażała? Nigdzie w naszej umowie, nie było punktu, który przewidywałby sytuację, w której Ariana ogłasza, że uprawia seks z Justinem! - krzyknął podminowany Scooter, a mama Ariany wystawiła oczy z niedowierzania, że uległy, spokojny Scooter, buntuje się przeciwko niej - słuchaj się babo, zgodziłem się na ten układ, bo mnie szantażowałaś, ale zrywam umowę. Nie obchodzi mnie, co ze mną zrobisz. Zabieraj swoją córeczkę i wynoście się stąd - syknął mój manager, a ja spojrzałem na niego zdezorientowany.
- Jaki szantaż? O co chodzi? - zapytałem, a matka Ariany spojrzała na mnie zmieszana.
- Ty mu powiesz, czy ja mam powiedzieć? - Scooter spojrzał na kobietę, ale ta fuknęła na niego i nie odezwała się ani słowem - kilkanaście lat temu miałem romans z Anahi - zaczął Scooter, a ja spojrzałem na niego z niedowierzaniem.
- Kontynuuj - poprosiłem.
- Był to krótki, aczkolwiek bardzo gorący romans, którego wynikiem było dziecko. Ariana. Anahi szantażowała mnie, że jeżeli nie pomogę w karierze jej, a właściwie naszej, córki, zmieni moje życie w piekło. Straszyła mnie adwokatami, prawnikami i rozprawami w sądzie, a ja chcąc uniknąć niepotrzebnych skandali, przystałem na jej propozycję. Justin, przepraszam, że musiałeś cierpieć moim kosztem, ale gdyby świat dowiedział się, że mam nieślubną córkę, mój autorytet całkowicie by upadł i musiałbym odejść z funkcji twoje menagera - Scooter spojrzał na mnie przepraszająco, a matkę Ariany ogarniała furia.
- Nie myśl sobie, że to koniec - krzyknęła - jeszcze pożałujesz, że nie dotrzymałeś obietnicy - obrzuciła go groźnym spojrzeniem i wyszła z budynku.
- Panie Bieber, wchodzimy na antenę za dwie minuty, proszę zająć miejsce na planie - podszedł do mnie jeden ze statystów, a ja wykonałem jego polecenie.
Na fotelu siedziała nieświadoma niczego Ariana, bawiąca się kosmykiem włosów.
Usiadłem na moim fotelu i spojrzałem w kierunku kulis, gdzie stał Scooter i uśmiechnął się do mnie, dając znak, że mogę to wszystko zakończyć.
- Witam wszystkich po przerwie. Moimi gośćmi są Justin i Ariana, którzy przed przerwą ogłosili nam, że mają za sobą pierwsze raz i absolutnie się z tym nie kryją. Czy macie nam coś jeszcze do powiedzenia? - Oprah spojrzała na nas, a ja biorąc głęboki wdech, poczułem, że to odpowiedni moment, by wyznać prawdę.
- Tak, jest pewna rzecz, którą chciałbym wszystkim ogłosić - zaczęłam - chodzi o mój związek z Arianą, a raczej ustawkę, która przewidywała nasz związek - na sali zapanowała bezwzględna cisza, a ja kontynuowałem - wszystko to było z góry zaplanowane. Nasze wspólne wypady, pocałunki, czułe spojrzenia, to wszystko gra i pozory. Nigdy nie chodziłem z Arianą, a co ważniejsze, nigdy nie zerwałem z Alice, którą nadal niesamowicie kocham i, która najbardziej ucierpiała w całym tym zamieszaniu.
- To nie prawda! - krzyknęła Ariana i uderzyła mnie w ramię.
- Nie Ariana, to koniec. Koniec udawania, koniec stwarzania pozorów, że wszystko jest dobrze, kiedy tak nie jest. Zostałem zmuszony do tego, aby pokazywać się z nią publicznie. Również mój manager, został zaszantażowany, więc nie mieliśmy wyboru, musieliśmy się zgodzić na warunki, postawione przez panią Anahi Grande, która rozpoczęła całą tą szopkę. Wszystko to co mówiła Ariana, to stek bzdur. Nigdy jej nie kochałem, a tym bardziej nigdy nie uprawialiśmy seksu. Z tego miejsca, oświadczam, że kocham Alice i bardzo proszę, by znów wróciła do mojego życia - odetchnąłem, gdy wyrzuciłem z siebie wszystkie moje żale, a publiczność zaczęła klaskać.
Oprah zawtórowała im i po chwili dostałem od niej owacje na stojącą.
- To takie niesamowite, a zarazem straszne. Musiałeś przejść tak wiele upokorzeń i cierpień, ale teraz nareszcie nadszedł tego kres - prowadząca uśmiechnęła się do mnie, a po chwili obrzuciłam spojrzeniem, gotującą się ze złości Arianę - nie wstyd ci za to co wygadywałaś? Nie czujesz wyrzutów sumienia, z powodu niszczenia związku Alice i Justina?
Ariana nie wiedziała co powiedzieć i zdezorientowana, rozglądała się na boki. Ludzie zaczęli ją wygwizdywać, a po chwili rozpłakała się i zbiegła ze sceny. Oprah widząc, że sytuacja w studiu zaczyna robić się niekomfortowa, zakończyła program.
Ariana siedziała na klatce schodowej i zanosiła się płaczem. Podszedłem do niej, a ona obrzuciła mnie krótkim, wrogim spojrzeniem.
- Jesteś z siebie dumny? Zniszczyłeś moją karierę, mój wizerunek, wszystko! Przez ciebie zostałam znienawidzona i wyszydzona. Jak mogłeś mi to zrobić?
- Sama to wszystko zapoczątkowałaś. Dobrze wiedziałaś, jakie mogą być tego konsekwencje, ale mimo wszystko brnęłaś w kłamstwie i nie obchodziły cię moje uczucia, więc nie licz, że teraz ja będę się liczył z twoimi uczuciami. Za godzinę, wszystkie twoje rzeczy mają zniknąć z mojego pokoju hotelowego, a ja nie chcę cię nigdy więcej, widzieć na oczy - rzuciłem oschle i udałem się wraz ze Scooterem i Kennym do samochodu.
- Justin, tak strasznie się cieszę, że to wszystko już się skończyło - po powrocie do hotelu, mama wyglądała na bardzo szczęśliwą, co udzieliło się również mi - Alice dzwoniła do mnie kilka razy. Widziała dzisiejszy program i koniecznie chce z tobą porozmawiać.
Szybko złapałem za telefon i zadzwoniłem do Alice.
- Justin - odebrała i krzyknęła do telefonu - za godzinę mam samolot do LA, więc już niebawem się spotkamy!
Poczułem, że moje serce przepełnia radość, a na twarzy wyrasta ogromny uśmiech.
Za kilka godzin, znów będę mógł trzymać w objęciach cały mój świat..
__________________________________
Koniec przygody z Anahi i Arianą, a przynajmniej na jakiś czas.
Dziękuję Wam za wszystkie komentarze i miłe słowa.
Jestem zaskoczona, że jest ich coraz więcej i wszystkie są pozytywne!
Po prostu Was uwielbiam i wiedzcie, że robię to wszystko z myślą o Was.
Kocham Was <3
Tagi:
opowiadanie
*** Oczami Justina ***
Rozejrzałem się dookoła. Wszędzie tłum reporterów i piszczących fanek. Obok mnie ona.
Kurczowo ściskała moją dłoń i nerwowo rozglądała się dookoła.
- Ariano, uspokój się, nie masz się czego bać - nachyliłem się nad nią i dodałem parę słów otuchy.
- Nigdy wcześniej tego nie robiłam. Co jeżeli coś mi się stanie? - zapytała i wychyliła się za barierkę.
- Nic ci się nie stanie, obiecuję - uśmiechnąłem się przyjaźnie, a ono wzięła głęboki wdech.
- Gotowa? - spytałem i spojrzałem na Arianę.
- Tak - szepnęła i zamknęła oczy.
Nie było czasu na wycofanie się. Zamknęliśmy oczy, by nie patrzeć w dół i skoczyliśmy. Poczułem się wolny jak nigdy wcześniej..
*** Oczami Alice ***
Pierwsza lekcja dobiegła końca. Powoli wyszłam z klasy i udałam się na poszukiwanie mojej szafki.
- Alice ! - usłyszałam znajomy głos i napotkałam wzrokiem twarz Chrisa.
Pomachałam mu radośnie, a on szedł w moją stronę.
- Jak dobrze widzieć kogoś znajomego - przytuliłam go na powitanie, a on złożył na moim policzku siarczystego buziaka.
- No i co kocie? Jak podoba ci się szkoła? - patrzył na mnie z uśmiechem na ustach.
- Znalazł się trzecioklasista - wystawiłam zawadiacko język - szkoła jak szkoła. Na razie nie czuję się tu komfortowo. Wszyscy na mnie patrzą - rozejrzałam się dookoła.
- Jesteś największą atrakcją ostatnich tygodni. Dziewczyny w mojej klasie, gdy dowiedziały się, że się znamy i że kiedyś byłem twoim chłopakiem, kazały mi załatwiać autografy i zdjęcie - zaśmiał się, a ja mu zawtórowałam.
- Cześć - usłyszałam nieśmiały głos i odwróciłam twarz w stronę grupki dziewczyn - jesteśmy twoimi wielkimi fankami i strasznie cieszymy się, że będziesz chodziła do naszej szkoły - w imieniu reszty, mówiła wysoka, piegowata dziewczyna o rudych włosach.
- To naprawdę miło, ale nie będę długo tu chodziła. Tylko kilka tygodni, a może nawet tyle nie.
- Nie szkodzi, ważne, że cię poznamy i że pobędziesz z nami przez jakiś czas - patrzyły na mnie entuzjastycznie, ściskając w rękach kartki i długopisy - to prawda, że nie chodzisz już z Justinem? - zapytała drobna blondynka.
- Przepraszam, ale nie chcę o tym rozmawiać - nie miałam ochoty rozmawiać z obcymi osobami o moich sprawach prywatnych, więc podpisałam im kartki, które trzymały w dłoniach i wróciłam do rozmowy z Chrisem.
- Widzę, że masz w szkole nie mały funclub - zaśmiał się, a ja zakryłam twarz dłońmi.
- Przestań, czerwienię się - jęknęłam, a on poczochrał moje włosy.
- Wszystkich uczni, proszę o udanie się do auli. Mam kilka informacji do ogłoszenia - z głośnika dobiegł nas głos dyrektorki i wszyscy ruszyliśmy w stronę auli.
Koło mojego boku szedł Chris i nie opuszczał mnie ani nie sekundę.
Aula była wielką salą, z równo ustawionymi krzesłami, na których siadali uczniowie. Chris i ja zajęliśmy miejsca koło siebie.
- Proszę o ciszę - powiedziała dyrektorka, gdy wszyscy zajęli swoje miejsca - na początek chciałam wszystkich serdecznie powitać. Zebraliśmy się tutaj, ponieważ mam wam do przekazania kilka istotnych informacji. Może na początek zaproszę na środek, naszą nową uczennicę. Brawa dla panny Alice - dyrektorka spojrzała w moją stronę, a ja rozdziawiłam usta i patrzyłam na nią osłupiała.
- No idź - Chris delikatnie mnie popchnął, a ja powoli ruszyłam na środek sali. Wszyscy klaskali i głośno krzyczeli, a ja chciałam zapaść się pod ziemię. Nie rozumiałam, czemu robią z tego taką wielką szopkę, ale uśmiechałam się promiennie, by ukryć zażenowanie całą sytuacją.
Stanęłam obok dyrektorki, która uciszyła uczniów, przykładając palec do ust.
- Jak już wiecie, Alice będzie uczęszczała do naszej szkoły przez jakiś czas i proszę by nie napastować jej zbytnio, gdyż chciałaby trochę odpocząć od sławy. Proszę by nie podchodzono do niej na przerwach z prośbą o autografy i zdjęcia, oraz by nie krzyczeć na jej widok. Po prostu traktujcie ją normalnie - przez salę przebiegły odgłosy oburzenia, a dyrektorka patrzyła zdezorientowana na uczniów.
- A co jeżeli ktoś chciałby dostać od niej autograf? - krzyknął ktoś z tłumu.
- Może się wtrącę - wzięłam mikrofon od dyrektorki i postukałam w niego palcem, by sprawdzić czy działa - jeżeli są osoby, które chciałyby dostać autograf, czy zrobić sobie zdjęcie, niech przyjdą dziś do miejskiego domu kultury, o godzinie osiemnastej. Prosiłabym jednak, by nie rozpowiadać osobom z poza szkoły o tym wydarzeniu, gdyż nie chcę tam zbyt dużych tłumów. Mam nadzieję, że zechcecie przyjść i trochę ze mną porozmawiać - uśmiechnęłam się, oddałam mikrofon dyrektorce i ruszyłam na swoje miejsce.
- Kiedy wpadłaś na ten pomysł? - zapytał Chris, gdy usiadłam na moim krześle.
- Przed chwilą - przygryzłam wargę i spojrzałam na niego speszona.
- Co? Więc skąd wiesz, że w ogóle dom kultury będzie czynny, lub że nie będzie tam innych zajęć?
- No własnie tego nie wiem i zaraz po szkole muszę tam pojechać i wynająć salę.
Chris pokręcił głową i wrócił do słuchania dyrektorki, a ja obmyślałam plan dzisiejszego spotkania.
- Jak pierwszy dzień w szkole? - zapytał Mike, gdy wsiadłam do samochodu.
- Całkiem dobrze, nie spodziewałam się, że ludzie przyjmą mnie tak ciepło - rzuciłam torbę na tylne siedzenie i zapięłam pasy.
W rzeczywistości nie wszyscy byli dla mnie mili. Niektórzy rzucali obraźliwe komentarze w moją stronę, zazdrosne fanki Justina, wyzywały mnie od egoistycznych gwiazdeczek i dziwek, ale reszta była bardzo miła i starałam się nie przejmować krytyką.
- Jedziemy coś zjeść, czy jedziemy prosto do domu? - zapytał Mike, wyjeżdżając ze szkolnego parkingu.
- Najpierw musimy pojechać do domu kultury - podrapałam się w głowę, a Mike spojrzał na mnie zaciekawiony.
- Po co?
- Muszę wynająć salę na dzisiejszy wieczór, gdyż chcę tam zorganizować małe spotkanie z fanami.
Mike pokiwał głową z aprobatą i skierował się w stronę wyznaczonego miejsca.
- Iść z tobą, czy poczekać w samochodzie? - zapytał Mike, gdy odpinałam pasy.
- Dam sobie radę - zapewniłam i wyszłam z auta.
Przebiegłam przez ulicę i weszłam do domu kultury.
Z sali głównej dolatywała muzyka, więc zaciekawiona udałam się w tamtym kierunku.
Delikatnie uchyliłam drzwi i zobaczyłam kilkanaście osób, tańczących do piosenki, którą słyszałam wcześniej.
Musiałam przyznać, że byli naprawdę dobrzy.
W skład zespołu wchodziło sześć Murzynek, w wieku około siedemnastu lat i osiem Murzynów, w prawdopodobnie tym samym wieku.
Wszyscy mieli świetne wyczucie rytmu i talent, do tego co robią.
Piosenka dobiegła końca, a wszyscy zaczęli pogwizdywać i przybijać sobie piątki.
- Co wy tu robicie?! Mówiłam wam czarnuchy, że macie się tutaj nie pokazywać! To porządny dom kultury, a nie przytułek dla ubogich z ulicy - do sali wpadła kobieta w średnim wieku i zaczęła krzyczeć na tancerzy - w tej chwili się wynoście i więcej się tu nie pokazujcie!
- Ale nie mamy gdzie tańczyć, a dom kultury jest dla wszystkich - zaczęła bronić się jedna z Murzynek, a reszta wstawiła się za nią.
- Dla wszystkich porządnych ludzi, a nie chuliganów takich wy - spojrzała na nich z obrzydzeniem.
- Rasistka! - krzyknął jeden z chłopaków i splunął na podłogę, a pozostali zrobili to samo i ruszyli w kierunku wyjścia.
Kobieta krzyczała za nimi i wyzywała od najgorszych.
Tancerze opuścili budynek drugim wyjściem, więc pobiegłam za nimi.
- Czekajcie - krzyknęłam, a oni odwrócili się w moją stronę.
- O Boże, to ty jesteś Alice? - pisnęła jedna z dziewczyn.
- Tak, widziałam jak tańczycie i muszę przyznać, że jesteście świetni - pokiwałam głową z uśmiechem.
- To naprawdę zaszczyt słyszeć to z twoich ust. Jesteś dla nas wzorem dla naśladowania, ale przecież chyba każdy tancerz marzy o tym, by osiągnąć tak wielki sukces jak ty - powiedział jeden z chłopaków - ale mimo wszystko nie mamy sali. Próbowaliśmy tańczyć w starych magazynach, fabrykach, nawet na ulicy, ale żeby stworzyć coś fajnego, potrzeba luster i dobrego oświetlenia.
Spojrzałam na nich ze współczuciem, gdy nagle wpadłam na pewien pomysł.
- Chodźcie ze mną - powiedziałam i ruszyłam w stronę domu kultury, a reszta niepewnie ruszyła za mną.
Weszliśmy na główną salę, w której siedziała wspomniana wcześniej kobieta.
Na mój widok, zerwała się z krzesła i podbiegła w moją stronę.
- Czy mnie oczy nie mylą? Czy ty naprawdę jesteś Alice tancerka? - patrzyła na mnie szeroko otwartymi oczami, a gdy pokiwałam głową uścisnęła moją dłoń.
- Jestem Martha Collins i jestem dyrektorką domu kultury, co sprowadza cię w nasze skromne progi?
- Otóż słyszałam, jak potraktowała pani moich przyjaciół - ręką wskazałam na tancerzy, znajdujących się za mną.
- Och, nie wiedziałam, że są twoimi przyjaciółmi. Ja bardzo przepraszam, ale..
- Niech się pani nie tłumaczy - przerwałam jej - chciałabym, aby udostępniła im pani salę, by mogli rozwijać swój talent.
- Dobrze, oczywiście, ale nie mogę tego zrobić za darmo. Każdy kto chce wynająć salę, musi zapłacić - kobieta rozłożyła ręce, a ja usłyszałam zrezygnowane głosy pozostałych.
- Nie mamy pieniędzy na wynajem sali - powiedziała jedna z dziewczyn i pokręciła zrezygnowana głową.
- Ale ja mam - uśmiechnęłam się i wyciągnęłam z torby książeczkę czekową, którą zawsze miałam przy sobie.
Wypisałam na niej kwotę i podałam ją kobiecie.
- Czy tyle wystarczy? - zapytałam, chowając długopis do torebki.
- To wręcz za dużo. Dobrze, więc od tej pory możecie korzystać z sali dwa razy w tygodniu, po trzy godziny - Martha wyglądała na niezadowoloną, ale pieniądze skutecznie zamknęły jej buzię.
- Naprawdę to dla nas zrobiłaś? Nawet nas nie znasz, jesteśmy dla ciebie obcymi ludźmi, a ciebie stać na takie poświęcenie? - w imieniu całej grupy, mówiła jedna z Murzynek.
- Nie znamy się, owszem, ale dla mnie każdy tancerz jest jak brat. Łączy nas specyficzna więź i musimy sobie pomagać. Widziałam wasz talent i nie chciałam by się marnował. Macie w sobie mnóstwo pasji i ambicji, więc czemu mają zostać stłamszone przez brak warunków do rozwoju?
- Jesteś niesamowita - wszyscy rzucili mi się na szyję z wyrazami wdzięczności - naprawdę, nigdy nie spotkaliśmy równie wspaniałej osoby co ty. Jeżeli będziemy mogli ci się w jakikolwiek sposób odwdzięczyć, po prostu powiedz. Jeszcze raz dziękujemy - cała grupa opuściła budynek, a po chwili dobiegły mnie ich okrzyki radości i szczęścia.
Uśmiechnęłam się zadowolona, że mogłam komuś pomóc. Miałam na koncie sporo pieniędzy i wiedziałam, że nie muszę się o nie martwić. Tylko czemu miały bezczynie leżeć na koncie, jeżeli mogłam pomagać innym ludziom? Pomoc dawała wiele więcej satysfakcji, niż kupowanie drogi ubrań, czy kosmetyków.
Z zamyślenia wyrwał mnie głos Marthy.
- Czy jeszcze czegoś panience potrzeba?
- Ja właściwie przyszłam w pewnej sprawie, a mianowicie kwestii wynajęcie na dzisiejszy wieczór sali. Chciałabym tu zrobić małe spotkanie z fanami i pomyślałam, że to miejsce byłoby idealne.
- Oczywiście. Sala wieczorem jest wolna, więc oddaje ją do twojej dyspozycji - Martha uśmiechnęła się do mnie, a ja znów wyciągnęłam książeczkę czekową.
- Nie, nie, nie przyjmę więcej pieniędzy. Po prostu wynajmę ci tą salę za darmo. To taki mały prezent od domu kultury, za to co robisz - Martha uśmiechnęła się do mnie, a ja podziękowałam jej i wróciłam do samochodu.
Niedługo potem, objadaliśmy się z Mikiem lodami czekoladowymi w pobliskiej kawiarni.
*** Oczami Justina ***
Zawsze o tym marzyłem. Skok na bungee to coś, co chciałem zrobić przed śmiercią. Było mi przykro, że Alice nie mogła przeżyć tego ze mną, ale cieszyłem się, że w końcu posmakowałem sporej dawki adrenaliny.
- Idziemy do kina? - zapytała Ariana, leżąc na moim łóżku i przyglądając się swoim paznokciom.
- Nie mam ochoty, jeżeli chcesz idź sama - odpowiedziałem, zza laptopa.
- Nie chcę sama. Co powiedzą media, gdy zobaczą, że włóczę się po mieście sama? - spojrzała na mnie słodkimi oczkami, a ja westchnąłem.
- Słuchaj, wychodzimy razem tylko dlatego,że przewiduje to plan Scootera. Jeżeli w planie nie ma wieczornego wypadu do kina, nigdzie nie idę. Nie myśl sobie, że wychodzę z tobą gdziekolwiek, bo mam na to ochotę. Wychodzę bo muszę, a jeżeli nie ma takiej konieczności, wolę siedzieć w pokoju i przeglądać zdjęcia Alice - powiedziałem stanowczo, ale łagodnie.
Przez te wszystkie dni, zacząłem darzyć Arianę swego rodzaju sympatią. Była na ogół miłą dziewczyną, chociaż przejawiała tępotę i zarozumiałość, przez co traciła w moich oczach.
- Czemu aż tak bardzo mnie nie lubisz? - zapytała, siadając na podkulonych nogach.
- Tu nie chodzi o to, że cię nie lubię, ale o to, że mam dziewczynę, którą kocham i nie chcę zdradzać jej, jeżeli tylko to jest możliwe - spojrzałem w czekoladowe oczy Ariane, a ona spuściła głowę.
- Rozumiem, jestem dla ciebie ciężarem - westchnęła i skierowała się w stronę drzwi.
- Przepraszam, ale nie mogę zaprzeczyć - wzruszyłem ramionami, a ona wyszła z pokoju.
Spojrzałem na zdjęcie Alice, stojące na stoliku nocnym i wybuchnąłem niepohamowanym płaczem. Nie mogłem powstrzymać łez, które spływały po moich policzkach, prawdziwymi strumieniami. Serce przepełniała gorycz i żal. Tęskniłam za nią niewyobrażalnie i świadomość, że nie mogę zobaczyć jej przez najbliższych kilka tygodni, rozrywała moje serce.
- Kochanie co się stało? - do pokoju weszła mama i gdy zobaczyła mnie płaczącego, podbiegła do mnie i objęła ramieniem.
Nie byłem w stanie powiedzieć ani słowa, więc po prostu wtuliłem się w jej pierś i zamknąłem oczy.
Nie przeszkadzał mi fakt, że mam siedemnaście lat i takie zachowanie może spowodować, że przylgnie do mnie łatka mazgaja. Nigdy nie lubiłem ukrywać swoich emocji, a te były wyjątkowo silne.
Czułem się bezbronny i zagubiony, niczym mały chłopiec, w wielkim centrum handlowym.
- Tęsknisz za nią? - mama wzięła do ręki zdjęcie Alice, które spoczywało na moich kolanach.
- Ja nie potrafię bez niej żyć, czy ty tego nadal nie widzisz? Ona jest dla mnie całym światem, który teraz legł w gruzach. Pamiętasz, jak cierpiałaś gdy odszedł od nas tata? Pamiętasz, co wtedy czułaś? - zapytałem, ocierając łzy.
- Pamiętam, doskonale tamte czasy - westchnęła - myślałam, że nie dam sobie rady. Ból był tak silny, że nie mogłam normalnie funkcjonować. Tęskniłam, chociaż wiedziałam, że nie mogę nic zrobić, że już za późno. Straciłam go i musiałam się z tym pogodzić. Wiem kochanie, wiem, że boli - pocałowała mnie w czoło.
Położyłem się na poduszce i zamknąłem zmęczone oczy.
Mama trzymała moją dłoń i delikatnie masowała jej powierzchnię, opuszkami palców.
Po kilku minutach zasnąłem.
________________________________________
To już 40 rozdział. Naprawdę jestem w szoku, że tak daleko zabrnęłam. Myślałam, że wymięknę przy 20 ;D
To dzięki Wam, uwierzcie mi. To Wy dajecie mi mobilizację i chęć do dalszego pisania.
Ostatnio opuściła mnie wena, co widać po dwóch ostatnich rozdziałach, ale mam nadzieję, że szybko wróci, bo jak na razie, kompletnie nie podoba mi się to co piszę.
Chciałam Wam też podziękować za ponad 13 tysięcy wejść. Jestem w szoku, że w tak krótkim czasie, tyle razy odwiedziłyście mojego bloga.
Jesteście niezastąpione.
`TACOCIENIENAWIDZI`
Prosiłaś, bym napisała wszystkim, że przyjęłam Twoje przeprosiny, więc to robię.
Nie mam żalu do tej dziewczyny i wybaczyłam jej to, co napisała, więc wszystko jest już w porządku.
Love <3
Rozejrzałem się dookoła. Wszędzie tłum reporterów i piszczących fanek. Obok mnie ona.
Kurczowo ściskała moją dłoń i nerwowo rozglądała się dookoła.
- Ariano, uspokój się, nie masz się czego bać - nachyliłem się nad nią i dodałem parę słów otuchy.
- Nigdy wcześniej tego nie robiłam. Co jeżeli coś mi się stanie? - zapytała i wychyliła się za barierkę.
- Nic ci się nie stanie, obiecuję - uśmiechnąłem się przyjaźnie, a ono wzięła głęboki wdech.
- Gotowa? - spytałem i spojrzałem na Arianę.
- Tak - szepnęła i zamknęła oczy.
Nie było czasu na wycofanie się. Zamknęliśmy oczy, by nie patrzeć w dół i skoczyliśmy. Poczułem się wolny jak nigdy wcześniej..
*** Oczami Alice ***
Pierwsza lekcja dobiegła końca. Powoli wyszłam z klasy i udałam się na poszukiwanie mojej szafki.
- Alice ! - usłyszałam znajomy głos i napotkałam wzrokiem twarz Chrisa.
Pomachałam mu radośnie, a on szedł w moją stronę.
- Jak dobrze widzieć kogoś znajomego - przytuliłam go na powitanie, a on złożył na moim policzku siarczystego buziaka.
- No i co kocie? Jak podoba ci się szkoła? - patrzył na mnie z uśmiechem na ustach.
- Znalazł się trzecioklasista - wystawiłam zawadiacko język - szkoła jak szkoła. Na razie nie czuję się tu komfortowo. Wszyscy na mnie patrzą - rozejrzałam się dookoła.
- Jesteś największą atrakcją ostatnich tygodni. Dziewczyny w mojej klasie, gdy dowiedziały się, że się znamy i że kiedyś byłem twoim chłopakiem, kazały mi załatwiać autografy i zdjęcie - zaśmiał się, a ja mu zawtórowałam.
- Cześć - usłyszałam nieśmiały głos i odwróciłam twarz w stronę grupki dziewczyn - jesteśmy twoimi wielkimi fankami i strasznie cieszymy się, że będziesz chodziła do naszej szkoły - w imieniu reszty, mówiła wysoka, piegowata dziewczyna o rudych włosach.
- To naprawdę miło, ale nie będę długo tu chodziła. Tylko kilka tygodni, a może nawet tyle nie.
- Nie szkodzi, ważne, że cię poznamy i że pobędziesz z nami przez jakiś czas - patrzyły na mnie entuzjastycznie, ściskając w rękach kartki i długopisy - to prawda, że nie chodzisz już z Justinem? - zapytała drobna blondynka.
- Przepraszam, ale nie chcę o tym rozmawiać - nie miałam ochoty rozmawiać z obcymi osobami o moich sprawach prywatnych, więc podpisałam im kartki, które trzymały w dłoniach i wróciłam do rozmowy z Chrisem.
- Widzę, że masz w szkole nie mały funclub - zaśmiał się, a ja zakryłam twarz dłońmi.
- Przestań, czerwienię się - jęknęłam, a on poczochrał moje włosy.
- Wszystkich uczni, proszę o udanie się do auli. Mam kilka informacji do ogłoszenia - z głośnika dobiegł nas głos dyrektorki i wszyscy ruszyliśmy w stronę auli.
Koło mojego boku szedł Chris i nie opuszczał mnie ani nie sekundę.
Aula była wielką salą, z równo ustawionymi krzesłami, na których siadali uczniowie. Chris i ja zajęliśmy miejsca koło siebie.
- Proszę o ciszę - powiedziała dyrektorka, gdy wszyscy zajęli swoje miejsca - na początek chciałam wszystkich serdecznie powitać. Zebraliśmy się tutaj, ponieważ mam wam do przekazania kilka istotnych informacji. Może na początek zaproszę na środek, naszą nową uczennicę. Brawa dla panny Alice - dyrektorka spojrzała w moją stronę, a ja rozdziawiłam usta i patrzyłam na nią osłupiała.
- No idź - Chris delikatnie mnie popchnął, a ja powoli ruszyłam na środek sali. Wszyscy klaskali i głośno krzyczeli, a ja chciałam zapaść się pod ziemię. Nie rozumiałam, czemu robią z tego taką wielką szopkę, ale uśmiechałam się promiennie, by ukryć zażenowanie całą sytuacją.
Stanęłam obok dyrektorki, która uciszyła uczniów, przykładając palec do ust.
- Jak już wiecie, Alice będzie uczęszczała do naszej szkoły przez jakiś czas i proszę by nie napastować jej zbytnio, gdyż chciałaby trochę odpocząć od sławy. Proszę by nie podchodzono do niej na przerwach z prośbą o autografy i zdjęcia, oraz by nie krzyczeć na jej widok. Po prostu traktujcie ją normalnie - przez salę przebiegły odgłosy oburzenia, a dyrektorka patrzyła zdezorientowana na uczniów.
- A co jeżeli ktoś chciałby dostać od niej autograf? - krzyknął ktoś z tłumu.
- Może się wtrącę - wzięłam mikrofon od dyrektorki i postukałam w niego palcem, by sprawdzić czy działa - jeżeli są osoby, które chciałyby dostać autograf, czy zrobić sobie zdjęcie, niech przyjdą dziś do miejskiego domu kultury, o godzinie osiemnastej. Prosiłabym jednak, by nie rozpowiadać osobom z poza szkoły o tym wydarzeniu, gdyż nie chcę tam zbyt dużych tłumów. Mam nadzieję, że zechcecie przyjść i trochę ze mną porozmawiać - uśmiechnęłam się, oddałam mikrofon dyrektorce i ruszyłam na swoje miejsce.
- Kiedy wpadłaś na ten pomysł? - zapytał Chris, gdy usiadłam na moim krześle.
- Przed chwilą - przygryzłam wargę i spojrzałam na niego speszona.
- Co? Więc skąd wiesz, że w ogóle dom kultury będzie czynny, lub że nie będzie tam innych zajęć?
- No własnie tego nie wiem i zaraz po szkole muszę tam pojechać i wynająć salę.
Chris pokręcił głową i wrócił do słuchania dyrektorki, a ja obmyślałam plan dzisiejszego spotkania.
- Jak pierwszy dzień w szkole? - zapytał Mike, gdy wsiadłam do samochodu.
- Całkiem dobrze, nie spodziewałam się, że ludzie przyjmą mnie tak ciepło - rzuciłam torbę na tylne siedzenie i zapięłam pasy.
W rzeczywistości nie wszyscy byli dla mnie mili. Niektórzy rzucali obraźliwe komentarze w moją stronę, zazdrosne fanki Justina, wyzywały mnie od egoistycznych gwiazdeczek i dziwek, ale reszta była bardzo miła i starałam się nie przejmować krytyką.
- Jedziemy coś zjeść, czy jedziemy prosto do domu? - zapytał Mike, wyjeżdżając ze szkolnego parkingu.
- Najpierw musimy pojechać do domu kultury - podrapałam się w głowę, a Mike spojrzał na mnie zaciekawiony.
- Po co?
- Muszę wynająć salę na dzisiejszy wieczór, gdyż chcę tam zorganizować małe spotkanie z fanami.
Mike pokiwał głową z aprobatą i skierował się w stronę wyznaczonego miejsca.
- Iść z tobą, czy poczekać w samochodzie? - zapytał Mike, gdy odpinałam pasy.
- Dam sobie radę - zapewniłam i wyszłam z auta.
Przebiegłam przez ulicę i weszłam do domu kultury.
Z sali głównej dolatywała muzyka, więc zaciekawiona udałam się w tamtym kierunku.
Delikatnie uchyliłam drzwi i zobaczyłam kilkanaście osób, tańczących do piosenki, którą słyszałam wcześniej.
Musiałam przyznać, że byli naprawdę dobrzy.
W skład zespołu wchodziło sześć Murzynek, w wieku około siedemnastu lat i osiem Murzynów, w prawdopodobnie tym samym wieku.
Wszyscy mieli świetne wyczucie rytmu i talent, do tego co robią.
Piosenka dobiegła końca, a wszyscy zaczęli pogwizdywać i przybijać sobie piątki.
- Co wy tu robicie?! Mówiłam wam czarnuchy, że macie się tutaj nie pokazywać! To porządny dom kultury, a nie przytułek dla ubogich z ulicy - do sali wpadła kobieta w średnim wieku i zaczęła krzyczeć na tancerzy - w tej chwili się wynoście i więcej się tu nie pokazujcie!
- Ale nie mamy gdzie tańczyć, a dom kultury jest dla wszystkich - zaczęła bronić się jedna z Murzynek, a reszta wstawiła się za nią.
- Dla wszystkich porządnych ludzi, a nie chuliganów takich wy - spojrzała na nich z obrzydzeniem.
- Rasistka! - krzyknął jeden z chłopaków i splunął na podłogę, a pozostali zrobili to samo i ruszyli w kierunku wyjścia.
Kobieta krzyczała za nimi i wyzywała od najgorszych.
Tancerze opuścili budynek drugim wyjściem, więc pobiegłam za nimi.
- Czekajcie - krzyknęłam, a oni odwrócili się w moją stronę.
- O Boże, to ty jesteś Alice? - pisnęła jedna z dziewczyn.
- Tak, widziałam jak tańczycie i muszę przyznać, że jesteście świetni - pokiwałam głową z uśmiechem.
- To naprawdę zaszczyt słyszeć to z twoich ust. Jesteś dla nas wzorem dla naśladowania, ale przecież chyba każdy tancerz marzy o tym, by osiągnąć tak wielki sukces jak ty - powiedział jeden z chłopaków - ale mimo wszystko nie mamy sali. Próbowaliśmy tańczyć w starych magazynach, fabrykach, nawet na ulicy, ale żeby stworzyć coś fajnego, potrzeba luster i dobrego oświetlenia.
Spojrzałam na nich ze współczuciem, gdy nagle wpadłam na pewien pomysł.
- Chodźcie ze mną - powiedziałam i ruszyłam w stronę domu kultury, a reszta niepewnie ruszyła za mną.
Weszliśmy na główną salę, w której siedziała wspomniana wcześniej kobieta.
Na mój widok, zerwała się z krzesła i podbiegła w moją stronę.
- Czy mnie oczy nie mylą? Czy ty naprawdę jesteś Alice tancerka? - patrzyła na mnie szeroko otwartymi oczami, a gdy pokiwałam głową uścisnęła moją dłoń.
- Jestem Martha Collins i jestem dyrektorką domu kultury, co sprowadza cię w nasze skromne progi?
- Otóż słyszałam, jak potraktowała pani moich przyjaciół - ręką wskazałam na tancerzy, znajdujących się za mną.
- Och, nie wiedziałam, że są twoimi przyjaciółmi. Ja bardzo przepraszam, ale..
- Niech się pani nie tłumaczy - przerwałam jej - chciałabym, aby udostępniła im pani salę, by mogli rozwijać swój talent.
- Dobrze, oczywiście, ale nie mogę tego zrobić za darmo. Każdy kto chce wynająć salę, musi zapłacić - kobieta rozłożyła ręce, a ja usłyszałam zrezygnowane głosy pozostałych.
- Nie mamy pieniędzy na wynajem sali - powiedziała jedna z dziewczyn i pokręciła zrezygnowana głową.
- Ale ja mam - uśmiechnęłam się i wyciągnęłam z torby książeczkę czekową, którą zawsze miałam przy sobie.
Wypisałam na niej kwotę i podałam ją kobiecie.
- Czy tyle wystarczy? - zapytałam, chowając długopis do torebki.
- To wręcz za dużo. Dobrze, więc od tej pory możecie korzystać z sali dwa razy w tygodniu, po trzy godziny - Martha wyglądała na niezadowoloną, ale pieniądze skutecznie zamknęły jej buzię.
- Naprawdę to dla nas zrobiłaś? Nawet nas nie znasz, jesteśmy dla ciebie obcymi ludźmi, a ciebie stać na takie poświęcenie? - w imieniu całej grupy, mówiła jedna z Murzynek.
- Nie znamy się, owszem, ale dla mnie każdy tancerz jest jak brat. Łączy nas specyficzna więź i musimy sobie pomagać. Widziałam wasz talent i nie chciałam by się marnował. Macie w sobie mnóstwo pasji i ambicji, więc czemu mają zostać stłamszone przez brak warunków do rozwoju?
- Jesteś niesamowita - wszyscy rzucili mi się na szyję z wyrazami wdzięczności - naprawdę, nigdy nie spotkaliśmy równie wspaniałej osoby co ty. Jeżeli będziemy mogli ci się w jakikolwiek sposób odwdzięczyć, po prostu powiedz. Jeszcze raz dziękujemy - cała grupa opuściła budynek, a po chwili dobiegły mnie ich okrzyki radości i szczęścia.
Uśmiechnęłam się zadowolona, że mogłam komuś pomóc. Miałam na koncie sporo pieniędzy i wiedziałam, że nie muszę się o nie martwić. Tylko czemu miały bezczynie leżeć na koncie, jeżeli mogłam pomagać innym ludziom? Pomoc dawała wiele więcej satysfakcji, niż kupowanie drogi ubrań, czy kosmetyków.
Z zamyślenia wyrwał mnie głos Marthy.
- Czy jeszcze czegoś panience potrzeba?
- Ja właściwie przyszłam w pewnej sprawie, a mianowicie kwestii wynajęcie na dzisiejszy wieczór sali. Chciałabym tu zrobić małe spotkanie z fanami i pomyślałam, że to miejsce byłoby idealne.
- Oczywiście. Sala wieczorem jest wolna, więc oddaje ją do twojej dyspozycji - Martha uśmiechnęła się do mnie, a ja znów wyciągnęłam książeczkę czekową.
- Nie, nie, nie przyjmę więcej pieniędzy. Po prostu wynajmę ci tą salę za darmo. To taki mały prezent od domu kultury, za to co robisz - Martha uśmiechnęła się do mnie, a ja podziękowałam jej i wróciłam do samochodu.
Niedługo potem, objadaliśmy się z Mikiem lodami czekoladowymi w pobliskiej kawiarni.
*** Oczami Justina ***
Zawsze o tym marzyłem. Skok na bungee to coś, co chciałem zrobić przed śmiercią. Było mi przykro, że Alice nie mogła przeżyć tego ze mną, ale cieszyłem się, że w końcu posmakowałem sporej dawki adrenaliny.
- Idziemy do kina? - zapytała Ariana, leżąc na moim łóżku i przyglądając się swoim paznokciom.
- Nie mam ochoty, jeżeli chcesz idź sama - odpowiedziałem, zza laptopa.
- Nie chcę sama. Co powiedzą media, gdy zobaczą, że włóczę się po mieście sama? - spojrzała na mnie słodkimi oczkami, a ja westchnąłem.
- Słuchaj, wychodzimy razem tylko dlatego,że przewiduje to plan Scootera. Jeżeli w planie nie ma wieczornego wypadu do kina, nigdzie nie idę. Nie myśl sobie, że wychodzę z tobą gdziekolwiek, bo mam na to ochotę. Wychodzę bo muszę, a jeżeli nie ma takiej konieczności, wolę siedzieć w pokoju i przeglądać zdjęcia Alice - powiedziałem stanowczo, ale łagodnie.
Przez te wszystkie dni, zacząłem darzyć Arianę swego rodzaju sympatią. Była na ogół miłą dziewczyną, chociaż przejawiała tępotę i zarozumiałość, przez co traciła w moich oczach.
- Czemu aż tak bardzo mnie nie lubisz? - zapytała, siadając na podkulonych nogach.
- Tu nie chodzi o to, że cię nie lubię, ale o to, że mam dziewczynę, którą kocham i nie chcę zdradzać jej, jeżeli tylko to jest możliwe - spojrzałem w czekoladowe oczy Ariane, a ona spuściła głowę.
- Rozumiem, jestem dla ciebie ciężarem - westchnęła i skierowała się w stronę drzwi.
- Przepraszam, ale nie mogę zaprzeczyć - wzruszyłem ramionami, a ona wyszła z pokoju.
Spojrzałem na zdjęcie Alice, stojące na stoliku nocnym i wybuchnąłem niepohamowanym płaczem. Nie mogłem powstrzymać łez, które spływały po moich policzkach, prawdziwymi strumieniami. Serce przepełniała gorycz i żal. Tęskniłam za nią niewyobrażalnie i świadomość, że nie mogę zobaczyć jej przez najbliższych kilka tygodni, rozrywała moje serce.
- Kochanie co się stało? - do pokoju weszła mama i gdy zobaczyła mnie płaczącego, podbiegła do mnie i objęła ramieniem.
Nie byłem w stanie powiedzieć ani słowa, więc po prostu wtuliłem się w jej pierś i zamknąłem oczy.
Nie przeszkadzał mi fakt, że mam siedemnaście lat i takie zachowanie może spowodować, że przylgnie do mnie łatka mazgaja. Nigdy nie lubiłem ukrywać swoich emocji, a te były wyjątkowo silne.
Czułem się bezbronny i zagubiony, niczym mały chłopiec, w wielkim centrum handlowym.
- Tęsknisz za nią? - mama wzięła do ręki zdjęcie Alice, które spoczywało na moich kolanach.
- Ja nie potrafię bez niej żyć, czy ty tego nadal nie widzisz? Ona jest dla mnie całym światem, który teraz legł w gruzach. Pamiętasz, jak cierpiałaś gdy odszedł od nas tata? Pamiętasz, co wtedy czułaś? - zapytałem, ocierając łzy.
- Pamiętam, doskonale tamte czasy - westchnęła - myślałam, że nie dam sobie rady. Ból był tak silny, że nie mogłam normalnie funkcjonować. Tęskniłam, chociaż wiedziałam, że nie mogę nic zrobić, że już za późno. Straciłam go i musiałam się z tym pogodzić. Wiem kochanie, wiem, że boli - pocałowała mnie w czoło.
Położyłem się na poduszce i zamknąłem zmęczone oczy.
Mama trzymała moją dłoń i delikatnie masowała jej powierzchnię, opuszkami palców.
Po kilku minutach zasnąłem.
________________________________________
To już 40 rozdział. Naprawdę jestem w szoku, że tak daleko zabrnęłam. Myślałam, że wymięknę przy 20 ;D
To dzięki Wam, uwierzcie mi. To Wy dajecie mi mobilizację i chęć do dalszego pisania.
Ostatnio opuściła mnie wena, co widać po dwóch ostatnich rozdziałach, ale mam nadzieję, że szybko wróci, bo jak na razie, kompletnie nie podoba mi się to co piszę.
Chciałam Wam też podziękować za ponad 13 tysięcy wejść. Jestem w szoku, że w tak krótkim czasie, tyle razy odwiedziłyście mojego bloga.
Jesteście niezastąpione.
`TACOCIENIENAWIDZI`
Prosiłaś, bym napisała wszystkim, że przyjęłam Twoje przeprosiny, więc to robię.
Nie mam żalu do tej dziewczyny i wybaczyłam jej to, co napisała, więc wszystko jest już w porządku.
Love <3
Tagi:
opowiadanie
*** Oczami Alice ***
Od rana padał deszcz. Niebo spowiły ciemne, burzowe chmury, a drzewa uginały się pod porywistym wiatrem.
Mama z Mikiem pojechali do pobliskiego collegu, w którym miałam rozpocząć tymczasową naukę.
W domu panował przyjemny półmrok, a ja siedząc przed kominkiem, przeglądałam listę kontaktów w moim telefonie.
Miley Cyrus, Rihanna, Lady Gaga, Chris Brown, Selena Gomez, czy Madonna, to tylko nieliczne z gwiazd, które znajdowały się na mojej liście.
Nagle natrafiłam na numer Mary. Nie miałam z nią kontaktu, od chwili rozstania i postanowiłam do niej zadzwonić.
- Halo? - odebrała po trzecim sygnale.
- Cześć Mary, z tej strony Alice.
- O Boże! Alice, jak cudownie że dzwonisz. Myślałam, że już o mnie zapomniałaś - w jej głosie słychać było podekscytowanie.
- Jak mogłabym zapomnieć, o mojej małej, polskiej piękności?
Usłyszałam w słuchawce jej śmiech, a do oczu napłynęły mi łzy. Tęskniłam z nią.
- Co stało się z tobą i Justinem? - krzyknęła do słuchawki, a a ja podskoczyłam na łóżku.
- Spokojnie Mary, zaraz wszystko ci wytłumaczę - postanowiłam, że powiem jej prawdę. Miałam do niej zaufanie i wiedziałam, że jeżeli o to poproszę, nie wyda mnie.
- Szybko, bo odkąd się o tym dowiedziałam, chodzę cała w nerwach i zastanawiam się, czemu zerwaliście!
- Nie zerwaliśmy - w słuchawce zapanowała cisza, słyszałam tylko przyspieszony oddech Mary.
- Jak to? - zapytała niepewnie.
- To wszystko ustawka. Scooter i matka Ariany, kazali im udawać parę, żeby pomóc Arianie w karierze, a ja miałam na jakiś czas wycofać się z życia Biebsa i puszczać bajeczki, że zerwaliśmy.
- Co?! Jak on mógł się na to zgodzić? - zapytała oburzona.
- Nie miał wyboru. Scooter był bezwzględny i postawił go w sytuacji bez wyjścia. Oboje tego nie chcieliśmy, ale oboje nie mieliśmy nic do powiedzenia w tej sprawie.
- Tak strasznie mi przykro - powiedziała ciepłym głosem, a mi zrobiło się lżej na sercu - jak się w ogóle trzymasz? Dajesz sobie radę?
- Strasznie za nim tęsknię, ale jakoś sobie radzę. W sumie nie mam innego wyboru. Swoją drogą, to co powiedziałam, zostaje tylko między nami. Jeżeli ktoś by się o tym dowiedział, nie miałabym życia - uprzedziłam ją, a ona obiecała zachować wszystko dla siebie.
Usłyszałam dzwonek do drzwi, więc zakończyłam rozmowę i pobiegłam je otworzyć.
- Cześć mała - moim oczom ukazał się Chris z łobuzerskim uśmiechem, wymalowanym na twarzy.
- Cześć, wchodź do środka - gestem dłoni, zaprosiłam go do holu.
- Wow, sporo się tu zmieniło - rozejrzał się po nowoczesnym, luksusowym wnętrzu mojego domu.
- Przyszedłeś z jakąś sprawą, czy po prostu chciałeś mnie odwiedzić? - położyłam ręce na biodrach i spojrzałam na niego z uśmiechem.
- Stęskniłem się za tobą, więc postanowiłem, że wpadnę i sprawdzę, czy ty też tęsknisz - wystawił swoje równe ząbki w zawadiackim uśmiechu, a ja klepnęłam go w ramię.
- Za kogo ty się uważasz, żebym za tobą tęskniła? - wystawiłam mu język, a on złapał mnie w pasie i jednym, zwinnym ruchem, zarzucił mnie sobie na ramię.
- Powiedz, że tęskniłaś, albo wyrzucę cię przez okno - zaczął powoli iść w stronę otwartego okna, a ja zanosiłam się śmiechem i biłam go pięściami po plecach.
- No dobra, poddaję się. Tęskniłam - powiedziałam, dusząc się ze śmiechu, a on odstawił mnie na podłogę.
- O to właśnie mi chodziło - teraz to on wystawił mi język, a ja z udawanym fochem, usiadłam na łóżku.
Chris usiadł obok mnie i chciał coś powiedzieć, ale zagłuszył go głośny grzmot.
Pisnęłam przestraszona, a Chris przytulił mnie do siebie.
- Nadal boisz się burzy? - zapytał, a ja przypomniałam sobie, że za każdym razem, gdy za oknem zaczynała się burza, przytulałam go do siebie i czekałam, aż minie.
- Tak.. - odpowiedziałam cicho i wtuliłam się w jego tors.
Poczułam się bezpieczna. Jego umięśnione ramiona, były dla mnie azylem, a równomierny oddech, działał tak kojąco, że po kilku minutach zapadłam w sen.
Obudziły mnie, ożywione głosy dobiegając z kuchni.
Przetarłam oczy i rozejrzałam się dookoła. Siedziałam na sofie w pokoju dziennym i przypominałam sobie, co działo się, zanim zapadłam w sen.
Spojrzałam na zegarek, który wskazywał 18:36 i udałam się do kuchni.
Przy stole siedział Mike, moja mama i Chris. Wszyscy pogrążeni byli w rozmowie, którą przerywali tylko po to, aby zjeść kolejnego chipsa.
- Nareszcie wstałaś - powiedziała mama i przysunęła mi krzesło, abym usiadła razem z nimi - jutro idziesz do collegu - mama ze szczęścia klasnęła w dłonie, a ja uśmiechnęłam się szeroko.
- Naprawdę? Jak udało ci się to załatwić? Przecież jest środek roku szkolnego - z podniecenia, wpakowałam do buzi, całą garść cebulowych chipsów.
- Dyrektorka nie była zachwycona, ale gdy dowiedziała się, że chodzi o Alice Bons, zgodziła się od razu. W końcu będziesz dla jej szkoły żywą reklamą - wykrzywiłam twarz, na dźwięk tych słów, a mama spojrzała na mnie niepewnie.
- Jeżeli mam być żywą reklamą, wolę w ogóle nie iść do tej szkoły. Chciałam przez chwilę poczuć się normalnie i zapomnieć na jakiś czas o sławie, a po raz kolejny będę wykorzystana.
- Przepraszam, to nie miało tak zabrzmieć. Nie będziesz tam żadną reklamą, ale na pewno renoma szkoły, dzięki tobie się podniesie - uśmiechnęła się niewinnie i zmieniła temat - idźcie z Chrisem do twojego pokoju, a ja zaraz przyniosę wam kolację.
- Nie, nie, ja będę uciekał - Chris spojrzał na zegarek i zerwał się na równe nogi.
- Na pewno nie jesteś głodny? Przygotowałam steki - mama spojrzała na niego uważnie.
- Nie, naprawdę nie jestem głodny, ale dziękuję za zaproszenie. Na pewno pani steki są przepyszne - uśmiechnął się słodko, a mama delikatnie się zarumieniła - dobranoc wszystkim - pomachałam nam na pożegnanie i wyszedł z domu.
- Jak on dojrzał - powiedziała mama, patrząc przez okno, na wychodzącego z ogrodu Chrisa.
- W końcu minęły dwa lata, chyba każdy z nas przez ten czas się zmienił - powiedziałam obojętnie, przegryzając chipsa.
- Nie myślałaś o tym, żeby znowu do niego wrócić? - mama spojrzała na mnie, nakładając na talerz gorącego steka.
W ostatniej chwili powstrzymałam się od powiedzenia, że przecież nadal chodzę z Justinem i po prostu pokiwałam przecząco głową.
- Czemu nie? Byliście taką ładną parą, a przecież nie jesteś już z Justinem - położyła przede mną talerz z jedzeniem, a ja obrzuciłam ją surowym spojrzeniem.
Nieco speszona wyszła z kuchni i udała się na dwór.
Wbiłam widelec w parujące mięso i oderwałam spory kawałek.
- Uważaj, bo może być jeszcze gorący - spojrzałam na Mike`a, który siedział po drugiej stronie i czytał dzisiejszą gazetę.
- Przecież nie jestem głupia - prychnęłam i zjadłam nabraną porcję - ałaa, ałaaa, parzy, parzy, parzy - zerwałam się ze stołka i podbiegłam do zlewu, wypluwając mięso. Wzięłam duży łyk wody, który przyniósł ukojenie, mojemu poparzonemu językowi.
- Ostrzegałem - Mike wzruszył ramionami i zagłębił się w lekturze.
- Alice, wstawaj. Zaraz idziesz do szkoły - poczułam szarpanie za ramię i niechętnie otworzyłam oczy.
- Rozmyśliłam się i chce zostać w domu - odwróciłam się na drugi bok i naciągnęłam kołdrę na głowę.
- Nie ma mowy - mama zdarła ze mnie pościel i wyciągnęła za nogę z łóżka.
- Puść mnie, dam sobie radę sama - wyrwałam nogę z jej uścisku i obrażona udałam się do łazienki.
Przemyłam twarz zimną wodą i spojrzałam w lustro.
Lubiłam swoje odbicie. Uśmiechnęłam się sama do siebie i musiałam przyznać, że byłam atrakcyjną dziewczyną, co potwierdzał fakt, że sam Justin Bieber uległ mojemu urokowi.
Szybko zganiłam się za swoje zbyt duże ego i wyszłam z łazienki. Ubrałam się, zrobiłam lekki makijaż i zeszłam na dół.
Na stole czekały na mnie kanapki, oraz drugie śniadanie, które miałam zabrać do szkoły.
- Możemy jechać? - Mike wszedł do kuchni i zabrał kluczyki do samochodu.
Przeżuwając kanapkę, pokiwałam głową i wyszliśmy z domu.
Mama siedziała na tarasie i masowała ręką, zaokrąglony brzuch.
- Miłego dnia w szkole - uśmiechnęła się, a ja dałam jej buziaka w policzek i pobiegłam do Mike`a, który uruchomił silnik.
Pomachałam mamie przez szybę i pełna niepokoju, pojechałam do collegu.
Zatrzymaliśmy się przed wielkim, beżowym budynkiem z równo przystrzyżonym trawnikiem, na którym, w cieniu drzew siedzieli uczniowie.
- To prywatna szkoła? - zapytałam Mike`a, wyglądając zaciekawiona przez okno.
- Przecież nie mogłabyś chodzić do zwykłej, publicznej szkoły - odpowiedział i podał mi torbę.
- Czemu?
- Przecież to nie poważne - postukał się w czoło.
Chciałam zapytać czemu, ale zegar wybił godzinę 8, co równało się początkowi lekcji.
Wysiadłam z samochodu i powoli udałam się do, opustoszałej już, szkoły.
Wszyscy uczniowie udali się już do swoich klas, a ja odnalazłam drzwi, z napisem sekretariat.
- Dzień dobry - powoli uchyliłam drzwi, a starsza kobieta na mój widok, zerwała się z krzesła.
- Alice Bons, tak ? - podała mi rękę i uśmiechnęła się entuzjastycznie - czekałam na ciebie. Wczoraj była u nas twoja mama i wszystko załatwiliśmy. Jestem Clara Jons i jestem dyrektorką tej szkoły. Bardzo się cieszę, że zechciałaś uczęszczać do naszej szkoły. Będzie to dla nas prawdziwy zaszczyt.
- Dziękuję, bardzo mi miło - uśmiechnęłam się, a dyrektorka podała mi mój plan lekcji.
Opuściłam gabinet i szukałam wzrokiem sali numer 5, w której miałam fizykę.
W końcu odnalazłam ją na samym końcu korytarza i niepewnie zapukałam do drzwi.
- Proszę - usłyszałam damski głos i uchyliłam drzwi.
Głosy w klasie natychmiast ucichły i wszystkie twarze zwróciły się w moim kierunku.
- Dzień dobry, pani Jons mnie tu przysłała - podeszłam do biurka i położyłam na nim kartkę, którą dostałam od dyrektorki.
- Więc jesteś tu nową uczennicą? - kobieta, koło trzydziestki patrzyła na mnie przyjaźnie.
- Tak - uśmiechnęłam się do niej i spojrzałam na klasę.
Wszyscy patrzyli na mnie jak zahipnotyzowani i nie wierzyli w to, że stoję przed nimi.
- Usiądź z tyłu - wskazała ręką wolną ławkę, a ja wykonałam jej polecenie.
Wszyscy bacznie mi się przyglądali, a niektóre dziewczyny cicho piszczały na mój widok. Uśmiechnęłam się nieśmiało, skrępowana spojrzeniami i spuściłam głowę.
Lekcje rozpoczęłam z nadzieją, że ludzie szybko do mnie przywykną i będę mogła być normalną uczennicą..
______________________________________
Kompletnie nie podoba mi się ten rozdział, ale nie chciałam, abyście już dłużej czekały.
Kocham <3
Od rana padał deszcz. Niebo spowiły ciemne, burzowe chmury, a drzewa uginały się pod porywistym wiatrem.
Mama z Mikiem pojechali do pobliskiego collegu, w którym miałam rozpocząć tymczasową naukę.
W domu panował przyjemny półmrok, a ja siedząc przed kominkiem, przeglądałam listę kontaktów w moim telefonie.
Miley Cyrus, Rihanna, Lady Gaga, Chris Brown, Selena Gomez, czy Madonna, to tylko nieliczne z gwiazd, które znajdowały się na mojej liście.
Nagle natrafiłam na numer Mary. Nie miałam z nią kontaktu, od chwili rozstania i postanowiłam do niej zadzwonić.
- Halo? - odebrała po trzecim sygnale.
- Cześć Mary, z tej strony Alice.
- O Boże! Alice, jak cudownie że dzwonisz. Myślałam, że już o mnie zapomniałaś - w jej głosie słychać było podekscytowanie.
- Jak mogłabym zapomnieć, o mojej małej, polskiej piękności?
Usłyszałam w słuchawce jej śmiech, a do oczu napłynęły mi łzy. Tęskniłam z nią.
- Co stało się z tobą i Justinem? - krzyknęła do słuchawki, a a ja podskoczyłam na łóżku.
- Spokojnie Mary, zaraz wszystko ci wytłumaczę - postanowiłam, że powiem jej prawdę. Miałam do niej zaufanie i wiedziałam, że jeżeli o to poproszę, nie wyda mnie.
- Szybko, bo odkąd się o tym dowiedziałam, chodzę cała w nerwach i zastanawiam się, czemu zerwaliście!
- Nie zerwaliśmy - w słuchawce zapanowała cisza, słyszałam tylko przyspieszony oddech Mary.
- Jak to? - zapytała niepewnie.
- To wszystko ustawka. Scooter i matka Ariany, kazali im udawać parę, żeby pomóc Arianie w karierze, a ja miałam na jakiś czas wycofać się z życia Biebsa i puszczać bajeczki, że zerwaliśmy.
- Co?! Jak on mógł się na to zgodzić? - zapytała oburzona.
- Nie miał wyboru. Scooter był bezwzględny i postawił go w sytuacji bez wyjścia. Oboje tego nie chcieliśmy, ale oboje nie mieliśmy nic do powiedzenia w tej sprawie.
- Tak strasznie mi przykro - powiedziała ciepłym głosem, a mi zrobiło się lżej na sercu - jak się w ogóle trzymasz? Dajesz sobie radę?
- Strasznie za nim tęsknię, ale jakoś sobie radzę. W sumie nie mam innego wyboru. Swoją drogą, to co powiedziałam, zostaje tylko między nami. Jeżeli ktoś by się o tym dowiedział, nie miałabym życia - uprzedziłam ją, a ona obiecała zachować wszystko dla siebie.
Usłyszałam dzwonek do drzwi, więc zakończyłam rozmowę i pobiegłam je otworzyć.
- Cześć mała - moim oczom ukazał się Chris z łobuzerskim uśmiechem, wymalowanym na twarzy.
- Cześć, wchodź do środka - gestem dłoni, zaprosiłam go do holu.
- Wow, sporo się tu zmieniło - rozejrzał się po nowoczesnym, luksusowym wnętrzu mojego domu.
- Przyszedłeś z jakąś sprawą, czy po prostu chciałeś mnie odwiedzić? - położyłam ręce na biodrach i spojrzałam na niego z uśmiechem.
- Stęskniłem się za tobą, więc postanowiłem, że wpadnę i sprawdzę, czy ty też tęsknisz - wystawił swoje równe ząbki w zawadiackim uśmiechu, a ja klepnęłam go w ramię.
- Za kogo ty się uważasz, żebym za tobą tęskniła? - wystawiłam mu język, a on złapał mnie w pasie i jednym, zwinnym ruchem, zarzucił mnie sobie na ramię.
- Powiedz, że tęskniłaś, albo wyrzucę cię przez okno - zaczął powoli iść w stronę otwartego okna, a ja zanosiłam się śmiechem i biłam go pięściami po plecach.
- No dobra, poddaję się. Tęskniłam - powiedziałam, dusząc się ze śmiechu, a on odstawił mnie na podłogę.
- O to właśnie mi chodziło - teraz to on wystawił mi język, a ja z udawanym fochem, usiadłam na łóżku.
Chris usiadł obok mnie i chciał coś powiedzieć, ale zagłuszył go głośny grzmot.
Pisnęłam przestraszona, a Chris przytulił mnie do siebie.
- Nadal boisz się burzy? - zapytał, a ja przypomniałam sobie, że za każdym razem, gdy za oknem zaczynała się burza, przytulałam go do siebie i czekałam, aż minie.
- Tak.. - odpowiedziałam cicho i wtuliłam się w jego tors.
Poczułam się bezpieczna. Jego umięśnione ramiona, były dla mnie azylem, a równomierny oddech, działał tak kojąco, że po kilku minutach zapadłam w sen.
Obudziły mnie, ożywione głosy dobiegając z kuchni.
Przetarłam oczy i rozejrzałam się dookoła. Siedziałam na sofie w pokoju dziennym i przypominałam sobie, co działo się, zanim zapadłam w sen.
Spojrzałam na zegarek, który wskazywał 18:36 i udałam się do kuchni.
Przy stole siedział Mike, moja mama i Chris. Wszyscy pogrążeni byli w rozmowie, którą przerywali tylko po to, aby zjeść kolejnego chipsa.
- Nareszcie wstałaś - powiedziała mama i przysunęła mi krzesło, abym usiadła razem z nimi - jutro idziesz do collegu - mama ze szczęścia klasnęła w dłonie, a ja uśmiechnęłam się szeroko.
- Naprawdę? Jak udało ci się to załatwić? Przecież jest środek roku szkolnego - z podniecenia, wpakowałam do buzi, całą garść cebulowych chipsów.
- Dyrektorka nie była zachwycona, ale gdy dowiedziała się, że chodzi o Alice Bons, zgodziła się od razu. W końcu będziesz dla jej szkoły żywą reklamą - wykrzywiłam twarz, na dźwięk tych słów, a mama spojrzała na mnie niepewnie.
- Jeżeli mam być żywą reklamą, wolę w ogóle nie iść do tej szkoły. Chciałam przez chwilę poczuć się normalnie i zapomnieć na jakiś czas o sławie, a po raz kolejny będę wykorzystana.
- Przepraszam, to nie miało tak zabrzmieć. Nie będziesz tam żadną reklamą, ale na pewno renoma szkoły, dzięki tobie się podniesie - uśmiechnęła się niewinnie i zmieniła temat - idźcie z Chrisem do twojego pokoju, a ja zaraz przyniosę wam kolację.
- Nie, nie, ja będę uciekał - Chris spojrzał na zegarek i zerwał się na równe nogi.
- Na pewno nie jesteś głodny? Przygotowałam steki - mama spojrzała na niego uważnie.
- Nie, naprawdę nie jestem głodny, ale dziękuję za zaproszenie. Na pewno pani steki są przepyszne - uśmiechnął się słodko, a mama delikatnie się zarumieniła - dobranoc wszystkim - pomachałam nam na pożegnanie i wyszedł z domu.
- Jak on dojrzał - powiedziała mama, patrząc przez okno, na wychodzącego z ogrodu Chrisa.
- W końcu minęły dwa lata, chyba każdy z nas przez ten czas się zmienił - powiedziałam obojętnie, przegryzając chipsa.
- Nie myślałaś o tym, żeby znowu do niego wrócić? - mama spojrzała na mnie, nakładając na talerz gorącego steka.
W ostatniej chwili powstrzymałam się od powiedzenia, że przecież nadal chodzę z Justinem i po prostu pokiwałam przecząco głową.
- Czemu nie? Byliście taką ładną parą, a przecież nie jesteś już z Justinem - położyła przede mną talerz z jedzeniem, a ja obrzuciłam ją surowym spojrzeniem.
Nieco speszona wyszła z kuchni i udała się na dwór.
Wbiłam widelec w parujące mięso i oderwałam spory kawałek.
- Uważaj, bo może być jeszcze gorący - spojrzałam na Mike`a, który siedział po drugiej stronie i czytał dzisiejszą gazetę.
- Przecież nie jestem głupia - prychnęłam i zjadłam nabraną porcję - ałaa, ałaaa, parzy, parzy, parzy - zerwałam się ze stołka i podbiegłam do zlewu, wypluwając mięso. Wzięłam duży łyk wody, który przyniósł ukojenie, mojemu poparzonemu językowi.
- Ostrzegałem - Mike wzruszył ramionami i zagłębił się w lekturze.
- Alice, wstawaj. Zaraz idziesz do szkoły - poczułam szarpanie za ramię i niechętnie otworzyłam oczy.
- Rozmyśliłam się i chce zostać w domu - odwróciłam się na drugi bok i naciągnęłam kołdrę na głowę.
- Nie ma mowy - mama zdarła ze mnie pościel i wyciągnęła za nogę z łóżka.
- Puść mnie, dam sobie radę sama - wyrwałam nogę z jej uścisku i obrażona udałam się do łazienki.
Przemyłam twarz zimną wodą i spojrzałam w lustro.
Lubiłam swoje odbicie. Uśmiechnęłam się sama do siebie i musiałam przyznać, że byłam atrakcyjną dziewczyną, co potwierdzał fakt, że sam Justin Bieber uległ mojemu urokowi.
Szybko zganiłam się za swoje zbyt duże ego i wyszłam z łazienki. Ubrałam się, zrobiłam lekki makijaż i zeszłam na dół.
Na stole czekały na mnie kanapki, oraz drugie śniadanie, które miałam zabrać do szkoły.
- Możemy jechać? - Mike wszedł do kuchni i zabrał kluczyki do samochodu.
Przeżuwając kanapkę, pokiwałam głową i wyszliśmy z domu.
Mama siedziała na tarasie i masowała ręką, zaokrąglony brzuch.
- Miłego dnia w szkole - uśmiechnęła się, a ja dałam jej buziaka w policzek i pobiegłam do Mike`a, który uruchomił silnik.
Pomachałam mamie przez szybę i pełna niepokoju, pojechałam do collegu.
Zatrzymaliśmy się przed wielkim, beżowym budynkiem z równo przystrzyżonym trawnikiem, na którym, w cieniu drzew siedzieli uczniowie.
- To prywatna szkoła? - zapytałam Mike`a, wyglądając zaciekawiona przez okno.
- Przecież nie mogłabyś chodzić do zwykłej, publicznej szkoły - odpowiedział i podał mi torbę.
- Czemu?
- Przecież to nie poważne - postukał się w czoło.
Chciałam zapytać czemu, ale zegar wybił godzinę 8, co równało się początkowi lekcji.
Wysiadłam z samochodu i powoli udałam się do, opustoszałej już, szkoły.
Wszyscy uczniowie udali się już do swoich klas, a ja odnalazłam drzwi, z napisem sekretariat.
- Dzień dobry - powoli uchyliłam drzwi, a starsza kobieta na mój widok, zerwała się z krzesła.
- Alice Bons, tak ? - podała mi rękę i uśmiechnęła się entuzjastycznie - czekałam na ciebie. Wczoraj była u nas twoja mama i wszystko załatwiliśmy. Jestem Clara Jons i jestem dyrektorką tej szkoły. Bardzo się cieszę, że zechciałaś uczęszczać do naszej szkoły. Będzie to dla nas prawdziwy zaszczyt.
- Dziękuję, bardzo mi miło - uśmiechnęłam się, a dyrektorka podała mi mój plan lekcji.
Opuściłam gabinet i szukałam wzrokiem sali numer 5, w której miałam fizykę.
W końcu odnalazłam ją na samym końcu korytarza i niepewnie zapukałam do drzwi.
- Proszę - usłyszałam damski głos i uchyliłam drzwi.
Głosy w klasie natychmiast ucichły i wszystkie twarze zwróciły się w moim kierunku.
- Dzień dobry, pani Jons mnie tu przysłała - podeszłam do biurka i położyłam na nim kartkę, którą dostałam od dyrektorki.
- Więc jesteś tu nową uczennicą? - kobieta, koło trzydziestki patrzyła na mnie przyjaźnie.
- Tak - uśmiechnęłam się do niej i spojrzałam na klasę.
Wszyscy patrzyli na mnie jak zahipnotyzowani i nie wierzyli w to, że stoję przed nimi.
- Usiądź z tyłu - wskazała ręką wolną ławkę, a ja wykonałam jej polecenie.
Wszyscy bacznie mi się przyglądali, a niektóre dziewczyny cicho piszczały na mój widok. Uśmiechnęłam się nieśmiało, skrępowana spojrzeniami i spuściłam głowę.
Lekcje rozpoczęłam z nadzieją, że ludzie szybko do mnie przywykną i będę mogła być normalną uczennicą..
______________________________________
Kompletnie nie podoba mi się ten rozdział, ale nie chciałam, abyście już dłużej czekały.
Kocham <3
Tagi:
opowiadanie
*** Oczami Justina ***
- Czemu mi to robisz? - zapytałem Scootera, podczas obiadu.
- Chodzi o Arianę? - spojrzał na mnie, a gdy kiwnąłem głową, kontynuował - wraz z jej mamą doszliśmy do porozumienia i postanowiliśmy trochę nakręcić tempo jej kariery.
- Moim kosztem?! - mimo woli uniosłem głos.
- Nie, ty również wiele na tym zyskasz. Trochę rozgłosu, trochę skandali, trochę plotek. Znów będziesz na szczycie - uśmiechnął się i wbił widelec w brokuła.
- Nie pomyślałeś o tym, jak zranisz Alice?
Z jego twarzy znikł uśmiech i przez chwilę mogłem dostrzec, malujące się na jego twarzy, wyrzuty sumienia.
- To jest show biznes. Tu nie ma miejsca na litość. Żeby coś osiągnąć musisz się poświęcać - patrzył za okno, jakby nieobecny myślami.
- Ale czemu kosztem uczuć innych ludzi? Są rzeczy ważniejsze od sławy, pieniędzy, czy fanek. Mam tylko jedno życie i chcę przeżyć je jak najlepiej, z kobietą, którą kocham i która daje mi szczęście. Po co mi popularność, skoro nie daje mi tyle radości, co miłość? Związek z Alice, to najpiękniejsze co mnie w życiu spotkało, a ty tak po prostu to niszczysz.
Ja też chcę mieć normalne życie. Życie, w którym sam będę mógł podejmować decyzję, które będzie leżało tylko w moich rękach - spojrzał na mnie i przez chwilę chciał coś powiedzieć, ale z jego ust nie wydobył się żaden dźwięk.
Oparł łokcie o blat stołu, a twarz schował w dłoniach.
- Scooter? - zapytałem, patrząc na niego zaskoczony.
- Ty nic nie rozumiesz - odparł, cichym głosem.
- Więc mi wytłumacz.
- To nie jest takie proste, jak ci się wydaje - gwałtownie wstał od stołu i opuścił restaurację, w której spożywaliśmy obiad.
Patrzyłem jak odchodzi i zastanawiałem się nad tym, co powiedział.
Wiedziałem jedno.
Dzieje się coś złego.
- Cześć Justin - do mojego hotelowego pokoju, weszła Ariana.
Obrzuciłem ją krótkim spojrzeniem, a na mojej twarzy pojawił się grymas.
- Czego chcesz? - zapytałem oschle i położyłem się na łóżku.
- Jutro mamy po raz pierwszy, pokazać się razem publicznie - uśmiechnęła się do mnie, a ja przewróciłem oczami.
- Coś jeszcze? Jeżeli to wszystko, wyjdź - wskazałam ręką drzwi.
- Słuchaj skarbie - podeszła do mnie i nachyliła się nad moim uchem - prędzej czy później będziesz mój. Każdy początkowo się opierał, ale to bezcelowe, uwierz mi - szepnęła, a ja poczułem jej ciepły oddech na moim policzku.
- Wyjdź z tego pokoju - złapałem ją za rękę i pociągnąłem w kierunku drzwi - nigdy nie będę twój, rozumiesz? Nigdy.
Wyszarpnęła rękę z mojego uścisku i rozmasowała ją.
- Przed nami jeszcze cały miesiąc i nie wiesz co się może zdarzyć - uśmiechnęła się zalotnie i odeszła.
Trzasnąłem drzwiami i usiadłem na łóżku, przecierając twarz dłońmi.
Sięgnąłem po laptopa i odnalazłem folder "JB i Alice".
Otworzyłem go, a moim oczom ukazała się masa zdjęć i filmików.
Zacząłem je przeglądać i uśmiechałem się sam do siebie, na widok naszych roześmianych twarzy.
Wiedziałem, że ten miesiąc, będzie najcięższym miesiącem w moim życiu.
*** Oczami Alice ***
Rano obudziła mnie Coco, która zachłannie lizała moją twarz, szorstkim językiem.
- Cooooocooo - jęknęłam i odepchnęłam ją od siebie.
Cicho pisnęła i popatrzyła na mnie naburmuszona. Mimo woli się uśmiechnęłam i przytuliłam ją do siebie.
- Chce wyjść na spacer - do pokoju weszła mama i spojrzała na roztargnioną Coco - swoją drogą, dzwoniła jakaś Ellen i zaprosiła cię na dziś wieczór, do swojego programu.
- Potwierdziłaś moje przybycie? - spojrzałam na mamę, przeciągając ręce.
- Tak, pomyślałam, że i tak nie masz nic lepszego do roboty, więc chętnie się tam pojawisz.
Uśmiechnęłam się do niej z wdzięcznością i wyszłam do łazienki.
Wzięłam szybki prysznic, ubrałam się i zeszłam na dół.
Mama czekała na mnie ze śniadaniem.
Usiadłam do stołu i patrząc za okno, zjadłam przygotowane kanapki.
- Wychodzę z Coco - krzyknęłam z holu, zapięłam suczkę na smycz i wyszła z domu.
Poczułam na twarzy ciepły wiatr, który rozwiał moje włosy.
Ruszyłam w stronę parku.
Nikt nie prosił mnie o autografy, nikt nie piszczał na mój widok, nikt nie robił zamieszania, z powodu mojej osoby.
Cieszyłam się, że odpocznę od sławy, że nareszcie będę mogła być starą, normalną Alice.
Przez park przewijało się mnóstwo osób.
Dzieci bawiły się na pobliskim placu zabaw, rodzice odpoczywali w cieniu drzew, a po trawniku biegały psy.
Usiadłam na jednej z ławek i spuściłam Coco ze smyczy, która natychmiast dołączyła do pozostałych psów.
Obserwowałam przechodniów, gdy nagle mój wzrok zatrzymał się na znajomo wyglądającej twarzy.
Kilkanaście metrów ode mnie, na fontannie, siedział chłopak, z czarnymi, kręconymi włosami, które delikatnie opadały mu na twarz.
Na uszach znajdowały się ogromne, czerwone słuchawki, a w ręce trzymał iPoda, do którego były podłączone.
Postukiwał w rytm nogą i jeździł wzrokiem, po przechadzających się obok niego ludziach.
Moje serce zabiło mocniej. Uświadomiłam sobie, że tym chłopakiem był Chris, chłopak, z którym spędziłam ponad rok mojego życia.
Był moją pierwszą prawdziwą miłością, którą musieliśmy zakończyć, gdy przeprowadzał się do Nowego Jorku.
Długo nie mogłam otrząsnąć się po rozstaniu.
Tak bardzo zmienił się od tamtego czasu. Z jego dziecinnej twarzy i drobnej budowy ciała, nie został ani ślad.
Teraz widziałam przed sobą chłopaka, na którego widok, piszczą wszystkie dziewczyny.
Biała bokserka podkreślała jego umięśnione, opalone ramiona i idealnie wyrzeźbioną klatkę, a jeansowe rybaczki, odsłaniały wysportowane łydki.
W pewnym momencie nasze spojrzenia spotkały się, a ja poczułam, że uczucie, które towarzyszyło naszym spotkaniom, powróciło.
Miliony motylków szalejących w brzuchu, przeplatanych ze szczęściem.
Patrzył na mnie niepewnie, ale gdy uśmiechnęłam się do niego nieśmiało, zrozumiał, że to naprawdę ja.
Zerwał się na równe nogi i biegnąc w moją stronę, ściągnął słuchawki z uszu.
- Boże Święty! Czy to naprawdę ty?! - chwycił mnie w ramiona i przycisnął do siebie.
- Udusisz mnie - jęknęłam, a on rozluźnił uścisk.
- Przepraszam, ale nie wierzę, że cię widzę - trzymał ręce na moich ramionach i bacznie mi się przyglądał.
Ja również mu się przyglądałam.
Jego oczy, koloru gorzkiej czekolady, świdrowały mnie od góry do dołu, a usta ułożyły się w uśmiech, odsłaniając rząd równych, białych zębów.
- Jesteś jeszcze piękniejsza niż kiedyś - powiedział, a ja spuściłam zawstydzona głowę - ach, kochałem te rumieńce - powiedział patrząc na moje zaczerwienione poczli i usiadł na ławce.
Zrobiłam to samo i po chwili pogrążyliśmy się w długiej rozmowie.
- Więc zostajesz tutaj przez jakiś czas, prawda? - zapytał, gdy odprowadzał mnie pod dom.
- Przez długi czas.
- To może wrócisz do szkoły? - popatrzył na mnie z nadzieją, a ja pomyślałam, że to całkiem dobry pomysł.
- Muszę o tym porozmawiać z mamą.
Staliśmy pod furtką, gdy podeszła do nas pulchna nastolatka.
- Jesteś Alice, tak? Mogę zrobić sobie z wami zdjęcie - spojrzała na nas podekscytowana, w rękach trzymając aparat cyfrowy.
- Oczywiście - uśmiechnęłam się i objęłam dziewczynę w talii.
Ku mojemu zdziwieniu, Chris również objął mnie w pasie i przyciągnął blisko siebie.
Wszyscy troje uśmiechnęliśmy się promiennie, a dziewczyna zrobiła pamiątkowe zdjęcie.
- Jestem twoją wielką fanką - spojrzała na mnie z uwielbieniem, a ja obdarzyłam ją wyćwiczonym uśmiechem, którym obdarzałam wszystkich fanów.
- Dziękuję, to bardzo słodkie - pomasowałam jej ramię, a ona pisnęła z zachwytu - przepraszam, ale musimy już iść.
Pociągnęłam Chrisa za rękę i weszliśmy na mój ogród.
- Czemu mnie tu wciągnęłaś? - zapytał, rozglądając się po podwórku, na którym nie był od prawie dwóch lat.
- Bo nie miałam ochoty z nią rozmawiać - usiadłam na schodach, prowadzących na taras i spojrzałam na na Chrisa, który z zachwytem rozglądał się dookoła.
- Jeszcze rok temu nie było tu basenu, grilla, altany, jacuzzi, a teraz? To miejsce zmieniło się nie do poznania.
- Przypływ gotówki robi swoje - uśmiechnęłam się do niego, a on usiadł obok mnie.
- Pamiętasz, jak siedzieliśmy na tych schodach po kilka godzin i rozmawialiśmy o wspólnej przyszłości, planach, marzeniach? - poklepał dłonią jeden ze stopni i cicho westchnął.
- Szczenięca miłość - uśmiechnęłam się lekko, a on spochmurniał - co jest? - zapytałam.
- Żałuję, że nasz związek rozpadł się w tak głupi sposób. Było nam tak dobrze ze sobą, byliśmy parą doskonałą, a moja przeprowadzka musiała wszystko zniszczyć - spojrzał na mnie, a w jego oczach dostrzegłam smutek.
- A teraz wróciłeś do Atlanty? - zmieniłam temat.
- Tak, mama ponownie dostała tu pracę i od kilku miesięcy, znów zamieszkuję to miasto. Tak w ogóle, jak wiedzie ci się z Justinem? W końcu jesteście najbardziej pożądaną parą na świecie - w jego głosie słychać było żal.
- Już nie jesteśmy razem - skłamałam, według instrukcji od Scootera.
Chris wyraźnie się ożywił i spojrzał na mnie zaciekawiony.
- Jak to? Coś się stało? - zapytał.
- Rozstaliśmy się w przyjaźni - kolejne kłamstwo, a mnie coraz bardziej zżerały wyrzuty sumienia - to długa historia i wolę, aby została między mną, a Justinem.
- Rozumiem - uśmiechnął się blado, a ja podniosłam się ze schodów.
- Muszę cię przeprosić, ale muszę iść. Za kilka godzin mam wywiad w Ellen Show i muszę się przygotować.
- Ok, już uciekam, ale spotkamy się w najbliższym czasie? - uśmiechnął się zawadiacko, a w moim brzuchu znów zawirowały motylki.
- Oczywiście, że tak - odwzajemniłam uśmiech i cmoknęłam go w policzek.
- Do zobaczenia - krzyknął, wychodząc za bramkę, a ja pomachałam mu na pożegnanie.
Weszłam do domu, a w holu przed lustrem stała mama i układała włosy lokówką.
- Kochanie pospiesz się, za chwilę jedziemy do studia - powiedziała, kręcąc kolejne pasmo włosów.
Pobiegłam na górę, wzięłam szybki prysznic, ubrałam nowo kupione ubrania i zeszłam na dół.
Mike stał przy drzwiach i bawił się kluczykami od samochodu, a mama pakowała kosmetyki do torebki.
- Wychodzimy - powiedziała, gdy skończyła i założyła torbę na ramię.
- Moim dzisiejszym gościem, będzie wszystkim już znana młoda tancerka. Ma na swoim koncie oszałamiającą karierę, ogromną fortunę i sławę. Do niedawna ujarzmiała bożyszcze nastolatek - Justina Biebera, ale ostatnio w sieci pojawiły się zdjęcia, na których Justin, trzyma się za rękę z inną dziewczyną, początkującą piosenkarką - Arianą Grande.
O co w tym wszystkim chodzi? Dowiemy się już za chwilę, a teraz zapraszam do nas Alice Bons - gdy Ellen skończyła przemowę, w sali rozległy się głośne brawa i krzyki.
Pewnym krokiem weszłam do sali i usiadłam na wyznaczonym mi fotelu. Spojrzałam na publiczność i pomachałam im, a wrzawa podniosła się jeszcze bardziej.
- Miło znów cię widzieć - zaczęła Ellen, gdy publika się uspokoiła - z każdą wizytą u mnie, stajesz się jeszcze piękniejsza.
- Ciebie również miło widzieć i dziękuję ci za miłe słowa - uśmiechnęłam się do niej i wzięłam łyk wody.
- Może na początku odpowiesz nam na pytanie, które nurtuje wszystkich od kilku dni. Co dzieje się z tobą i Justinem?
Spuściłam głowę. Nie chciałam oszukiwać tych wszystkich ludzi, ale nie miałam wyboru. Musiałam kłamać jak z nut, a jeśli powiedziałabym za dużo, konsekwencje byłyby bardzo poważne.
- No cóż, to bardzo skomplikowane, ale przecież życie jest skomplikowane - odpowiedziałam wymijająco - czasem nie ma się wpływu na pewne sprawy i po prostu trzeba się z nimi pogodzić. Czasem nie wszystko idzie po naszej myśli, ale wierzymy, że kiedyś będzie lepiej i tak też jest teraz.
Ellen spojrzała na mnie jak na wariatkę, kompletnie nie rozumiejąc co chce jej przekazać.
- Bardzo elokwentnie, ale nadal nikt nie wie, co jest między tobą, a Justinem - spojrzała na mnie, podpierając się na splecionych dłoniach.
- Ja i Justin nie jesteśmy już razem - poddałam się i powiedziałam to otwarcie. Nie było sensu unikać odpowiedzi, skoro i tak by ją ode mnie wyciągnęła.
Ellen otworzyła ze zdziwienia oczy, a przez tłum przeleciał szmer.
- Co się stało? Czemu wasz związek się rozpadł? Czy ma na to wpływ dziewczyna ze zdjęcia? - zapytała, a na telebimie pojawiło się zdjęcie Justina i Ariany, na którym idą przez miasto, trzymając się za ręce. Oboje byli uśmiechnięci i przez chwilę zwątpiłam w to, że to tylko ustawka.
- Nie, Ariana nie miała na to żadnego wpływu - odpowiedziałam, a w środku rosły we mnie nerwy. Broniłam tej suki, a ona niszczy to co dla mnie najważniejsze - rozstaliśmy się w zgodzie. Po prostu nasze uczucie wygasło, a nasz związek dopadła rutyna. Nie było sensu dalej tego ciągnąć, więc zakończyliśmy wszystko.
Poczułam, że do oczu napływają mi łzy, ale szybko je pohamowałam i uśmiechnęłam się do Ellen.
- Czyli mam rozumieć, że odeszłaś z grupy Justina i nie będziesz tańczyć z nim na koncertach?
- Nie, nie będę z nimi tańczyć, więc w obecnej chwili mam masę czasu i brak pomysłów, jak go spożytkować - rozłożyłam ramiona, a publika zaśmiała się.
- Nie myślałaś o tym, żeby wrócić do Dorks?
- Wiesz, tamten rozdział mojego życia jest zamknięty, a ja z reguły nie wracam na stare śmiecie, więc powrót do Dorks, absolutnie odpada, ale ostatnio pewna osoba podsunęła mi tymczasowy powrót do szkoły i powiem ci, że ten pomysł bardzo mi się podoba - pokiwałam głową z uśmiechem.
- Czy mówisz o tej osobie? - Ellen wskazała ręką ta telebim, a po chwili pojawiło się na nim zdjęcie z dzisiejszego dnia.
Przedstawiało mnie i Chrisa, który obejmował mnie w pasie, a obok stała pulchna nastolatka.
- Yyy.. - nie wiedziałam co powiedzieć - tak, ta osoba.
- Justin flirtuje z Arianą, więc ty flirtujesz z nim? Kim jest ten przystojniak, który tak czule cię obejmuje? - Ellen spojrzała na mnie z łobuzerskim uśmiechem.
- Nie flirtuję z nim, to mój stary przyjaciel, kiedyś był moim chłopakiem, ale to było bardzo dawno temu.
- Ooo, a może opowiesz nam, jak go poznałaś?
- No cóż - zamyśliłam się - to było dwa lata temu, podczas balu na zakończenie roku szkolnego. On kończył szkołę średnią, a ja byłam pierwszakiem. Nie wiem jaki cudem, ale zostałam wybrana królową balu, on zaś królem. Wedle tradycji, para królewska musi zatańczyć przytulańca, więc aby tradycji stało się zadość, zrobiliśmy to. Potem zaczęliśmy rozmawiać, spotykać się, umawiać na wspólne wypady i z czasem to wszystko przerodziło się w związek, który zakończył się dość przykro, gdyż Chris musiał wyjechać do collegu, a ja zostałam w Atlancie.
- Więc co obecnie robi w Atlancie? Przyjechał się z tobą spotkać?
- Nie, nie, po prostu znów wrócił tutaj i mieszka kilka domów obok mnie.
- Czyli warunki idealne, aby stworzyć z nim ponownie związek. Myślałaś o tym?
- Nie, Chris to mój przyjaciel i tak pozostanie.
- Justin szybko otrząsnął się po waszym rozstaniu i umawia się z nową dziewczyną, więc czemu ty nie chcesz zaszaleć? - Ellen patrzyła na mnie uważnie, a ja miałam coraz większą ochotę powiedzieć prawdę.
- Na razie chcę odpocząć i pobyć chwilę singlem - uśmiechnęłam się, a Ellen zmieniła temat.
*** Oczami Justina ***
Leżałem na kanapie i oglądałem Ellen Show. Widok Alice, okłamującej cały świat, napawał mnie bólem. Nie chciałem, aby musiała kłamać, ale została do tego zmuszona, tak, jak ja zostałem zmuszony do związku z Arianą.
- Cześć Justin - usłyszałem niski, seksowny głos.
" O wilku mowa " pomyślałem i przewróciłem oczami.
- Czego? - syknąłem.
- Moja mama mówi, że mamy dziś wyjść na spacer i pocałować się przed kamerami - zaśmiała się złośliwie, a ja miałem ochotę ją uderzyć.
- Super - burknąłem i wróciłem do oglądania telewizji.
- Za 10 min masz być na dole - oznajmiła i wyszła z pokoju, a ja rzuciłem w jej stronę kilka obelg.
Przepełniony złością, zwlekłem się z łóżka i ubrałem na siebie świeże ubrania.
Gdy zszedłem na dół, w holu siedziała już Ariana.
Spojrzałem na nią i wykrzywiłem twarz.
Miała na sobie szorty, które ledwo zakrywały jej tyłek, oraz obcisłą bluzkę, z dekoltem po pępek.
- Naprawdę masz zamiar wyjść na miasto w tym stroju? - zapytałem zniesmaczony.
- Co z nim nie tak?
- Wstyd mi pokazać się z tobą publicznie - spojrzałem na nią zażenowany, a ona prychnęła z oburzenia.
- Nie mam zamiaru się przebierać - odparła i złapała mnie za rękę - teraz masz pokazać wszystkim jak bardzo mnie kochasz.
Wyszliśmy z hotelu, trzymając się za ręce, a Ariana uśmiechała się do każdego fotoreportera, który robił nam zdjęcie.
Szliśmy przez miasto, a Ariana była coraz bardziej nachalna.
Przytulała mnie, łaskotała, czochrała moje włosy.
- Czas na pocałunek - powiedziała, gdy staliśmy w parku.
Chciałem zaprotestować, ale ujęła moją twarz w dłonie i przyciągnęła ją do siebie.
Nasze usta złączyły się, a ona swoim językiem, dotknęła mojego.
Czułem jej ciepłe wargi, które muskały moje i przez chwilę poczułem przyjemne mrowienie w żołądku.
Pocałunek trwał kilka sekund, a ja jako pierwszy go przerwałem.
Ariana patrzyła na mnie z uśmiechem i wbrew sobie, musiałem przyznać, że była niesamowicie piękna.
Po chwili znów mnie pocałowała, tym razem namiętniej i dłużej. Poddałem się jej, a ona wykorzystała to i delikatnie przyciągnęła mnie bliżej siebie. Poczułem jej piersi na moim torsie i przez moje ciało przebiegł dreszcz podniecenia.
Zaczynało się robić zbyt gorąco, więc oderwałem się od niej i ruszyłem przed siebie.
Ariana szybko mnie dogoniła i złapała za rękę.
- Nie możesz się trochę bardziej starać? Jak będziesz się tak zachowywał, wszyscy połapią się, że to ustawka - syknęła Ariana, gdy wychodziliśmy z parku.
- A ty nie możesz trochę zluzować i przestać być tak nachalna?
- Nie jestem nachalna, ja po prostu dobrze gram - przeczesała dłonią włosy, a ja uśmiechnąłem się do mijającej nas dziewczyny, która piszczała i krzyczała, że mnie kocha.
Po powrocie do hotelu, zostawiłem Arianę w holu i pobiegłem do swojego pokoju.
Rzuciłem się na łóżko i wyciągnąłem z kieszeni telefon.
Odszukałem numer Alice i zadzwoniłem do niej.
- Halo? - usłyszałem jej słodki głos i poczułem, że przepełnia mnie miłość.
- Cześć kochanie, co u ciebie?
- Tęsknie za tobą, tak niesamowicie tęsknie, a to dopiero początek - w jej głosie dało się słyszeć smutek, a mnie krajało się serce.
- Ja za tobą też, nawet nie wiesz jak bardzo. Mam tak strasznie dość Ariany, że nawet sobie tego nie wyobrażasz. Dzisiaj musiałem się z nią całować - jęknąłem, a Alice cicho się zaśmiała.
- Muszę kończyć, bo mama woła mnie na kolację - powiedziała Alice - kocham cię z całego serca.
- Ja ciebie też mała i nigdy o tym nie zapominaj.
Odłożyłem komórkę na stolik i ukryłem twarz w dłoniach.
Byłem wściekły, że nie mogę być teraz z Alice, czuć jej bliskości i ciepła jej ciała.
Przyłożyłem twarz do poduszki i zamknąłem oczy.
Po chwili zmorzył mnie sen..
_________________________________________________
Przepraszam, że tak długo czekałyście, ale ostatnie dni były bardzo pracowite i nie miałam czasu nic napisać.
Mam nadzieję, że podobał Wam się rozdział, a ja tymczasem wybywam na imprezę!
Miłego wieczoru życzę!
Kocham <3
- Czemu mi to robisz? - zapytałem Scootera, podczas obiadu.
- Chodzi o Arianę? - spojrzał na mnie, a gdy kiwnąłem głową, kontynuował - wraz z jej mamą doszliśmy do porozumienia i postanowiliśmy trochę nakręcić tempo jej kariery.
- Moim kosztem?! - mimo woli uniosłem głos.
- Nie, ty również wiele na tym zyskasz. Trochę rozgłosu, trochę skandali, trochę plotek. Znów będziesz na szczycie - uśmiechnął się i wbił widelec w brokuła.
- Nie pomyślałeś o tym, jak zranisz Alice?
Z jego twarzy znikł uśmiech i przez chwilę mogłem dostrzec, malujące się na jego twarzy, wyrzuty sumienia.
- To jest show biznes. Tu nie ma miejsca na litość. Żeby coś osiągnąć musisz się poświęcać - patrzył za okno, jakby nieobecny myślami.
- Ale czemu kosztem uczuć innych ludzi? Są rzeczy ważniejsze od sławy, pieniędzy, czy fanek. Mam tylko jedno życie i chcę przeżyć je jak najlepiej, z kobietą, którą kocham i która daje mi szczęście. Po co mi popularność, skoro nie daje mi tyle radości, co miłość? Związek z Alice, to najpiękniejsze co mnie w życiu spotkało, a ty tak po prostu to niszczysz.
Ja też chcę mieć normalne życie. Życie, w którym sam będę mógł podejmować decyzję, które będzie leżało tylko w moich rękach - spojrzał na mnie i przez chwilę chciał coś powiedzieć, ale z jego ust nie wydobył się żaden dźwięk.
Oparł łokcie o blat stołu, a twarz schował w dłoniach.
- Scooter? - zapytałem, patrząc na niego zaskoczony.
- Ty nic nie rozumiesz - odparł, cichym głosem.
- Więc mi wytłumacz.
- To nie jest takie proste, jak ci się wydaje - gwałtownie wstał od stołu i opuścił restaurację, w której spożywaliśmy obiad.
Patrzyłem jak odchodzi i zastanawiałem się nad tym, co powiedział.
Wiedziałem jedno.
Dzieje się coś złego.
- Cześć Justin - do mojego hotelowego pokoju, weszła Ariana.
Obrzuciłem ją krótkim spojrzeniem, a na mojej twarzy pojawił się grymas.
- Czego chcesz? - zapytałem oschle i położyłem się na łóżku.
- Jutro mamy po raz pierwszy, pokazać się razem publicznie - uśmiechnęła się do mnie, a ja przewróciłem oczami.
- Coś jeszcze? Jeżeli to wszystko, wyjdź - wskazałam ręką drzwi.
- Słuchaj skarbie - podeszła do mnie i nachyliła się nad moim uchem - prędzej czy później będziesz mój. Każdy początkowo się opierał, ale to bezcelowe, uwierz mi - szepnęła, a ja poczułem jej ciepły oddech na moim policzku.
- Wyjdź z tego pokoju - złapałem ją za rękę i pociągnąłem w kierunku drzwi - nigdy nie będę twój, rozumiesz? Nigdy.
Wyszarpnęła rękę z mojego uścisku i rozmasowała ją.
- Przed nami jeszcze cały miesiąc i nie wiesz co się może zdarzyć - uśmiechnęła się zalotnie i odeszła.
Trzasnąłem drzwiami i usiadłem na łóżku, przecierając twarz dłońmi.
Sięgnąłem po laptopa i odnalazłem folder "JB i Alice".
Otworzyłem go, a moim oczom ukazała się masa zdjęć i filmików.
Zacząłem je przeglądać i uśmiechałem się sam do siebie, na widok naszych roześmianych twarzy.
Wiedziałem, że ten miesiąc, będzie najcięższym miesiącem w moim życiu.
*** Oczami Alice ***
Rano obudziła mnie Coco, która zachłannie lizała moją twarz, szorstkim językiem.
- Cooooocooo - jęknęłam i odepchnęłam ją od siebie.
Cicho pisnęła i popatrzyła na mnie naburmuszona. Mimo woli się uśmiechnęłam i przytuliłam ją do siebie.
- Chce wyjść na spacer - do pokoju weszła mama i spojrzała na roztargnioną Coco - swoją drogą, dzwoniła jakaś Ellen i zaprosiła cię na dziś wieczór, do swojego programu.
- Potwierdziłaś moje przybycie? - spojrzałam na mamę, przeciągając ręce.
- Tak, pomyślałam, że i tak nie masz nic lepszego do roboty, więc chętnie się tam pojawisz.
Uśmiechnęłam się do niej z wdzięcznością i wyszłam do łazienki.
Wzięłam szybki prysznic, ubrałam się i zeszłam na dół.
Mama czekała na mnie ze śniadaniem.
Usiadłam do stołu i patrząc za okno, zjadłam przygotowane kanapki.
- Wychodzę z Coco - krzyknęłam z holu, zapięłam suczkę na smycz i wyszła z domu.
Poczułam na twarzy ciepły wiatr, który rozwiał moje włosy.
Ruszyłam w stronę parku.
Nikt nie prosił mnie o autografy, nikt nie piszczał na mój widok, nikt nie robił zamieszania, z powodu mojej osoby.
Cieszyłam się, że odpocznę od sławy, że nareszcie będę mogła być starą, normalną Alice.
Przez park przewijało się mnóstwo osób.
Dzieci bawiły się na pobliskim placu zabaw, rodzice odpoczywali w cieniu drzew, a po trawniku biegały psy.
Usiadłam na jednej z ławek i spuściłam Coco ze smyczy, która natychmiast dołączyła do pozostałych psów.
Obserwowałam przechodniów, gdy nagle mój wzrok zatrzymał się na znajomo wyglądającej twarzy.
Kilkanaście metrów ode mnie, na fontannie, siedział chłopak, z czarnymi, kręconymi włosami, które delikatnie opadały mu na twarz.
Na uszach znajdowały się ogromne, czerwone słuchawki, a w ręce trzymał iPoda, do którego były podłączone.
Postukiwał w rytm nogą i jeździł wzrokiem, po przechadzających się obok niego ludziach.
Moje serce zabiło mocniej. Uświadomiłam sobie, że tym chłopakiem był Chris, chłopak, z którym spędziłam ponad rok mojego życia.
Był moją pierwszą prawdziwą miłością, którą musieliśmy zakończyć, gdy przeprowadzał się do Nowego Jorku.
Długo nie mogłam otrząsnąć się po rozstaniu.
Tak bardzo zmienił się od tamtego czasu. Z jego dziecinnej twarzy i drobnej budowy ciała, nie został ani ślad.
Teraz widziałam przed sobą chłopaka, na którego widok, piszczą wszystkie dziewczyny.
Biała bokserka podkreślała jego umięśnione, opalone ramiona i idealnie wyrzeźbioną klatkę, a jeansowe rybaczki, odsłaniały wysportowane łydki.
W pewnym momencie nasze spojrzenia spotkały się, a ja poczułam, że uczucie, które towarzyszyło naszym spotkaniom, powróciło.
Miliony motylków szalejących w brzuchu, przeplatanych ze szczęściem.
Patrzył na mnie niepewnie, ale gdy uśmiechnęłam się do niego nieśmiało, zrozumiał, że to naprawdę ja.
Zerwał się na równe nogi i biegnąc w moją stronę, ściągnął słuchawki z uszu.
- Boże Święty! Czy to naprawdę ty?! - chwycił mnie w ramiona i przycisnął do siebie.
- Udusisz mnie - jęknęłam, a on rozluźnił uścisk.
- Przepraszam, ale nie wierzę, że cię widzę - trzymał ręce na moich ramionach i bacznie mi się przyglądał.
Ja również mu się przyglądałam.
Jego oczy, koloru gorzkiej czekolady, świdrowały mnie od góry do dołu, a usta ułożyły się w uśmiech, odsłaniając rząd równych, białych zębów.
- Jesteś jeszcze piękniejsza niż kiedyś - powiedział, a ja spuściłam zawstydzona głowę - ach, kochałem te rumieńce - powiedział patrząc na moje zaczerwienione poczli i usiadł na ławce.
Zrobiłam to samo i po chwili pogrążyliśmy się w długiej rozmowie.
- Więc zostajesz tutaj przez jakiś czas, prawda? - zapytał, gdy odprowadzał mnie pod dom.
- Przez długi czas.
- To może wrócisz do szkoły? - popatrzył na mnie z nadzieją, a ja pomyślałam, że to całkiem dobry pomysł.
- Muszę o tym porozmawiać z mamą.
Staliśmy pod furtką, gdy podeszła do nas pulchna nastolatka.
- Jesteś Alice, tak? Mogę zrobić sobie z wami zdjęcie - spojrzała na nas podekscytowana, w rękach trzymając aparat cyfrowy.
- Oczywiście - uśmiechnęłam się i objęłam dziewczynę w talii.
Ku mojemu zdziwieniu, Chris również objął mnie w pasie i przyciągnął blisko siebie.
Wszyscy troje uśmiechnęliśmy się promiennie, a dziewczyna zrobiła pamiątkowe zdjęcie.
- Jestem twoją wielką fanką - spojrzała na mnie z uwielbieniem, a ja obdarzyłam ją wyćwiczonym uśmiechem, którym obdarzałam wszystkich fanów.
- Dziękuję, to bardzo słodkie - pomasowałam jej ramię, a ona pisnęła z zachwytu - przepraszam, ale musimy już iść.
Pociągnęłam Chrisa za rękę i weszliśmy na mój ogród.
- Czemu mnie tu wciągnęłaś? - zapytał, rozglądając się po podwórku, na którym nie był od prawie dwóch lat.
- Bo nie miałam ochoty z nią rozmawiać - usiadłam na schodach, prowadzących na taras i spojrzałam na na Chrisa, który z zachwytem rozglądał się dookoła.
- Jeszcze rok temu nie było tu basenu, grilla, altany, jacuzzi, a teraz? To miejsce zmieniło się nie do poznania.
- Przypływ gotówki robi swoje - uśmiechnęłam się do niego, a on usiadł obok mnie.
- Pamiętasz, jak siedzieliśmy na tych schodach po kilka godzin i rozmawialiśmy o wspólnej przyszłości, planach, marzeniach? - poklepał dłonią jeden ze stopni i cicho westchnął.
- Szczenięca miłość - uśmiechnęłam się lekko, a on spochmurniał - co jest? - zapytałam.
- Żałuję, że nasz związek rozpadł się w tak głupi sposób. Było nam tak dobrze ze sobą, byliśmy parą doskonałą, a moja przeprowadzka musiała wszystko zniszczyć - spojrzał na mnie, a w jego oczach dostrzegłam smutek.
- A teraz wróciłeś do Atlanty? - zmieniłam temat.
- Tak, mama ponownie dostała tu pracę i od kilku miesięcy, znów zamieszkuję to miasto. Tak w ogóle, jak wiedzie ci się z Justinem? W końcu jesteście najbardziej pożądaną parą na świecie - w jego głosie słychać było żal.
- Już nie jesteśmy razem - skłamałam, według instrukcji od Scootera.
Chris wyraźnie się ożywił i spojrzał na mnie zaciekawiony.
- Jak to? Coś się stało? - zapytał.
- Rozstaliśmy się w przyjaźni - kolejne kłamstwo, a mnie coraz bardziej zżerały wyrzuty sumienia - to długa historia i wolę, aby została między mną, a Justinem.
- Rozumiem - uśmiechnął się blado, a ja podniosłam się ze schodów.
- Muszę cię przeprosić, ale muszę iść. Za kilka godzin mam wywiad w Ellen Show i muszę się przygotować.
- Ok, już uciekam, ale spotkamy się w najbliższym czasie? - uśmiechnął się zawadiacko, a w moim brzuchu znów zawirowały motylki.
- Oczywiście, że tak - odwzajemniłam uśmiech i cmoknęłam go w policzek.
- Do zobaczenia - krzyknął, wychodząc za bramkę, a ja pomachałam mu na pożegnanie.
Weszłam do domu, a w holu przed lustrem stała mama i układała włosy lokówką.
- Kochanie pospiesz się, za chwilę jedziemy do studia - powiedziała, kręcąc kolejne pasmo włosów.
Pobiegłam na górę, wzięłam szybki prysznic, ubrałam nowo kupione ubrania i zeszłam na dół.
Mike stał przy drzwiach i bawił się kluczykami od samochodu, a mama pakowała kosmetyki do torebki.
- Wychodzimy - powiedziała, gdy skończyła i założyła torbę na ramię.
- Moim dzisiejszym gościem, będzie wszystkim już znana młoda tancerka. Ma na swoim koncie oszałamiającą karierę, ogromną fortunę i sławę. Do niedawna ujarzmiała bożyszcze nastolatek - Justina Biebera, ale ostatnio w sieci pojawiły się zdjęcia, na których Justin, trzyma się za rękę z inną dziewczyną, początkującą piosenkarką - Arianą Grande.
O co w tym wszystkim chodzi? Dowiemy się już za chwilę, a teraz zapraszam do nas Alice Bons - gdy Ellen skończyła przemowę, w sali rozległy się głośne brawa i krzyki.
Pewnym krokiem weszłam do sali i usiadłam na wyznaczonym mi fotelu. Spojrzałam na publiczność i pomachałam im, a wrzawa podniosła się jeszcze bardziej.
- Miło znów cię widzieć - zaczęła Ellen, gdy publika się uspokoiła - z każdą wizytą u mnie, stajesz się jeszcze piękniejsza.
- Ciebie również miło widzieć i dziękuję ci za miłe słowa - uśmiechnęłam się do niej i wzięłam łyk wody.
- Może na początku odpowiesz nam na pytanie, które nurtuje wszystkich od kilku dni. Co dzieje się z tobą i Justinem?
Spuściłam głowę. Nie chciałam oszukiwać tych wszystkich ludzi, ale nie miałam wyboru. Musiałam kłamać jak z nut, a jeśli powiedziałabym za dużo, konsekwencje byłyby bardzo poważne.
- No cóż, to bardzo skomplikowane, ale przecież życie jest skomplikowane - odpowiedziałam wymijająco - czasem nie ma się wpływu na pewne sprawy i po prostu trzeba się z nimi pogodzić. Czasem nie wszystko idzie po naszej myśli, ale wierzymy, że kiedyś będzie lepiej i tak też jest teraz.
Ellen spojrzała na mnie jak na wariatkę, kompletnie nie rozumiejąc co chce jej przekazać.
- Bardzo elokwentnie, ale nadal nikt nie wie, co jest między tobą, a Justinem - spojrzała na mnie, podpierając się na splecionych dłoniach.
- Ja i Justin nie jesteśmy już razem - poddałam się i powiedziałam to otwarcie. Nie było sensu unikać odpowiedzi, skoro i tak by ją ode mnie wyciągnęła.
Ellen otworzyła ze zdziwienia oczy, a przez tłum przeleciał szmer.
- Co się stało? Czemu wasz związek się rozpadł? Czy ma na to wpływ dziewczyna ze zdjęcia? - zapytała, a na telebimie pojawiło się zdjęcie Justina i Ariany, na którym idą przez miasto, trzymając się za ręce. Oboje byli uśmiechnięci i przez chwilę zwątpiłam w to, że to tylko ustawka.
- Nie, Ariana nie miała na to żadnego wpływu - odpowiedziałam, a w środku rosły we mnie nerwy. Broniłam tej suki, a ona niszczy to co dla mnie najważniejsze - rozstaliśmy się w zgodzie. Po prostu nasze uczucie wygasło, a nasz związek dopadła rutyna. Nie było sensu dalej tego ciągnąć, więc zakończyliśmy wszystko.
Poczułam, że do oczu napływają mi łzy, ale szybko je pohamowałam i uśmiechnęłam się do Ellen.
- Czyli mam rozumieć, że odeszłaś z grupy Justina i nie będziesz tańczyć z nim na koncertach?
- Nie, nie będę z nimi tańczyć, więc w obecnej chwili mam masę czasu i brak pomysłów, jak go spożytkować - rozłożyłam ramiona, a publika zaśmiała się.
- Nie myślałaś o tym, żeby wrócić do Dorks?
- Wiesz, tamten rozdział mojego życia jest zamknięty, a ja z reguły nie wracam na stare śmiecie, więc powrót do Dorks, absolutnie odpada, ale ostatnio pewna osoba podsunęła mi tymczasowy powrót do szkoły i powiem ci, że ten pomysł bardzo mi się podoba - pokiwałam głową z uśmiechem.
- Czy mówisz o tej osobie? - Ellen wskazała ręką ta telebim, a po chwili pojawiło się na nim zdjęcie z dzisiejszego dnia.
Przedstawiało mnie i Chrisa, który obejmował mnie w pasie, a obok stała pulchna nastolatka.
- Yyy.. - nie wiedziałam co powiedzieć - tak, ta osoba.
- Justin flirtuje z Arianą, więc ty flirtujesz z nim? Kim jest ten przystojniak, który tak czule cię obejmuje? - Ellen spojrzała na mnie z łobuzerskim uśmiechem.
- Nie flirtuję z nim, to mój stary przyjaciel, kiedyś był moim chłopakiem, ale to było bardzo dawno temu.
- Ooo, a może opowiesz nam, jak go poznałaś?
- No cóż - zamyśliłam się - to było dwa lata temu, podczas balu na zakończenie roku szkolnego. On kończył szkołę średnią, a ja byłam pierwszakiem. Nie wiem jaki cudem, ale zostałam wybrana królową balu, on zaś królem. Wedle tradycji, para królewska musi zatańczyć przytulańca, więc aby tradycji stało się zadość, zrobiliśmy to. Potem zaczęliśmy rozmawiać, spotykać się, umawiać na wspólne wypady i z czasem to wszystko przerodziło się w związek, który zakończył się dość przykro, gdyż Chris musiał wyjechać do collegu, a ja zostałam w Atlancie.
- Więc co obecnie robi w Atlancie? Przyjechał się z tobą spotkać?
- Nie, nie, po prostu znów wrócił tutaj i mieszka kilka domów obok mnie.
- Czyli warunki idealne, aby stworzyć z nim ponownie związek. Myślałaś o tym?
- Nie, Chris to mój przyjaciel i tak pozostanie.
- Justin szybko otrząsnął się po waszym rozstaniu i umawia się z nową dziewczyną, więc czemu ty nie chcesz zaszaleć? - Ellen patrzyła na mnie uważnie, a ja miałam coraz większą ochotę powiedzieć prawdę.
- Na razie chcę odpocząć i pobyć chwilę singlem - uśmiechnęłam się, a Ellen zmieniła temat.
*** Oczami Justina ***
Leżałem na kanapie i oglądałem Ellen Show. Widok Alice, okłamującej cały świat, napawał mnie bólem. Nie chciałem, aby musiała kłamać, ale została do tego zmuszona, tak, jak ja zostałem zmuszony do związku z Arianą.
- Cześć Justin - usłyszałem niski, seksowny głos.
" O wilku mowa " pomyślałem i przewróciłem oczami.
- Czego? - syknąłem.
- Moja mama mówi, że mamy dziś wyjść na spacer i pocałować się przed kamerami - zaśmiała się złośliwie, a ja miałem ochotę ją uderzyć.
- Super - burknąłem i wróciłem do oglądania telewizji.
- Za 10 min masz być na dole - oznajmiła i wyszła z pokoju, a ja rzuciłem w jej stronę kilka obelg.
Przepełniony złością, zwlekłem się z łóżka i ubrałem na siebie świeże ubrania.
Gdy zszedłem na dół, w holu siedziała już Ariana.
Spojrzałem na nią i wykrzywiłem twarz.
Miała na sobie szorty, które ledwo zakrywały jej tyłek, oraz obcisłą bluzkę, z dekoltem po pępek.
- Naprawdę masz zamiar wyjść na miasto w tym stroju? - zapytałem zniesmaczony.
- Co z nim nie tak?
- Wstyd mi pokazać się z tobą publicznie - spojrzałem na nią zażenowany, a ona prychnęła z oburzenia.
- Nie mam zamiaru się przebierać - odparła i złapała mnie za rękę - teraz masz pokazać wszystkim jak bardzo mnie kochasz.
Wyszliśmy z hotelu, trzymając się za ręce, a Ariana uśmiechała się do każdego fotoreportera, który robił nam zdjęcie.
Szliśmy przez miasto, a Ariana była coraz bardziej nachalna.
Przytulała mnie, łaskotała, czochrała moje włosy.
- Czas na pocałunek - powiedziała, gdy staliśmy w parku.
Chciałem zaprotestować, ale ujęła moją twarz w dłonie i przyciągnęła ją do siebie.
Nasze usta złączyły się, a ona swoim językiem, dotknęła mojego.
Czułem jej ciepłe wargi, które muskały moje i przez chwilę poczułem przyjemne mrowienie w żołądku.
Pocałunek trwał kilka sekund, a ja jako pierwszy go przerwałem.
Ariana patrzyła na mnie z uśmiechem i wbrew sobie, musiałem przyznać, że była niesamowicie piękna.
Po chwili znów mnie pocałowała, tym razem namiętniej i dłużej. Poddałem się jej, a ona wykorzystała to i delikatnie przyciągnęła mnie bliżej siebie. Poczułem jej piersi na moim torsie i przez moje ciało przebiegł dreszcz podniecenia.
Zaczynało się robić zbyt gorąco, więc oderwałem się od niej i ruszyłem przed siebie.
Ariana szybko mnie dogoniła i złapała za rękę.
- Nie możesz się trochę bardziej starać? Jak będziesz się tak zachowywał, wszyscy połapią się, że to ustawka - syknęła Ariana, gdy wychodziliśmy z parku.
- A ty nie możesz trochę zluzować i przestać być tak nachalna?
- Nie jestem nachalna, ja po prostu dobrze gram - przeczesała dłonią włosy, a ja uśmiechnąłem się do mijającej nas dziewczyny, która piszczała i krzyczała, że mnie kocha.
Po powrocie do hotelu, zostawiłem Arianę w holu i pobiegłem do swojego pokoju.
Rzuciłem się na łóżko i wyciągnąłem z kieszeni telefon.
Odszukałem numer Alice i zadzwoniłem do niej.
- Halo? - usłyszałem jej słodki głos i poczułem, że przepełnia mnie miłość.
- Cześć kochanie, co u ciebie?
- Tęsknie za tobą, tak niesamowicie tęsknie, a to dopiero początek - w jej głosie dało się słyszeć smutek, a mnie krajało się serce.
- Ja za tobą też, nawet nie wiesz jak bardzo. Mam tak strasznie dość Ariany, że nawet sobie tego nie wyobrażasz. Dzisiaj musiałem się z nią całować - jęknąłem, a Alice cicho się zaśmiała.
- Muszę kończyć, bo mama woła mnie na kolację - powiedziała Alice - kocham cię z całego serca.
- Ja ciebie też mała i nigdy o tym nie zapominaj.
Odłożyłem komórkę na stolik i ukryłem twarz w dłoniach.
Byłem wściekły, że nie mogę być teraz z Alice, czuć jej bliskości i ciepła jej ciała.
Przyłożyłem twarz do poduszki i zamknąłem oczy.
Po chwili zmorzył mnie sen..
_________________________________________________
Przepraszam, że tak długo czekałyście, ale ostatnie dni były bardzo pracowite i nie miałam czasu nic napisać.
Mam nadzieję, że podobał Wam się rozdział, a ja tymczasem wybywam na imprezę!
Miłego wieczoru życzę!
Kocham <3
Tagi:
opowiadanie
O mój Boże!
Jestem w ciężkim szoku!
CamiLLa założyła stronę, która dosłownie zwaliła mnie z nóg:
http://fanibieberstory.bloog.pl/
Naprawdę nie wiem co powiedzieć!
Jestem tak niesamowicie szczęśliwa, że brak mi słów.
Wszystkich chętnych, zapraszam do odwiedzania tej strony.
Niesamowicie dziękuję CamiLLi, która spowodowała, że cały dzisiejszy wieczór, spędziłam z ogromnym uśmiechem na twarzy.
Jeszcze raz dziękuję <3
Jesteście niesamowite.
Jestem w ciężkim szoku!
CamiLLa założyła stronę, która dosłownie zwaliła mnie z nóg:
http://fanibieberstory.bloog.pl/
Naprawdę nie wiem co powiedzieć!
Jestem tak niesamowicie szczęśliwa, że brak mi słów.
Wszystkich chętnych, zapraszam do odwiedzania tej strony.
Niesamowicie dziękuję CamiLLi, która spowodowała, że cały dzisiejszy wieczór, spędziłam z ogromnym uśmiechem na twarzy.
Jeszcze raz dziękuję <3
Jesteście niesamowite.
Tagi:
podziękowania
W pokoju zapanowała cisza.
Patrzyłam na Scooter i analizowałam każde, wypowiedziane przez niego słowo.
- O czym ty mówisz? - Justin jako pierwszy przerwał przytłaczającą ciszę.
- Na jakiś czas, w twoim życiu będzie musiała pojawić się nowa dziewczyna.
- Kto?! - krzyknął Justin, z niedowierzaniem w głosie.
- Ja - zza Scootera wyłoniła się drobna dziewczyna, z zalotnym uśmiechem na twarzy.
Odrzuciła swoje długie włosy, w kolorze wiśni i zmierzyła mnie wzrokiem.
- Ariana? - wyszeptał Justin.
- Widzę, że już o mnie słyszałeś - z jej ust, wydobył się dźwięczny, niski głos - chociaż w sumie, kto o mnie nie słyszał? - wyszczerzyła, idealnie białe zęby, w złośliwym uśmiechu.
- Co tu się w ogóle dzieje? - spojrzałam na Scootera, oczekując wyjaśnień.
- Nie musisz znać konkretów - do pokoju weszła druga osoba i ku mojemu ogromnemu zaskoczeniu, była to tajemnicza kobieta, którą wcześniej spotkałam - twoim zadaniem, jest po prostu wycofać się z życia Justina. Proste, prawda? - spojrzała na mnie z ironią.
- O czym ty kobieto w ogóle mówisz?! - krzyknęłam, wstając z łóżka.
- Więcej szacunku! - prychnęła oburzona - jestem Anahi Grande, mama Ariany. Dla ciebie, pani Grande.
- Może do konkretów - wtrącił się Scooter i spojrzał na mnie wzrokiem, który nakazywał mi, zająć moje wcześniejsze miejsce - ja i Anahi, doszliśmy do porozumienia i postanowiliśmy, że Ariana zostanie nową dziewczyną Justina.
- Co?! - teraz to Justin zerwał się na równe nogi - wykluczone!
- Nie masz tu nic do gadania, więc po prostu usiądź i słuchaj co masz robić - odpowiedział Scooter, suchym tonem.
Spojrzałam na niego z niedowierzaniem. To nie był prawdziwy Scooter. Owszem czasem był złośliwy, czy chamski, ale nigdy nie odnosił się w podobny sposób do Justina. Wiedziałam, że coś jest nie tak.
- Jak to nie mam nic do gadania?! Przecież to moje życie i to ja w nim decyduję! - krzyczał Justin.
- Ale teraz nie mówimy o twoim życiu , tylko o twojej karierze! - Scooter, najwidoczniej tracił cierpliwość.
- Alice i to co jest między nami, nie zalicza się do kariery, lecz mojego życia osobistego, więc wara od naszego związku! - Justin ze złości zaciskał pięści.
- Słuchaj się gówniarzu - Scooter złapał Justin za koszulkę i przyciągnął do siebie - albo w tej chwili się zamkniesz i usiądziesz, albo pożałujesz!
Zakryłam usta dłonią, a do oczu napłynęły mi łzy.
Nie wiedziałam co wstąpiło w Scootera.
Justin ciężko dyszał, ale nie powiedział ani słowa, więc Scooter rozluźnił uścisk i pchnął Justina w stronę łóżka.
- Więc jak już powiedziałem, nową dziewczyną Justina zostaje Ariana. Nie obchodzi mnie, jakie stosunki będą między wami prywatnie, ale publicznie macie być zakochaną, szczęśliwą parą, która nie widzi poza sobą świata. Na czas ustawki, Alice wracasz do domu, czy gdzie tam sobie chcesz.
Po prostu masz usunąć się z życia Justina - po tych słowach, Scooter, wraz z Arianą i jej mamą, wyszli z pokoju.
Zrobiło mi się słabo. Poczułam, jakby ktoś wbił mi nóż w serce.
- Justin, zrób coś proszę! - krzyczałam histerycznie, zalewając się łzami.
Justin spojrzał na mnie przerażony i wybiegł z pokoju.
Po chwili dobiegły mnie krzyki kłótni.
Ukryłam twarz w dłoniach i płakałam, żałośnie jęcząc.
Po kilku minutach Biebs wrócił do pokoju, a w jego oczach dostrzegłam łzy.
- Przepraszam - wyszeptał i mocno mnie przytulił.
Wiedziałam, że nie może nic zrobić, że musi podporządkować się decyzji Scootera.
Trwaliśmy w uścisku, gdy do pokoju weszła Pattie z zatroskaną miną.
- Justin.. - zaczęła.
- Jak mogłaś?! Jak mogłaś pozwolić, by Scooter zrobił mi coś takiego?! - krzyknął Justin, wypuszczając mnie z objęć i podchodząc do niej szybkim krokiem.
- Ja nie miałam na to żadnego wpływu, nie mogłam mu zabronić..
- Mogłaś! Przecież to on pracuje dla nas, możesz go zwolnić!
- Nie mogę. Podpisaliśmy kontrakt na 5 lat i jeżeli zwolniłabym go przed jego wygaśnięciem, zapłacilibyśmy mu ogromne odszkodowanie.
- Więc tu chodzi tylko o pieniądze? - Justin spojrzał na Pattie, z żalem w oczach.
- O nie małe pieniądze. Musiałbyś oddać mu, prawie cały swój dorobek. Przepraszam, ale nie mogę nic zrobić - Pattie spojrzała na moją zapłakaną twarz i spuściła głowę.
- Nie obchodzą mnie pieniądze, Alice jest dla mnie ważniejsza - Justin odepchnął swoją mamę i wybiegł z pokoju.
Wiedziałam co chce zrobić i nie mogłam mu na to pozwolić.
Wiedziałam, że będzie chciał zwolnić Scootera, bez względu na to, jakie będą tego skutki.
Pobiegłam za Justinem.
- Justin - złapałam go za ramię - nie możesz tego zrobić!
- Mogę. Jeżeli chodzi mu tylko o pieniądze, dam mu je i każę odczepić się raz na zawsze - odpowiedział i ponownie ruszył dalej.
- Jemu nie chodzi o pieniądze. To ta kobieta stoi za tym wszystkim - Justin stanął i spojrzał na mnie zaciekawiony - to ona jest wszystkiemu winna. To ona go do tego zmusiła.
- Skąd to możesz wiedzieć?
- Bo widziałam, jaki był zdenerwowany po rozmowie z nią. A poza tym, przecież Scooter nigdy nie zachowuje się tak jak dziś - powiedziałam, powstrzymując płacz.
- Więc co mam zrobić, żebyśmy mogli zostać razem? - spojrzał na mnie, z bólem wypisanym na twarzy.
Spuściłam głowę.
- Nic. Musimy robić co nam karze - odpowiedziałam, a z moich oczu, popłynęły strumienie łez.
Całą noc nie spaliśmy.
Wtuleni w siebie, rozkoszowaliśmy się swoją bliskością, której mieliśmy nie poczuć, przez długi czas.
Rano do naszego pokoju wszedł Scooter.
- Za godzinę masz samolot - powiedział obojętnie, rzucając na stolik zapieczętowaną kopertę, po czym wyszedł tak szybko, jak wszedł.
Do oczu znów napłynęły mi łzy, lecz postanowiłam być silna i nie rozpłakałam się.
Powoli wyszłam z łóżka i udałam się po kopertę.
Usiadłam na krześle i jednym ruchem, rozdarłam ją.
Wyciągnęłam z niej bilet do Atlanty i zgiętą na pół kartkę.
- Co to za kartka? - zapytał Justin, leżąc w łóżku, podpierając się na łokciu.
Rozłożyłam ją i przeleciałam wzrokiem mały, czarny druczek, którym była pokryta.
- To instrukcja - szepnęłam, czując, że w gardle rośnie mi gula - instrukcja, co mam robić i czego mam nie robić.
- To znaczy?
- Mam się z tobą nie spotykać i nie pokazywać publicznie, mam nikomu nie mówić o ustawce, mam nie chodzić przybita i nie żalić się nikomu, a jeśli zostanę zapytana przez kogoś, czemu nie jesteśmy razem, mam odpowiadać, że rozstaliśmy się w zgodzie i przyjaźni, a powodem rozstania nie była Ariana.
- Kurwa - zaklął Justin i przetarł twarz dłońmi - może jeszcze da ci instrukcję, jak podcierać tyłek.
- Justin.. - zaczęłam, próbując go uspokoić.
- No proszę cię. Jaki normalny człowiek, żyje według narzuconej mu z góry instrukcji? - spojrzał na mnie zażenowany.
- My nie jesteśmy normalni.
- Owszem jesteśmy. Co z tego, ze jesteśmy sławni? Przecież mamy takie same uczucia jak inni i równie łatwo je urazić, więc za cholerę nie rozumiem, czemu Scooter tak nas rani - jego głos załamywał się, a w oczach pojawiały się łzy.
Podeszłam do niego i ujęłam jego twarz w dłonie.
- Przetrwamy to. Obiecujesz mi?
- Obiecuję - szepnął.
Pocałowałam go namiętnie jak nigdy wcześniej, wiedząc, że to nasz ostatni pocałunek.
Leciałam do Atlanty.
Czułam się bardziej samotna, niż kiedykolwiek wcześniej.
Nie miałam nikogo, komu mogłabym się wyżalić, wypłakać, poskarżyć.
Obok mnie, z otwartą buzią spał Mike i na jego widok, delikatnie się uśmiechnęłam. Chwilę potem poczułam, że zmęczone już oczy, ponownie zachodzą łzami.
Było mi źle.
Sięgnęłam po torebkę, leżącą obok i wyjęłam z niej komórkę.
Wybrałam numer Justina i mimo, że od ostatniej rozmowy, minęła zaledwie godzina, miałam nieodpartą chęć, wsłuchania się w jego aksamitny głos, dzięki któremu mogłam chociaż na chwilę zapomnieć o bólu, który mnie przepełniał.
- Coś się stało? - na dźwięk jego głosu, przez moje ciało przeleciał dreszcz.
- Justin, ja nie dam rady - mój głos, powoli się załamywał - nie wyobrażam sobie, że mam wytrzymać bez ciebie cały miesiąc.
- Kochanie, obiecaliśmy sobie, że to przetrwamy. Bądź silna.
- Będę, ale nie wiem jak długo.
- Nawet tak nie mów! Za miesiąc wakacje, które spędzimy już razem. Tylko ja i ty, z dala od wszystkich - starał się utrzymać pogodną barwę głosu.
- Napewno? - pociągnęłam nosem.
- Napewno.
Nieco spokojniejsza, odłożyłam telefon i zapadłam w płytki sen.
Stałam przed drzwiami mojego domu i nacisnęłam dzwonek.
Usłyszałam szczekanie Coco i poczułam, że może nie będzie tak źle.
Odpocznę, nabiorę nowych sił, spędzę trochę czasu z bliskimi.
- Kochanie, jak dobrze cię widzieć - drzwi otworzyła mi mama, którą powiadomiłam kilka godzin wcześniej, o moim przylocie - wchodźcie do środka - gestem ręki, zaprosiła nas do środka.
W holu roznosił się zapach jedzenia i poczułam, że z głodu skręca mi się żołądek.
- Jak się czujesz mamo? - spojrzałam na delikatnie zaokrąglony brzuch mamy.
- Trochę bolą mnie plecy, ale to zupełnie normalnie - uśmiechnęła się krzywa i dłonią rozmasowała kark.
- Tata jeszcze w pracy? - zapytałam, ściągając buty i zakładając moje ulubione, puchate kapcie, które dostałam od babci na urodziny.
- Tak, ale za chwilkę powinien być - uśmiechnęła się, patrząc na mnie z troską.
- Czemu tak mi się przyglądasz?
- Bo tak bardzo za tobą tęskniłam - pogładziła swoją delikatną dłonią, mój policzek - mówiłam ci już, jak bardzo jestem z ciebie dumna? Nigdy nie pomyślałabym, że moja córka osiągnie tak wiele w ciągu jednego roku, ile ja nie zdołałam osiągnąć przez całe życie. Jesteś silną kobietą i cieszę się, że Bóg zesłał mi właśnie ciebie.
Uśmiechnęłam się i wtuliłam się w jej ciepłe ramiona.
Poczułam się jak kilka lat temu, gdy będąc małym dzieckiem, moim ulubionym zajęciem było wtulanie się w nią i napawanie jej słodkim zapachem. Zapachem bezpieczeństwa, miłości, troski.
- Kocham cię - szepnęłam, wtulając się w jej atłasową bluzkę.
- Ja ciebie też - pocałowała mnie w czubek głowy i trzymając się pasie, ruszyłyśmy do kuchni, na domowy obiad.
- Tato! - przytuliłam mojego kochanego staruszka, gdy wrócił z pracy.
- Cześć mój mały smoku - pieszczotliwie poczochrał moje włosy, a ja zaniosłam się głośnym śmiechem - Mike, ty wielkoludzie - uśmiechnął się na widok Mika, który siedząc przed telewizorem, przegryzał marchewkę.
- Cześć George - zasalutował mu i wrócił do oglądania telewizji.
- Co dziś na obiad, kotku? - podszedł do mojej mamy, która zmywała naczynia i objął ją w pasie.
- Naleśniki. Specjalnie dla ciebie, odłożyłam te z czekoladą - uśmiechnęła się i delikatnie go pocałowała.
Poczułam, że robi mi się cieplej na sercu. Cieszyłam się, że moi rodzice są szczęśliwi, że mimo upływu czasu, ciągle się kochają i nie wstydzą się tego okazywać.
Może to głupie, ale czasem wyobrażałam sobie tak nas. Mnie i Justina. Jako małżeństwo, z przytulnym domkiem z ogródkiem, dwóją dzieci i psem. Idealne, sielankowe życie.
Jak na razie, do idealnego życia było nam co najmniej daleko. W obecnej chwili, naszym życiem kierowali inni ludzie, a my nie mieliśmy nic do powiedzenia. Istny paradoks.
Westchnęłam i wyszłam na taras.
Usiadłam na ławeczce, a obok mnie usadowiła się Coco, kładąc pyszczek na moich kolanach.
Patrzyłam na zachód słońca, głaszcząc suczkę za uchem i myślałam nad moim życiem.
Ludzie tak bardzo wiele o nas nie wiedzą.
Często widzą tylko uśmiechnięte, idealne twarze i wyreżyserowane emocje. Nie widzą tego, co dzieje się gdy jesteśmy sami. Nie widzą tych zagubionych, samotnych ludzi, którymi tak często jesteśmy.
Błyszczymy, lecz tylko wtedy, gdy oświetlają nas światła reflektorów. Gdy gasną, stajemy się szarymi ludźmi, pogubionymi we własnej egzystencji i nie mającymi własnego zdania.
Taki właśnie jest show biznes.
Bezwzględny, brutalny i fałszywy..
________________________________________________
Wróciłam.
O dziwo, bardzo szybko wszystko wróciło do normy i moje życie znów toczy się swoim normalnym, spokojnym rytmem.
Dziękuję osobom, które były ze mną i które czekały na mój powrót.
Kocham Was i dziękuję, za każde miłe słowo.
btw. nową postacią w opowiadaniu jest Ariana Grande
http://szafa.pl/c5471792-inspiracje-ariana-grande.html
Patrzyłam na Scooter i analizowałam każde, wypowiedziane przez niego słowo.
- O czym ty mówisz? - Justin jako pierwszy przerwał przytłaczającą ciszę.
- Na jakiś czas, w twoim życiu będzie musiała pojawić się nowa dziewczyna.
- Kto?! - krzyknął Justin, z niedowierzaniem w głosie.
- Ja - zza Scootera wyłoniła się drobna dziewczyna, z zalotnym uśmiechem na twarzy.
Odrzuciła swoje długie włosy, w kolorze wiśni i zmierzyła mnie wzrokiem.
- Ariana? - wyszeptał Justin.
- Widzę, że już o mnie słyszałeś - z jej ust, wydobył się dźwięczny, niski głos - chociaż w sumie, kto o mnie nie słyszał? - wyszczerzyła, idealnie białe zęby, w złośliwym uśmiechu.
- Co tu się w ogóle dzieje? - spojrzałam na Scootera, oczekując wyjaśnień.
- Nie musisz znać konkretów - do pokoju weszła druga osoba i ku mojemu ogromnemu zaskoczeniu, była to tajemnicza kobieta, którą wcześniej spotkałam - twoim zadaniem, jest po prostu wycofać się z życia Justina. Proste, prawda? - spojrzała na mnie z ironią.
- O czym ty kobieto w ogóle mówisz?! - krzyknęłam, wstając z łóżka.
- Więcej szacunku! - prychnęła oburzona - jestem Anahi Grande, mama Ariany. Dla ciebie, pani Grande.
- Może do konkretów - wtrącił się Scooter i spojrzał na mnie wzrokiem, który nakazywał mi, zająć moje wcześniejsze miejsce - ja i Anahi, doszliśmy do porozumienia i postanowiliśmy, że Ariana zostanie nową dziewczyną Justina.
- Co?! - teraz to Justin zerwał się na równe nogi - wykluczone!
- Nie masz tu nic do gadania, więc po prostu usiądź i słuchaj co masz robić - odpowiedział Scooter, suchym tonem.
Spojrzałam na niego z niedowierzaniem. To nie był prawdziwy Scooter. Owszem czasem był złośliwy, czy chamski, ale nigdy nie odnosił się w podobny sposób do Justina. Wiedziałam, że coś jest nie tak.
- Jak to nie mam nic do gadania?! Przecież to moje życie i to ja w nim decyduję! - krzyczał Justin.
- Ale teraz nie mówimy o twoim życiu , tylko o twojej karierze! - Scooter, najwidoczniej tracił cierpliwość.
- Alice i to co jest między nami, nie zalicza się do kariery, lecz mojego życia osobistego, więc wara od naszego związku! - Justin ze złości zaciskał pięści.
- Słuchaj się gówniarzu - Scooter złapał Justin za koszulkę i przyciągnął do siebie - albo w tej chwili się zamkniesz i usiądziesz, albo pożałujesz!
Zakryłam usta dłonią, a do oczu napłynęły mi łzy.
Nie wiedziałam co wstąpiło w Scootera.
Justin ciężko dyszał, ale nie powiedział ani słowa, więc Scooter rozluźnił uścisk i pchnął Justina w stronę łóżka.
- Więc jak już powiedziałem, nową dziewczyną Justina zostaje Ariana. Nie obchodzi mnie, jakie stosunki będą między wami prywatnie, ale publicznie macie być zakochaną, szczęśliwą parą, która nie widzi poza sobą świata. Na czas ustawki, Alice wracasz do domu, czy gdzie tam sobie chcesz.
Po prostu masz usunąć się z życia Justina - po tych słowach, Scooter, wraz z Arianą i jej mamą, wyszli z pokoju.
Zrobiło mi się słabo. Poczułam, jakby ktoś wbił mi nóż w serce.
- Justin, zrób coś proszę! - krzyczałam histerycznie, zalewając się łzami.
Justin spojrzał na mnie przerażony i wybiegł z pokoju.
Po chwili dobiegły mnie krzyki kłótni.
Ukryłam twarz w dłoniach i płakałam, żałośnie jęcząc.
Po kilku minutach Biebs wrócił do pokoju, a w jego oczach dostrzegłam łzy.
- Przepraszam - wyszeptał i mocno mnie przytulił.
Wiedziałam, że nie może nic zrobić, że musi podporządkować się decyzji Scootera.
Trwaliśmy w uścisku, gdy do pokoju weszła Pattie z zatroskaną miną.
- Justin.. - zaczęła.
- Jak mogłaś?! Jak mogłaś pozwolić, by Scooter zrobił mi coś takiego?! - krzyknął Justin, wypuszczając mnie z objęć i podchodząc do niej szybkim krokiem.
- Ja nie miałam na to żadnego wpływu, nie mogłam mu zabronić..
- Mogłaś! Przecież to on pracuje dla nas, możesz go zwolnić!
- Nie mogę. Podpisaliśmy kontrakt na 5 lat i jeżeli zwolniłabym go przed jego wygaśnięciem, zapłacilibyśmy mu ogromne odszkodowanie.
- Więc tu chodzi tylko o pieniądze? - Justin spojrzał na Pattie, z żalem w oczach.
- O nie małe pieniądze. Musiałbyś oddać mu, prawie cały swój dorobek. Przepraszam, ale nie mogę nic zrobić - Pattie spojrzała na moją zapłakaną twarz i spuściła głowę.
- Nie obchodzą mnie pieniądze, Alice jest dla mnie ważniejsza - Justin odepchnął swoją mamę i wybiegł z pokoju.
Wiedziałam co chce zrobić i nie mogłam mu na to pozwolić.
Wiedziałam, że będzie chciał zwolnić Scootera, bez względu na to, jakie będą tego skutki.
Pobiegłam za Justinem.
- Justin - złapałam go za ramię - nie możesz tego zrobić!
- Mogę. Jeżeli chodzi mu tylko o pieniądze, dam mu je i każę odczepić się raz na zawsze - odpowiedział i ponownie ruszył dalej.
- Jemu nie chodzi o pieniądze. To ta kobieta stoi za tym wszystkim - Justin stanął i spojrzał na mnie zaciekawiony - to ona jest wszystkiemu winna. To ona go do tego zmusiła.
- Skąd to możesz wiedzieć?
- Bo widziałam, jaki był zdenerwowany po rozmowie z nią. A poza tym, przecież Scooter nigdy nie zachowuje się tak jak dziś - powiedziałam, powstrzymując płacz.
- Więc co mam zrobić, żebyśmy mogli zostać razem? - spojrzał na mnie, z bólem wypisanym na twarzy.
Spuściłam głowę.
- Nic. Musimy robić co nam karze - odpowiedziałam, a z moich oczu, popłynęły strumienie łez.
Całą noc nie spaliśmy.
Wtuleni w siebie, rozkoszowaliśmy się swoją bliskością, której mieliśmy nie poczuć, przez długi czas.
Rano do naszego pokoju wszedł Scooter.
- Za godzinę masz samolot - powiedział obojętnie, rzucając na stolik zapieczętowaną kopertę, po czym wyszedł tak szybko, jak wszedł.
Do oczu znów napłynęły mi łzy, lecz postanowiłam być silna i nie rozpłakałam się.
Powoli wyszłam z łóżka i udałam się po kopertę.
Usiadłam na krześle i jednym ruchem, rozdarłam ją.
Wyciągnęłam z niej bilet do Atlanty i zgiętą na pół kartkę.
- Co to za kartka? - zapytał Justin, leżąc w łóżku, podpierając się na łokciu.
Rozłożyłam ją i przeleciałam wzrokiem mały, czarny druczek, którym była pokryta.
- To instrukcja - szepnęłam, czując, że w gardle rośnie mi gula - instrukcja, co mam robić i czego mam nie robić.
- To znaczy?
- Mam się z tobą nie spotykać i nie pokazywać publicznie, mam nikomu nie mówić o ustawce, mam nie chodzić przybita i nie żalić się nikomu, a jeśli zostanę zapytana przez kogoś, czemu nie jesteśmy razem, mam odpowiadać, że rozstaliśmy się w zgodzie i przyjaźni, a powodem rozstania nie była Ariana.
- Kurwa - zaklął Justin i przetarł twarz dłońmi - może jeszcze da ci instrukcję, jak podcierać tyłek.
- Justin.. - zaczęłam, próbując go uspokoić.
- No proszę cię. Jaki normalny człowiek, żyje według narzuconej mu z góry instrukcji? - spojrzał na mnie zażenowany.
- My nie jesteśmy normalni.
- Owszem jesteśmy. Co z tego, ze jesteśmy sławni? Przecież mamy takie same uczucia jak inni i równie łatwo je urazić, więc za cholerę nie rozumiem, czemu Scooter tak nas rani - jego głos załamywał się, a w oczach pojawiały się łzy.
Podeszłam do niego i ujęłam jego twarz w dłonie.
- Przetrwamy to. Obiecujesz mi?
- Obiecuję - szepnął.
Pocałowałam go namiętnie jak nigdy wcześniej, wiedząc, że to nasz ostatni pocałunek.
Leciałam do Atlanty.
Czułam się bardziej samotna, niż kiedykolwiek wcześniej.
Nie miałam nikogo, komu mogłabym się wyżalić, wypłakać, poskarżyć.
Obok mnie, z otwartą buzią spał Mike i na jego widok, delikatnie się uśmiechnęłam. Chwilę potem poczułam, że zmęczone już oczy, ponownie zachodzą łzami.
Było mi źle.
Sięgnęłam po torebkę, leżącą obok i wyjęłam z niej komórkę.
Wybrałam numer Justina i mimo, że od ostatniej rozmowy, minęła zaledwie godzina, miałam nieodpartą chęć, wsłuchania się w jego aksamitny głos, dzięki któremu mogłam chociaż na chwilę zapomnieć o bólu, który mnie przepełniał.
- Coś się stało? - na dźwięk jego głosu, przez moje ciało przeleciał dreszcz.
- Justin, ja nie dam rady - mój głos, powoli się załamywał - nie wyobrażam sobie, że mam wytrzymać bez ciebie cały miesiąc.
- Kochanie, obiecaliśmy sobie, że to przetrwamy. Bądź silna.
- Będę, ale nie wiem jak długo.
- Nawet tak nie mów! Za miesiąc wakacje, które spędzimy już razem. Tylko ja i ty, z dala od wszystkich - starał się utrzymać pogodną barwę głosu.
- Napewno? - pociągnęłam nosem.
- Napewno.
Nieco spokojniejsza, odłożyłam telefon i zapadłam w płytki sen.
Stałam przed drzwiami mojego domu i nacisnęłam dzwonek.
Usłyszałam szczekanie Coco i poczułam, że może nie będzie tak źle.
Odpocznę, nabiorę nowych sił, spędzę trochę czasu z bliskimi.
- Kochanie, jak dobrze cię widzieć - drzwi otworzyła mi mama, którą powiadomiłam kilka godzin wcześniej, o moim przylocie - wchodźcie do środka - gestem ręki, zaprosiła nas do środka.
W holu roznosił się zapach jedzenia i poczułam, że z głodu skręca mi się żołądek.
- Jak się czujesz mamo? - spojrzałam na delikatnie zaokrąglony brzuch mamy.
- Trochę bolą mnie plecy, ale to zupełnie normalnie - uśmiechnęła się krzywa i dłonią rozmasowała kark.
- Tata jeszcze w pracy? - zapytałam, ściągając buty i zakładając moje ulubione, puchate kapcie, które dostałam od babci na urodziny.
- Tak, ale za chwilkę powinien być - uśmiechnęła się, patrząc na mnie z troską.
- Czemu tak mi się przyglądasz?
- Bo tak bardzo za tobą tęskniłam - pogładziła swoją delikatną dłonią, mój policzek - mówiłam ci już, jak bardzo jestem z ciebie dumna? Nigdy nie pomyślałabym, że moja córka osiągnie tak wiele w ciągu jednego roku, ile ja nie zdołałam osiągnąć przez całe życie. Jesteś silną kobietą i cieszę się, że Bóg zesłał mi właśnie ciebie.
Uśmiechnęłam się i wtuliłam się w jej ciepłe ramiona.
Poczułam się jak kilka lat temu, gdy będąc małym dzieckiem, moim ulubionym zajęciem było wtulanie się w nią i napawanie jej słodkim zapachem. Zapachem bezpieczeństwa, miłości, troski.
- Kocham cię - szepnęłam, wtulając się w jej atłasową bluzkę.
- Ja ciebie też - pocałowała mnie w czubek głowy i trzymając się pasie, ruszyłyśmy do kuchni, na domowy obiad.
- Tato! - przytuliłam mojego kochanego staruszka, gdy wrócił z pracy.
- Cześć mój mały smoku - pieszczotliwie poczochrał moje włosy, a ja zaniosłam się głośnym śmiechem - Mike, ty wielkoludzie - uśmiechnął się na widok Mika, który siedząc przed telewizorem, przegryzał marchewkę.
- Cześć George - zasalutował mu i wrócił do oglądania telewizji.
- Co dziś na obiad, kotku? - podszedł do mojej mamy, która zmywała naczynia i objął ją w pasie.
- Naleśniki. Specjalnie dla ciebie, odłożyłam te z czekoladą - uśmiechnęła się i delikatnie go pocałowała.
Poczułam, że robi mi się cieplej na sercu. Cieszyłam się, że moi rodzice są szczęśliwi, że mimo upływu czasu, ciągle się kochają i nie wstydzą się tego okazywać.
Może to głupie, ale czasem wyobrażałam sobie tak nas. Mnie i Justina. Jako małżeństwo, z przytulnym domkiem z ogródkiem, dwóją dzieci i psem. Idealne, sielankowe życie.
Jak na razie, do idealnego życia było nam co najmniej daleko. W obecnej chwili, naszym życiem kierowali inni ludzie, a my nie mieliśmy nic do powiedzenia. Istny paradoks.
Westchnęłam i wyszłam na taras.
Usiadłam na ławeczce, a obok mnie usadowiła się Coco, kładąc pyszczek na moich kolanach.
Patrzyłam na zachód słońca, głaszcząc suczkę za uchem i myślałam nad moim życiem.
Ludzie tak bardzo wiele o nas nie wiedzą.
Często widzą tylko uśmiechnięte, idealne twarze i wyreżyserowane emocje. Nie widzą tego, co dzieje się gdy jesteśmy sami. Nie widzą tych zagubionych, samotnych ludzi, którymi tak często jesteśmy.
Błyszczymy, lecz tylko wtedy, gdy oświetlają nas światła reflektorów. Gdy gasną, stajemy się szarymi ludźmi, pogubionymi we własnej egzystencji i nie mającymi własnego zdania.
Taki właśnie jest show biznes.
Bezwzględny, brutalny i fałszywy..
________________________________________________
Wróciłam.
O dziwo, bardzo szybko wszystko wróciło do normy i moje życie znów toczy się swoim normalnym, spokojnym rytmem.
Dziękuję osobom, które były ze mną i które czekały na mój powrót.
Kocham Was i dziękuję, za każde miłe słowo.
btw. nową postacią w opowiadaniu jest Ariana Grande
http://szafa.pl/c5471792-inspiracje-ariana-grande.html
Tagi:
opowiadanie.


